0 obserwujących
83 notki
15k odsłon
40 odsłon

"Polak mały"

Wykop Skomentuj1

 

Czy znany nam „Polak mały” może mieć coś wspólnego

z „małą ojczyzną” i „patriotyzmem lokalnym”?

 

Pojęcie „małej ojczyzny” przyszło do mnie w niezbyt atrakcyjnym towarzystwie niemieckich „heimatów” i „vaterlandów” z początkiem lat dziewięćdziesiątych. Wcześniej nigdy nie spotkałem się z tym określeniem, ani tym bardziej rozróżnieniem „rozmiarów” patriotyzmu, choć wyedukowany domowo, jak również oczytany w temacie byłem ponadprzeciętnie.

Jeszcze przed wspomnianym otwarciem na Europę zdarzyło mi się w wieku 8 lat zrezygnować z nauki języka naszych zachodnich sąsiadów w krakowskiej „Koronie” z powodu upierdliwej „Ślązaczki”, która wyjątkowo bezczelnie jak na peerelowskie warunki demonstrowała odmienność swoich obyczajów, wprowadzając w świadomość powierzonych jej dzieci kawałki wypaczonej wiedzy o swoim „heimacie”.

Poczucie wyższości z jaką to prymitywne babsko opowiadało o tandetnych poniemieckich gadżetach już wtedy było dla mnie nie do przyjęcia i świetnie korespondowało ze znaną mi z opowieści okupacyjną pocztówką, która przyszła do moich Dziadków od znajomej ze Śląska.  

Polski oczywiście tekst, bo niemieckiego nie znała, zakończony był na niej radosnym –

Heil Hitler!  Nb. nie przeszkodziło to naszej „małej patriotce” zaraz po wojnie wstąpić do partii komunistycznej, tak więc przypadkowy w sumie kontakt nie był do utrzymania.

W tym kontekście warto zatem postawić sobie pierwsze pytania. Czy w tak pojmowanych „małych ojczyznach” nie będziemy mieli do czynienia z hodowlą czegoś na kształt kundla – pospolitego i wydziedziczonego z cech - pięknych i budujących? Czy ta mała, słaba i beznadziejna w kontekście faktycznego samowładztwa „ojczyzna” nie będzie uczestniczyła w realnym demontażu naszego narodowego państwa - w jego określonych granicach, ze wspólną licząca ponad 1000 lat tradycją oraz przynależnym mu prawem do niepodległości?

Wracając do swojej krakowskiej przecież edukacji muszę przyznać, że w kolejnych latach nie spotykałem co prawda „śląsko – aryjskich” pedagogów, ale za to nie do końca świadomie podpadałem przedstawicielom całkiem innej mniejszości..

Jak się potem okazało, „mała ojczyzna” tworzona na użytek kolejnej grupy zdystansowanych narodowo i religijnie  budowana była na zupełnie innych zasadach, a ja jako żywo nie dopuszczałem do siebie myśli, że oto jestem dyskryminowany u siebie w kraju – jako normalny Polak.

Coś jednak na rzeczy było, miało charakter ciągły i w pamięci nie z mojej winy zostało.

Edukacyjne szczepionki okazały się w sumie skuteczne, bo kiedy usłyszałem pierwsze telewizyjne zachwyty nad „heimatami”, szybko zadałem sobie pytanie:

czymże to cudo jest, na jakich zasadach funkcjonuje i czy ja kiedykolwiek coś takiego sobie tutaj w Polsce zafundowałem?

Jestem raczej umiarkowanie uczulony na zagraniczne nowinki, choć chętnie szukam wraz z przyczynami nadejścia - ewentualnych intencji oraz skutków ew. aplikacji, czy wszczepów.

„Walentynki” to na przykład miłość, a przy tym kasa. Jak dla mnie jedno i drugie - OK. (choć infantylne w odbiorze). „Szopy” i „markety” -  niezbyt ładne (ale chyba samo przejdzie, bo obok „super” i „hiper” zostają poczciwe „sklepy”, a wracają np. „delikatesy”).

Ale już dzielenie „ojczyzn” i „patriotyzmów” zdecydowanie pozostawiłbym tam, skąd do nas przyszło, bo taki zabieg w naszych polskich warunkach jest dla mnie zdecydowanie podejrzany.

Okoliczności przybycia do Polski „heimatów” nie oznaczają jednak, że dotąd nie dorobiliśmy się już jakiejś tam własnej definicji.

„W najbardziej ogólnym sensie „mała ojczyzna” oznacza miejsce zamieszkiwania człowieka, które go kształtuje” – pisze Stefan Starczewski.

Z kolei Leszek Kołakowski w czasie nadawania mu honorowego obywatelstwa miasta Radomia zauważa, że „to miasto, ta wieś w której się urodziliśmy to środek świata. To przestrzeń niewielka w której się obracamy…”

W rozmaitych światowych opracowaniach czytamy znów, że we współczesnym zachodnim społeczeństwie ludzie znają tylko swoją okolicę, ale już niewiele wiedzą o terenach swoich sąsiadów, a co najwyżej podzielają powszechną mglista wiedzę (tu pada słowo „mity”) o kraju w którym ich okolica leży.

Ta „mała ojczyzna” ma być „przestrzennym składnikiem światopoglądu” i „koncepcją lokalizacji wartości”. „Małe jest dostępne wszystkim ludzkim zmysłom” (Yi – Fu Tuan), tak jakby to była jakaś zaleta w sytuacji akceptowanej niedostatecznej zdolności do myślenia abstrakcyjnego, czy też utożsamiania się z większą sprawą.

We wspomnianym  roku 1990 będąc jeszcze młodym, ale już normalnie funkcjonującym przedsiębiorcą utrzymywałem kontakty z podmiotami działającymi na terenie całego kraju,a kilka podróży tygodniowo odbywałem osobiście własnymi samochodami.

Analiza nie była w tym względzie trudna, a wniosek nasunął się niemal natychmiast.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale