0 obserwujących
189 notek
303k odsłony
  50   0

Kramer: Obamie też zależy na Europie Środkowej

Z Davidem J. Kramerem rozmawia Joanna Berendt

 

Politycy z Centralnej i Wschodniej Europy wystosowali do prezydenta Baracka Obamy list, w którym próbują zwrócić jego uwagę na problemy ich regionu. Czy obawy, że USA poświęci ich interesy w zamian za dobre stosunki z Rosją, są uzasadnione?
- Nie wydaje mi się, aby administracja Obamy straciła zainteresowanie Europą Środkową i Wschodnią. A już na pewno nieprawdą jest stwierdzenie, że Obama byłby w stanie przehandlować interes państw tego regionu w zamian za pozytywne relacje z Rosją. Rozumiem natomiast, dlaczego wasi politycy mają takie obawy. I te obawy w żadnym wypadku nie powinny być lekceważone. Prezydent Obama zresztą ich nie ignoruje. Kilkakrotnie odwiedzał już Europę, niedawno był w Pradze – w ten sposób wysyła sygnał, że nie zamierza rezygnować z utrzymywania czy też budowania pozytywnych stosunków z tamtejszymi krajami i że ich problemu są jemu bliskie. List podpisany przez polityków z tego regionu sugeruje jednak, że administracja Obamy mogłaby jaśniej tłumaczyć swoje postępowanie i motywacje.

Z jakimi reakcjami w USA spotkał się list do prezydenta Obamy?
- Reakcje były różne. W „Washington Post” i „New York Times” pojawiły się głosy sympatyzujące z autorami listu. Sporo osób, w tym członkowie administracji Obamy, doskonale rozumie obawy polityków z Europy Środkowej i Wschodniej. Jest jednak także spora grupa amerykańskich polityków, którzy uznali, że pismo to jest dowodem niewdzięczności Europy, która zbyt wiele od USA wymaga. Osobiście wydaje mi się, że list spełnił swoją funkcję, zwracając uwagę administracji na szereg problemów tej części Europy. Niezależnie od tego, ile Obama już w jej sprawie zrobił, zawsze jest miejsce na poprawę. Miejmy nadzieję, że wizyta wiceprezydenta Joe Bidena w Gruzji i na Ukrainie utwierdziła polityków z tego regionu w przekonaniu, że Obama traktuje ich poważnie.

Możemy zatem założyć, że wizyta wiceprezydenta Bidena jest dowodem na to, że USA nie poddadzą się presji ze strony Rosji, która uzurpuje sobie prawo do decydowania o krajach dawnego bloku sowieckiego?
- Prezydent Obama bardzo jasno określił się w Moskwie odnośnie tej kwestii - nie będzie żadnego targowania się czy handlowania tzw. „strefą wpływów”. Podobnie wiceprezydent Biden w czasie lutowej Międzynarodowej Konferencji o Bezpieczeństwie w Monachium dał wszystkim jasno do zrozumienia, że USA chcą zbliżenia z Rosją, ale nie kosztem interesów państw byłego bloku sowieckiego, nie uznając rosyjskiej „strefy wpływów”. Administracja Obamy w jasny sposób próbuje dodać Ukrainie i Gruzji pewności siebie i zacieśnić więzy z tymi krajami. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że ta wizyta miała miejsce tydzień po tym, jak prezydent Miedwiediew prowokacyjnie odwiedził niedawno Osetię Południową.

Czy można powiedzieć, że Obama rzeczywiście uosabia zmianę w kursie polityki zagranicznej USA? Czy ta wizyta w Moskwie wyglądałaby inaczej, gdyby to George W. Bush był na miejscu obecnego prezydenta?
- Nie sądzę, by to spotkanie w ogóle się odbyło, gdyby na miejscu Obamy był Bush. Postulat „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich ma jeszcze większe znaczenie ze względu na zmianę administracji w USA. Z drugiej strony ten „reset” był jednostronny – dopóki Rosja nie zaakceptuje nowych warunków, nie będę żywił zbyt dużej nadziei na zmianę w stosunkach między naszymi państwami. Myślę jednak, że kluczowa dla rozróżnienia tych dwóch polityków, Busha i Obamy, będzie sprawa tarczy antyrakietowej – czy obecny prezydent zdecyduje się doprowadzić sprawę do końca. On musi sobie zdawać sprawę, jak istotna to jest kwestia dla polityków w Polsce, którzy przez ostatnie lata zrobili ogromnie dużo, by zademonstrować swoją lojalność wobec USA i nadal czekają na odwdzięczenie się.

Czyli uważa pan, że mimo wszystko zmiana nastąpiła nie tylko w administracji USA, ale i w sposobie prowadzenia polityki zagranicznej?
- Nastąpiła ogromna zmiana w tonie, w jakim Obama prowadzi rozmowy z głowami państw. Dowodem na to jest też postulat „resetu”. To nie oznacza, że USA wymażą z pamięci przeszłość. Jednocześnie jednak nie pozwolą, by to rzutowało na ton, w jakim odnoszą się choćby do Rosji. Ten nowy ton nie oznacza również, że Obama nie wymaga konkretów - w kwestiach tarczy antyrakietowej, przewiezienia wojsk do Afganistanu przez Rosję czy układu START II o dalszej redukcji broni strategicznych. Ten nowy ton oznacza, że Obama ma większe szanse na wynegocjowanie tego, co chce.

Jakie jeszcze interesy, poza tarczą antyrakietową, Obama widzi w tej części Europy?
- Priorytetem jest kwestia bezpieczeństwa i uniezależnienia energetycznego krajów tego regionu od Rosji. Mówię o projekcie gazociągu Nabucco, w kwestii którego trzeba jeszcze sporo zrobić. Administracja ma jednak bardzo kompetentnego doradcę w tej sprawie, Dicka Morningstara, a także nowego asystenta sekretarza ds. Europy, Phila Gordona. Miejmy zatem nadzieję, że po wszystkich zmianach personalnych i opóźnieniach z nimi związanych prace nad gazociągiem pójdą szybciej.

Czyli obawy autorów listu są bezpodstawne?
- W dzisiejszych czasach niczego nie możemy być pewni. Ostatecznie w pierwszej kolejności administracja Obamy musi poradzić sobie z największym kryzysem - w Iranie czy Afganistanie. Kraje Europy Wschodniej i Środkowej są jednak w międzynarodowych organizacjach jak UE czy NATO, więc mogą sami się tam zaangażować.

Polacy obecnie nie mają najlepszej opinii o USA. Czy to jakoś powinno martwić administrację Obamy?
- To tylko sygnał dla niej, że ma sporo do zrobienia, aby zasłużyć sobie na zaufanie Polski. Zdaję sobie również sprawę, że zawód Polaków wynika nie tylko ze zmiany prezydenta, ale także z niespełnionych obietnic i zawiedzionych nadziei względem poprzedniej administracji, zwłaszcza w kwestii wiz. Ciężko mi powiedzieć, czy jest to coś, na co Polacy mogą liczyć teraz, ale na pewno warto o to walczyć. Naturalnie największym sprawdzianem dla obecnej administracji będzie to, w jaki sposób poradzi sobie z kwestią tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Sukces na tym polu na pewno rozwieje wątpliwości polityków, którzy podpisali list do prezydenta Obamy.

Czy jest szansa na to, że Obama zdecyduje się na kolejny krok bez konsensusu w tej sprawie z Rosją? A może powinniśmy pomyśleć o innym scenariuszu: Rosja skorzysta z zaproszenia USA i przyłączy się do projektu tarczy?
- Nie sądzę, aby decyzja w tej sprawie zapadła w zależności od tego, co powie Rosja. Nie jest tajemnicą, że Obama mniej entuzjastycznie podchodzi do sprawy tarczy niż jego poprzednik. Nie podjął jednak jeszcze ostatecznej decyzji i pozostaje mieć nadzieję, że - jak zapowiadali jego urzędnicy przed wizytą w Moskwie - Rosja nie będzie miała w tej sprawie prawa weta.

David J. Kramer, ekspert ds. Europy i Rosji w instytucie badawczym German Marshall Fund w Waszyngtonie. 8 lat pracował w administracji George'a W. Busha
 

Zobacz też:

Rotfeld: Europa Środkowa i USA oddalają się od siebie

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale