Polityk w rządzie Donalda Tuska odpowiedzialny za resort dyplomacji nawoływał dyplomatycznym językiem do ,,dożynania watahy,, ale to były słowa,które padły w kampanii wyborczej,więc nie wolno nadawać im większego znaczenia.
Tak argumentowano post factum i nie mieliśmy wyjścia więc przyjęliśmy ten ,,policzek,, nadstawiając drugi.
Po słowach posła z Biłgoraja,senatora reżysera,czy reżysera mówiącego o ,,wojnie polsko-polskiej,,podczas konwencji zespołu poparcia dla kandydatury Komorowskiego dostaliśmy w ten drugi policzek.
Dzisiaj doszło do tragedii,której początków należy być może upatrywać w dysonansie między deklarowaną polityką miłości,a tym co na co dzień wydobywa się z gardeł przedstawicieli partii mającej ten slogan na sztandarach?
Ale spoliczkowano nas już dwukrotnie i po dzisiejszym szaleństwie nawołuje się do spokoju i opamiętania.
Czy to nie za dużo wymagane?
Czy mamy się dać zarżnąć po kolei,czy mamy czekać aż premier Tusk wprowadzi ,,stan wyjątkowy,, i założy nam kaganiec w postaci prewencyjnego aresztu,czy wyjść na ulice i zacząć głośno domagać się tego,co wyróżnia demokrację,a więc sprawiedliwości,stop zakłamaniu w mediach i ostracyzmu dla głoszących nienawiść tzw. elit ?
Co wataha ma dziś do wyboru?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)