1 obserwujący
40 notek
24k odsłony
  72   0

Rytuał przejścia

Zmęczony medialnym jazgotem, kolejnymi falami politycznych wzmożeń i pandemicznych wyliczeń oddałem się spokojnej lekturze. Czytam sobie taką zgrabną cegłę profesora Roszkowskiego „Roztrzaskane Lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”. Opisuje tam autor całe pokolenia filozofów, intelektualistów i „działaczy rewolucji” zafascynowanych komunizmem, opętanych ideą budowy Nowego Doskonałego Świata. Jakiż kompletny bełkot i triumfalną ignorancję prezentują ci wszyscy utytułowani ludzie to naprawdę ciężko uwierzyć. Absolwenci Sorbony, twórcy nowej filozofii, guru inteligenckich salonów a przy tym często weterani Czerwonych Brygad. Elita, pożal się Boże...

I śmieszno i straszno. Ale przede wszystkim ta lektura to bardzo oczyszczające doświadczenie. Oto zwykły szary miś wyzbywa się resztek złudzeń, nie poszukuje już wskazówek „uznanych autorytetów”, „poczytnych pisarzy”, „wybitnych intelektualistów”. Skoro profesor Sorbony może swobodnie opowiadać kocopoły o wyższości komunizmu tym bardziej szary miś może tworzyć swoje teorie i filozofie – bardziej oryginalne i autorskie chociaż może naiwne. Ale najlepsze, że miś to tylko zwykły zmianowy robotnik, mały żuczek w wielkim świecie i jeśli popełni jakiś intelektualny blamaż wstydu nie będzie, wszak nie otacza go nimb autorytetu ani nie stoi za nim dyplom „renomowanej uczelni”.

W naszym Dyskusyjnym Kółku Śniadaniowym doszliśmy do wniosku, że chyba się starzejemy. Jak inaczej podsumować nasze luźne wywody o wszystkim i niczym, w których co chwila daje się słyszeć zbitki „co za parszywe czasy” lub „ta dzisiejsza młodzież” utrzymane oczywiście w tonie pogardy i lekceważenia. Gdy już przejechaliśmy się po młodym pokoleniu przyklejonym do smartfonów, pokoleniu sterowanym internetem, pokoleniu, które „ma do roboty dwie lewe ręce” zasępiłem się bardzo nad starością jaka nas czeka.

Temat nie opuszczał mnie do końca dnia i wymyśliłem sobie, że współczesnym ludziom, społeczeństwom sytego Zachodu brakuje rytuału przejścia. Stąd te całe rzesze niedojrzałych kobiet i mężczyzn, stąd ta gonitwa nie wiadomo za czym , stąd te zastępy terapeutów i trenerów osobistych, którzy nie mogą narzekać na brak klienteli nawet podczas covidowej szajby.

Tutaj od razu zaznaczam, że nie przegryzłem się przez opasłe tomiszcza antropologii czy kulturoznawstwa, temat rozbieram raczej w oparciu o popkulturę i "chłopski rozum".

Rytuał przejścia. Przemiana. Test wymagający odwagi, wysiłku, przygotowania, często połączony z okaleczeniem, podróżą, ryzykiem. Przypomnijcie sobie film "300" - chłopaczek uzbrojony w patyk zabija olbrzymiego wilka a potem w chwale obejmuje tron. Jako dzieciak czytałem taką książeczkę "Szkarłat wojownika" niestety nie pamiętam autora - znów schemat: chłopiec udaje się do Domu Odosobnienia, tam przygotowuje się do roli mężczyzny, zabija wilka a potem otrzymuje "dyplom dojrzałości" - szkarłat wojownika. Tylko niebezpieczeństwo i ryzyko rodzi prawdziwy strach. Tylko walka z prawdziwym zagrożeniem rodzi odwagę. Tylko poprzez odwagę chłopiec staje się mężczyzną. Zwykle przebiega to w ten właśnie sposób. Aborygeni mieli swoje "walkabout", Słowianie postrzyżyny, współcześnie Żydzi mają Bar Micwa.

Co mają współcześni ludzie Zachodu? Chyba wszyscy gdzieś instynktownie czujemy, że sam fakt ukończenia osiemnastego roku życia i huczna z tego powodu balanga to jednak taki "puchar na zachętę". Zamiast wilczej skóry i dumnych blizn - kac i bałagan.

Przez lata, zwłaszcza za komuny takim testem, kamieniem milowym na drodze męskiego żywota była obowiązkowa służba wojskowa. Odkąd pamiętam powtarzał to ojciec, powtarzali wujkowie - że wojsko cię wyprostuje, że dobrze zrobi, że co to za chłop co w wojsku nie był. Byłem, widziałem. Niewątpliwie coś w tym było. Byli chłopaki, którym rzeczywiście pomogło i wyszło na dobre, byli tacy, którzy wcale tego nie potrzebowali, byli tacy jak ja dla których była to ostatnia prestiżowa cegiełka w budowli charakteru i pewności siebie.

Co zostało dziś?

No właśnie. Czy to znaczy, że namawiam wszystkich do wstępowania w kamasze lub gonitwy za wilkami po górach i lasach ?Oczywiście - nie. Ale...

Ale może zamiast słuchać podszeptów szatana reklamy (Lubię siebie, wiem czego chcę. Podaruj sobie odrobinę luksusu) może zamiast tego trzeba sobie po prostu stawiać wyzwania. Może to co podpowiadają nam religie - post, pielgrzymka, modlitwa - może to są te małe cegiełki budujące jakieś zaczątki charakteru. Kto ma możliwości i woli od razu uderzyć z grubej rury może spróbować np. spadochroniarstwa - adrenalina i katharsis gwarantowane. Jeden mój znajomy zaczął od biegania wokół skwerku by w kilka lat później przebiec maraton i próbować sił w triatlonie. Możliwości jest mnóstwo. Ale wydaje się, że naczelną zasadą jest wysiłek fizyczny i pokonywanie własnych strachów bo nic tak nie podnosi samooceny jak takie właśnie zwycięstwo. Tak sobie myślę.

Jeszcze jedna rzecz na zakończenie.

Słyszy się wokół o upadku męskości, o zniewieścieniu współczesnych facetów. "Gdzie ci mężczyźni?" pyta profesor Zimbardo.

A co z kobietami?

Tutaj sprawa jest prosta. Mogą mnie rozedrzeć na strzępy wojowniczki o parytet i wyzwolenie ale uważam, że dla kobiety takim rytuałem jest urodzenie dziecka. To jest ta jedna jedyna rzecz, którą kobiety robiły, robią i będą robić BEZDYSKUSYJNIE lepiej od mężczyzn. To jest ból i wysiłek, którego żaden facet nie miałby szans wytrzymać. I nie przestaje mnie zadziwiać ta przemiana jaka zachodzi w kobietach po urodzeniu pierwszego dziecka. Obserwowałem to u swej żony i u kobiet w rodzinie - jednego dnia odliczają godziny jako wylęknione debiutantki, a potem widzę je z dzieckiem na ręku i bije z nich moc, siła, jakaś nieuchwytna mądrość i pewność w każdym ruchu i geście.

Jak dla mnie rytuał przejścia to coś czego naprawdę potrzebuje nasza cywilizacja jeśli ma przetrwać. I jest to coś czego potrzebuje każdy człowiek. Dlatego odprawiajmy swoje rytuały i kroczmy, nawet powoli, drogą samodoskonalenia.

Per aspera ad astra.


Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale