0 obserwujących
189 notek
303k odsłony
  316   0

Jachowicz: Sprawa Olewnika - kto będzie następny?

Jerzy Jachowicz, publicysta „Dziennika”

 

Seria samobójstw w sprawie Olewnika zdaje się nie mieć końca. Kto następny założy sobie wisielczą pętlę na szyję? – można zapytać. Policjant? Prokurator? A na końcu jakiś polityk? To wcale nie musi być tylko ponury żart. Pytania o kolejne ofiary w tej sprawie nie należy bynajmniej z góry odrzucać. Każda następna z wyższego szczebla społecznej drabiny. Mająca większy zakres możliwości działania bądź wpływu. I ponosząca coraz większą odpowiedzialność.

Na razie jesteśmy przy nowym dramatycznym wydarzeniu związanym ze sprawą morderstwa Krzysztofa Olewnika, które jest kolejnym wstrząsem dla opinii publicznej. Na przydrożnym drzewie powiesił się więzienny strażnik Mariusz K. To on pilnował szefa bandy porywaczy Wojciecha Franiewskiego (kiedy ten jako pierwszy z szajki kidnaperów w czerwcu 2007 roku powiesił się w celi olsztyńskiego więzienia). Po nim w ten sam sposób targnęli się na swoje życie: Sławomir Kościuk (w kwietniu 2008 roku) i Robert Pazik (w styczniu 2009 roku). Po tej ostatniej śmierci musiał odejść ze stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniew Ćwiąkalski.

W ten sposób historia traktowana do tej pory jako czysto kryminalna odcisnęła swój ślad na polityce. Ale życie polityczne rozpoczęła co najmniej rok wcześniej (od zamachu na własne życie Mirosława Kościuka). Wtedy to bowiem sprawa stała się znana w całej Polsce. Dla kilku polityków była niewygodnym, gorzkim wspomnieniem, dla innych sprzyjającym momentem do zbicia własnego kapitału. Przypomnijmy tylko dwa nazwiska, które stały się symboliczne dla tej sytuacji. Z jednej strony Ryszard Kalisz. Do niego, gdy był szefem MSW, z błaganiem zwróciła się swego czasu rodzina Krzysztofa Olewnika i nie uzyskała nic. Z drugiej zaś jeden z liderów PiS Zbigniew Ziobro, który zaczął wykorzystywać tę sprawę jako okazję do wzmocnienia swojej pozycji ministra sprawiedliwości i polityka. Choć już wiele miesięcy temu politycy wszystkich opcji zadeklarowali, że będą zgodnie dążyć do ustalenia prawdy w sprawie Olewnika, nie jesteśmy ani o jotę mądrzejsi.

Trudno uwierzyć oficjalnym wyjaśnieniom prokuratury, że wszystkie te cztery samobójstwa to przypadek. „Żelazną tarczą” dla tej interpretacji ma być fakt, że w żadnej z tych śmierci nie wykryto udziału osób trzecich. To mówi jednak tylko tyle, że żadnemu z tych powieszonych nikt nie pomagał fizycznie w zakładaniu sznura na szyję. Nie wyklucza to wcale wpływu innych osób na podjęcie „spontanicznej” decyzji o samobójstwie. Np. szantażu połączonego z obietnicami korzyści materialnych dla najbliższej rodziny. Wokół śmierci strażnika pojawiają się inne ważne wątpliwości, których nie potrafił wyjaśnić wczorajszy raport Ministerstwa Sprawiedliwości. Choćby takiej, dlaczego informacja o samobójstwie strażnika dotarła do resortu z czterodniowym opóźnieniem. Dlaczego ukryto fakt, że samobójstwo popełnił strażnik pilnujący Franiewskiego.

Dziś znowu powiało pesymizmem. Trudno bowiem uwierzyć w gładką i usprawiedliwiającą resort sprawiedliwości interpretację zawartą w przygotowanym na kolanie raporcie o sprawie samobójstwa strażnika. Nie widać żadnych efektów w dotychczasowym śledztwie prokuratury w sprawie zaniedbań policji i samej prokuratury przez pierwsze lata po porwaniu Krzysztofa Olewnika. Nic nie wniosły dochodzenia w sprawie dotychczasowych samobójczych śmierci trójki kryminalistów. Niczym nie może się pochwalić sejmowa komisja zajmująca się sprawą Olewnika. To niestety wskazuje na bezradność państwa wobec bezprawia żywiącego się niejasnymi związkami świata przestępczego z biznesem, polityką i organami ścigania. Dlatego nie mógłbym zaprotestować, gdyby ktoś mi powiedział, że dziś możliwa jest „powtórka z Olewnika”.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale