Ostatnio śledzę losy Christiana Wulffa,niemieckiego prezydenta,który na własne życzenie wpędził się w spore kłopoty.
Historię jego kariery mniej więcej znam,ale historia jego upadku pisana jest na naszych oczach i końca jeszcze nie widać.
Jednak co rzuca się w oczy i czyni ,,aferę prezydencką ,, tak ciekawą to różnice w podejściu do głowy państwa w Niemczech,kraju o ugruntowanej zdawać by się mogło demokracji i w poskolonialnej III RP z fasadową jej odmianą.
W Niemczech to główne media nagłaśniają poczynania głowy państwa,a nie gazety i portale ,odwiedzane przez wysublimowanych odbiorców.Tam jakakolwiek próba ingerencji prezydenta w niezależność mediów rozdmuchiwana jest do nebotycznych rozmiarów,a jak to wygląda u nas?
Czy ktokolwiek oprócz Aleksandra Ściosa i Gazety Polskiej drążył temat ,,afery Marszałkowej,,,czy ktokolwiek pamięta dzisiaj w jakich warunkach (pośpiech z prawdopodobym łamaniem procedur ) obejmował obowiązki po tragicznie zmarłym Lechu Kaczyńskim pan Komorowski, czy ktoś z głównych mediów postawił Komorowskiemu pytanie o jego słowa ( chciał odejść z polityki,jak Szeremietiew zostanie uniewinniony ) sprzed 10 lat i czy wreszcie jego gafy i rażące błędy ortograficzne są faktycznie efektem dyslekcji i roztargnięcia,czy może czymś dla wizerunku Polski groźnym?
Pytania na które nie znajdziemy odpowiedzi ani w TVN,ani na portalu gazety,której nie jest wszystko jedno,jak pisze o niej Piotr Gursztyn.
Patrzmy więc na naszego zachodniego sąsiada i wedle apelu Krzysztofa Kłopotowskiego nie tyle uczmy się od niego,bo mamy kadrę dziennikarską pierwszej próby,ale nauczmy się oddzielać plewy od ziarna i nazywać rzeczy po imieniu,jak to mawiał klasyk ,,szambo nigdy nie będzie perfumerią.
Oto krótka historia pana Wulffa:Skandal wokół prezydenta RFN wybuchł pod koniec ubiegłego roku, kiedy dziennik "Bild" ujawnił, że Wulff zataił wyjątkowo korzystnie oprocentowaną pożyczkę od żony zaprzyjaźnionego biznesmena. Później doszły kolejne zarzuty o związki prezydenta z zamożnymi przedsiębiorcami, z których uprzejmości chętnie korzystał, na przykład spędzając wakacje w ich posiadłościach.
Prezydent zaszkodził sobie jeszcze próbami nacisków na media. 2 stycznia "Bild" poinformował, że Wulff próbował zapobiec publikacji artykułu o zatajeniu pożyczki i zadzwonił w tym celu do redaktora naczelnego gazety, grożąc sankcjami prawno-karnymi. Prezydent twierdzi, że zwrócił się jedynie o przesunięcie publikacji o jeden dzień, do czasu jego powrotu z podróży zagranicznej.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)