Wczoraj, na terenie Stadionu Ludowego w Sosnowcu miał miejsce 4 koncert organizowany przez komercyjną stację radiowo-telewizyjną. Z plakatu, który w rejonie koncertu naklejono zaledwie w przeddzień imprezy można się było dowiedzieć, że w tym roku gwiazdami będą David Kwiatkowski, Grzegorz Hyży, Marta Bijan i na dobitkę Donatan i Cleo. Jako że stronię od mediów wszelakich nie znałem żadnego z wykonawców, za to moja córka, której towarzyszyłem, owszem. Dodam ,że rok temu też byłem świadkiem podobnej imprezy z Eweliną Lisowską i Rafałem Brzozowskim.
Poczatek przewidziano na godzinę 18:00, ale już kilka godzin wcześniej, przed bramą stadionu zgromadzili się fani, a przede wszystkim fanki gwiazd i gwiazdeczek polskiej pop-sceny. Krótko przed 6 wieczorem córka i ja dołączyliśmy do liczącego już kilkaset osób tłumu. Imprezę na terenie stadionu ochraniała prywatna firma i już na wstepie przy otwieraniu bramy pozwoliła ocenić swe kompetencje. ,,Do tyłu,, padło hasło i kilku rosłych mężczyzn o wyrazie twarzy nieskażonym inteligencją zaczęło napierać na wrota celem ich otwarcia. Oni na wrota, wrota na młode dziewczyny i mało brakowało a stojąca opodal karetka pogotowia miałaby pierwszych klientów.
Dzięki Bogu nic się nie stało i po krótkim marszu stanęliśmy oko w oko ze sceną na której za chwilę miał pojawić się nie znany mi kompletnie David i reszta gwiazd wieczoru.
Koncert zapoczatkowała Sosnowiczanka Marta Bijan, młody zaledwie osiemnastoletni głosik o ciekawej barwie, ale mniejszej sile ekspresji, niż Ewelina Lisowska, która rok temu zaskoczyła mnie pozytywnie. Zapowiedziana jako wschodząca gwiazda, pisząca sama zarówno teksty, jak i muzę. W wykonaniu jej repertuaru pomagało jej kilku równie młodych chłopaków, którzy w dość profesjonalny sposób poczynali sobie na basie, perkusji i el-gitarze.Trochę przypominało mi to Wheatus - Teenage Dirtbag - YouTube z czasów, kiedy taka muzyka była moją fascynacją. Trochę źle dobrany repertuar spowodował chwilowe spadki nastroju publiki i gdyby nie córka i wywalczona pole position pewnie poszedłbym w tych momentach na piwo.
Po Marcie przyszła kolej na absolutną gwiazdę, sądząc po reakcji publiczności. Na scenie pojawił się bowiem David Kwiatkowski. Dość niepozorny, może abstrahując od fryzury i niewysoki chłopak, tyleż sympatyczny, co świadomy wpływu, jaki wywiera na swoje fanki. Kilka znanych wszystkim, śpiewanych razem z wykonawcą utworów zamieniło teren przed sceną w obszar powszechnej ekstazy. David szybko wczuł się w rolę wodzireja, panującego nad atmosferą i po kilkunastu minutach śpiewania oznajmił bez ceregieli, że teraz idzie siku, ale na scenę wejdzie jego kolega raper, więc spoko, show idzie dalej. Po ,,odcedzeniu kartofli,, jak mówiło sie za mojego młodu powrócił na scenę w jeszcze lepszej formie, gdyż obok wokalu odkrył w sobie drugiego Kaszpirowskiego. Przy leniwych pobrzękiwaniach instrumentów zaproponował publice, aby za jego pomocą wyrzuciła z siebie złe emocje. Po kolejnych utworach padły jeszcze inne komendy, jak choćby usiądźmy wszyscy, ale na szczęście tylko kilka przednich rzędów uległo wpływowi Davida i wobec bierności pozostałych i ci szybko wstali, a gwiazda śpiwała dalej delektując nas od czasu do czasu opowiastkami z życia młodego Kwiatkowskiego.
Po nim przyszła kolej na Grześka Hyżego, który w porównaniu z ,,małym,, poprzednikiem wydawał mi się kandydatem do drużyny koszykarskiej. To było jednak chyba złudzenie spowodowane perspektywą, bo koledzy też wyglądali na podobnych wzrostem. Występ Grzegorza z niewiadomych względów opóźniał się, a w jego trakcie klawiszowiec ciągle był niezadowolony z miksowania poszczególnych instrumentów, a sam Hyży miał momenty, że tak powiem słabości głosu. No, ale nikt nie jest doskonały. Nawiasem, wydał mi się on podobny zarówno z barwy, jak i maniery śpiewania do Jamesa Blunta. Teren przed sceną zgromadził na okoliczność wystepu Grzegorza nieco starsze młode kobiety, co sprawiło że poczułem się zdecydowanie raźniej. Do tej pory wyglądałem, jak wychowawca jednej z klas podstawówki, który pilnuje swoich owieczek.
Po Hyżym, który na bis zaśpiewał jeszcze dwa kawałki, przyszła kolej na Donatana i Cleo. Zrobiło się stosunkowo późno i struktura wiekowa publiki uległa zdecydowanej zmianie. Część najmłodszych poszła do domu, jak sądzę a ich miejsce zajęli starsi i już po dobrych paru piwach koneserzy disco-pop-folku w wydaniu rapero-wokalistki Cleo. Jak się potem dowiedziałem, w koncercie Eurowizji występowały z nią jeszcze dwie, dobrze zbudowanie panie, których niestety wczoraj brakowało. Ten brak producent Donatan starał się zniwelować dość niewybrednymi dowcipami, których koronny polegał na wtarganiu na scenę maselnicy i sugerowaniu seksualnego charakteru tego urządzenia, który tylko nieznacznie ustępował jego czystej słowiańskości. Poproszona na scenę kobieta miała pokazać zgromadzonym, jak się maselnicę obsługuje. Czynność, jakiej pdjęła się posłużyła do kilku wątpliwej próby aluzji made by Donatan.
Co do samej muzy. Dla mnie, jako byłego DJ-a bomba. Sam sound, czysty bo profesjonalnie zmiksowany przez występującego na scenie polskiego Davida Guettę. Basy, które czuło się na całym ciele, powodowały że zmęczenie ulatywało w sekundzie i nogi same ruszały się w rytmie muzyki. Głos Cleo dość wysoki, jednak doskonale współgrał z niskimi tonami, które dominowały ścieżkę dxwiękową. Słowa banalne, całość może nawet kiczowata, ale cóż to jest rozrywka, gdzie nie konsumuje się treści, a raczej oddaje się pod obróbkę dxwięków, które penetrując ciało mają wprawić w ekstazę. Na lato i nadmorskie kurorty, jak znalazł.
Po wsztystkim przyszedł czas powrotu do domu i krótkiego podsumowania. Organizacyjnie nieco gorzej, niż rok temu, a incydent z bramą groził nawet poważnymi reperkusjami. Wykonawcy poświęcili na autogramy niestety tylko niezbędne minimum i córka była rozczarowana. Rok temu słit focia z Lisowską, a wczoraj nici. Kilka ,,zdobytych,, gadżetów musiało osłodzić gorycz braku autogramu.
Do następnego razu i z nowymi zapewne gwiazdkami. Te, jeśli wytrzymają konkurencję i dotrwają do następnych wakacji i tak już nie wystąpią. Branża nie zna łaski i wymaga ciągle nowych twarzy.



Komentarze
Pokaż komentarze