0 obserwujących
189 notek
303k odsłony
  57   0

Edward Lucas: Polskę stać na więcej

Edward Lucas, publicysta The Economist

Kto pamięta Pata Coxa? Albo Josepa Borrella? Ręka w górę. Podpowiedź: obaj byli przewodniczącymi Parlamentu Europejskiego. A czy ktoś jest w stanie opisać w stu słowach, co właściwie robi przewodniczący tego gremium? Nie potraficie odpowiedzieć na to pytanie? Nic nie szkodzi. I nie musicie także przygotowywać ściągawki na przyszłość.

Miło jest widzieć na wysokim stanowisku osobę z byłego świata komunistycznego, ale są to rzadkie przypadki. Pan Buzek, uroczy człowiek o przenikliwym umyśle, kosmopolita, może jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego przyczynić się do dalszej erozji snobistycznego przekonania, wciąż powszechnego w pewnych częściach Europy Zachodniej, że wschodnią część naszego kontynentu zamieszkują ćpający grzyby i żłopiący wódkę antysemici w zabłoconych kaloszach. A ponieważ Parlament Europejski to obecnie dość ważny organ, jest również ważne to, o czym i kiedy dyskutuje. W decyzjach w tym względzie ma swój udział przewodniczący.

Ale po dwudziestu latach wolności jest to mimo wszystko dość marne żniwo, jak na kraj tak duży, jak Polska i na dodatek obdarzony tak liczną grupą zdolnych i przebojowych osobistości życia publicznego. Pozostaje kłopotliwe pytanie, które brzmi: dlaczego na najwyższych stanowiskach międzynarodowych, które rzeczywiście się liczą, nie ma czołowych Polaków? Gdzie są polscy generałowie w NATO? Gdzie są ci najważniejsi Polacy w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju? Albo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie? Albo w agencjach Unii Europejskiej? Albo w ważnych agencjach ONZ, jak Urząd Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców czy Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju? Albo w Światowej Organizacji Handlu? Oczywiście cały postkomunistyczny świat nie ma dostatecznej reprezentacji w organizacjach międzynarodowych. Polska ma jednak największe szanse, aby się przebić. Jest to największa gospodarka i jedyny kraj z poważną armią.

Co więc Polskę wstrzymuje? Jednym z powodów są wewnętrzne niesnaski. Mój przyjaciel Radek Sikorski nigdy nie był podobnie blisko objęcia przewodnictwa w NATO. Ale poszłoby mu o wiele lepiej, gdyby miał poparcie ze strony polskiego prezydenta i innych czołowych polityków. Spektakl, jaki zaprezentowała Polska podczas jego kampanii był żałośnie małostkowy.
Jest to symptomatyczne, jeżeli chodzi o generalną porażkę Polski w obszarze public relations. Ten kraj ma na swoim koncie ogromne sukcesy, ale nie potrafi zbić na nich kapitału. Estonia - licząca milion trzysta tysięcy mieszkańców, co stanowi mniej więcej połowę aglomeracji katowickiej - z wielkim sukcesem wypromowała się jako kraj e-administracji, Skype'a i płaskich podatków. I zyskała o wiele więcej: kiedy przed wizytą w Moskwie Barack Obama wyraził chęć odbycia krótkiego, symbolicznego spotkania z przywódcą jakiegoś kraju Europy Wschodniej, do Białego Domu w szybkim trybie zaproszono wykształconego w Ameryce prezydenta Estonii Toomasa Hendricka Ilvesa. On już wcześniej sprytnie zapewnił sobie zaproszenie do Waszyngtonu dokładnie we właściwym czasie.

Taki spryt powinni wykazywać polscy politycy. Byłoby to dobre dla Polski i zwiększyłoby ich własne szanse na ukoronowanie kariery jakąś przyjemną posadą w jednej z instytucji międzynarodowych.
 

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale