Wczorajsza i dzisiejsza audycja ,,za a nawet przeciw,,nadawana od pon. do piątku w radiowej ,,trójce,, była czymś szczególnym.Nie z powodu tematów,ale prowadzącego.
Kubę Strzyczkowskiego zastąpił na ten czas pan Ernest Zozuń.
Wczoraj tematem były mówiąc w największym skrócie kwestie okołostadionowe ze szczególnym uwzględnieniem kibiców,albo raczej kiboli,czy nawet stadionowych bandytów,jak o niektórych uczestniczących w burdach i kibolskich ustawkach mówił prowadzący program.
W poniedziałek wszystko było w ,,normie,, do mniej więcej dwudziestej minuty,kiedy to słuchacz miał powiedzmy inne zdanie o ralacjach z Marszu Niepodległości z 11.11.2011niż prowadzący.
Pan Zozuń nie dał się sprowadzić na manowce i twardo tłumaczył słuchaczowi tonem sprzeciwu nie znoszącym,że to,co on widział się liczy,a byli to ludzie rzucający kamieniami i robiący burdy z podpaleniem wozu stacji,gdzie pan Wajda ma przyjaciół włącznie.
Na pytanie słuchacza o policjancie w cywilu kopiącym przechodnia pan Zozuń rozłożył ręce,bo widocznie postępowe media,z których jak domniemam czerpie swą wiedzę o świecie o tym incydencie nie wspominały.
To nie przeszkadzało oczywiście załamywać rąk Zozuniowi nad idolencją kolegów,którzy kompletnie nieprzygotowani wchodzą czasem w rozmowy z politykami,a powinni dementować,jako bzdurę co drugie słowo.
W trakcie audycji zachowanie prowadzącego ,który najwyraźniej pozazdrościł panu Gugale kunsztu prowadzenia rozmów z zaproszonymi do studia gośćmi było kilkakrotnie (bodaj dwa razy) uznane przez słuchaczy,jako stronnicze,o czym na koniec audycji poinformował prowadzący dodając,że były też głosy w jego obronie (chyba jeden).
Następnie pan Zozuń poprosił o wyrozumiałość i powiedział coś,czego ciężar gatunkowy obnażyła dopiero audycja następna,czyli z dnia dzisiejszego.
Powiedział mianowicie,że proszę zrozumieć,że ma zasady,którym pozostaje wierny.(cytat z pamięci)
Dzisiaj było o incydencie przed Sejmem z udziałem posła Niesiołowskiego i pani Ewy Stankiewicz.
Głównymi gośćmi audycji byli prof.Radosław Markowski (mój faworyt jeśli chodzi o apolityczność i obiektywność wśród przedstawicieli świata nauki) i mniej znany prof Zbigniew Bajka.
Nie będę streszczał ,co mówili,bo nie ma to znaczenia,ale istotnym i kluczowym momentem audycji był znów telefon od słuchacza i odpowiedź prowadzącego.
I tu uwaga.
Słuchacz krytykuje zaproszenie Markowskiego,jako prorządowego politologa,o czym,jak mówił słuchacz każdy wie.Wcześniej było sporo o roli mediów ,doborze tematów i takich tam ,ale wszystko na powaznie i z należytym namaszczeniem traktowane.
Na słowa słuchacza Zozuń (przypomnijmy:człowiek wierny zasadom.Jakim?) odpowiada ,że no dobra,ale oprócz Markowskiego mamy jeszcze prof Bajkę,co miało sugerować równe rozłożenie akcentów,jeśli chodzi o wrażliwość polityczną,jednak prof.Bajka nie słuchał tego fragmentu,albo nie skumał go,bo na koniec audycji,kiedy obaj zaproszeni spierają się ze sobą, Bajka na samym początku swej wypowiedzi powiedział,że prof.Markowski to jego ulubiony komentator medialny.
I tu pan Zozuń ma problem,ale tylko wtedy gdy jego zasady dotyczą rzetelności dziennikarskiej i obiektywizmu w doborze gości,bo skoro Bajka i Markowski z ,,jednego talerza jedzą,, to nie wierzę,że Zozuń o tym nie wiedział,a jeśli tak to nie wiem czy zdaje sobie sprawę z tego,gdzie jego zasady może sobie schować?
Inaczej przedstawia się kwestia kiedy to ,,firma,, zaprasza,a prowadzący ma tylko rolę moderatora dyskusji.
Inaczej ,to znaczy Zozuń powinien (bo ma zasady) wzorem pani Szymalli powiedzieć,albo napisać co o nich myśli i zrezygnować z pracy w tak nieobiektywnej instytucji opłacanej z pieniędzy podatników.
Co pan zrobi panie Zozuń?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)