0 obserwujących
189 notek
303k odsłony
  61   0

Bukowski: Władze Rosji znowu mają krew na rękach

Z Władimirem Bukowskim, rosyjskim dysydentem i pisarzem rozmawia Joanna Berendt

Najgłośniejszym ostatnio wydarzeniem w Rosji jest zamordowanie Natalii Estemirowej. Czy możemy być pewni, że ma ono związek z jej dziennikarską działalnością i że zamieszane w to były władze Czeczenii?
- Powszechnie uważa się, że jej śmierć miała związek z jej działalnością na rzecz praw człowieka w Czeczenii i że przyczynił się do niej prezydent republiki, Ramzan Kadyrow. Morderstwo Natalii nie jest też odosobnionym przypadkiem. W Rosji zdarza się to notorycznie, ilekroć ktoś stanie się niewygodny dla Kremla czy rządów lokalnych, za bardzo je krytykując zwłaszcza na łamach mediów międzynarodowych. Przypadków jest dużo więcej niż słyszy się na Zachodzie. Nie mówimy tylko o morderstwach. Szpitale w Rosji są pełne poturbowanych przez nieznanych sprawców działaczy humanitarnych - prawników czy dziennikarzy.

Prezydent Miedwiediew obiecał, że w sprawie śmierci Estemirowej wszczęte zostanie bardzo dokładne śledztwo. Jednak czy możemy wierzyć w podobne zapewnienia, mając na względzie całą serię nierozwiązanych podobnych spraw?
- Oczywiście, że nie możemy wierzyć w takie zapewnienia. Ile razy już to słyszeliśmy? Ile razy władze rosyjskie powoływały specjalne komisje śledcze? Nic z nich jednak nie wynika.

To przypomina nam o Annie Politkowskiej. Miedwiediew wszczął kolejne śledztwo w sprawie jej morderstwa po tym, jak pierwszy proces skończył się uniewinnieniem podejrzanych o jej zabójstwo. Czy tym razem może być inaczej?
- Być może tym razem ktoś zostanie skazany. Dlaczego nie? Jednak musimy pamiętać, że przy obecnym klimacie w Rosji nie możemy być pewni, czy ci, którzy są doprowadzeni przed trybunał sądu, to prawdziwi czy podstawieni podejrzani w sprawie. Nawet jeżeli przyznają się do winy, to nic to jeszcze nie znaczy - mogli być przecież poddawani torturom, żeby złożyć takie oświadczenie. A my się nigdy nie dowiemy prawdy. I tak samo pewnie będzie z procesem w sprawie morderstwa Politkowskiej. To tylko zagrywka pod publiczkę.

Czy te zagrywki mogą być częścią nowego PR-u w Rosji, dzięki któremu Miedwiediew ma uchodzić za prezydenta bardziej liberalnego niż Putin?

- Nie. To część najzwyklejszego rosyjskiego PR-u. Tak było zawsze. Ilekroć w Rosji mieliśmy do czynienia z podobnym skandalem, o którym głośno było na Zachodzie, władze od razu wprawiały w ruch pseudo-demokratyczne instrumenty. Obiecują dokładne śledztwo, znalezienie i ukaranie winnych, sprawiedliwości ma się stać zadość. Nigdy się jej jednak zadość nie staje.

Czyli nie uważa pan, aby cokolwiek w Rosji odnośnie przestrzegania praw człowieka się zmieniło od czasu, gdy Miedwiediew został prezydentem?

- Nic się nie zmieniło. Parę miesięcy temu brałem udział w konferencji, której celem było ocenienie dotychczasowej prezydentury Miedwiediewa. Stwierdzilimy, że absolutnie nic się nie zmieniło. Oczywiście, prezydent – ku uciesze głów państw zachodnich – poczynia co jakiś czas obiecująco brzmiące deklaracje, ale na słowach się kończy. Podobnie nic się nie zmieniło w kwestii rosyjskiej polityki zagranicznej. Spójrzmy na roszczeniowe traktowanie Gruzji czy Ukrainy, spójrzmy, jak Rosja traktuje sprawę tarczy antyrakietowej w Polsce czy Czechach, jak wymusza pewne decyzje, posługując się szantażem ograniczenia dostaw gazu czy ropy.

Kadyrow otwarcie mówi o tym, że jest „człowiekiem Putina” - z tego wniosek, że u władzy nie ma ludzi Miedwiediewa, ale dalej są ludzie Putina i sam Putin.
- Sam w kandydowałem w czasie ostatnich wyborów prezydenckich i wiem, że nie mogło być mowy o sprawiedliwej kampanii prezydenckiej a potem głosowaniu. To była jednak wielka maskarada, aby można było Miedwiediewa mianować - nie wybrać w powszechnym głosowaniu - nowym prezydentem, który bynajmniej nie ma żadnej autonomii. Nawet zakładając, że to człowiek o szlachetnych intencjach - jak on mógłby cokolwiek zrobić, nie mając żadnej realnej władzy? To marionetka, która robi to, co jej się każe. Mianowanie go miało być zabiegiem, który uspokoiłby państwa zachodnie. Oto Rosja staje się bardziej liberalna, demokratyczna i otwarta! To taka zabawa w dobrego i złego gliniarza, w którą bawili się już Sowieci.

Na arenie międzynarodowej pojawiają się i inne głosy. Że za część z najgłośniejszych morderstw działaczy humanitarnych nie jest wcale odpowiedzialny Kreml, ale opozycja, która chciała w ten sposób oczernić władzę rosyjską.
- To bzdura. Gdyby tak było, Kreml zrobiłby wszystko, aby wtedy złapać tych, którzy zlecili morderstwa i się w ten sposób oczyścić w oczach międzynarodowej opinii publicznej. A kto według tych głosów miałby stać za tymi zabójstwami?

Mówi się na przykład o przebywającym za granicą, Borysie Bieriezowskim
- Bieriezowski nie ma już nic wspólnego z polityką. Wiedzie spokojne życie w Londynie. Nie miesza się w żadne afery.

Wróćmy zatem do sprawy Czeczenii. Po zamordowaniu Estemirowej, która działała na rzecz największej rosyjskiej organizacji humanitarnej Memoriał, zdecydowaną część działaczy wycofano z tego rejonu, aby nie narażać ich życia. Co to oznacza dla Czeczenów?
- Wiadomo, że teraz na pewno rząd Kadyrowa może czuć się bardziej bezkarnie. Nie ma już takich możliwości, aby naświetlać w międzynarodowych mediach wszystkie popełniane tam zbrodnie. Na szczęście są tam ciągle niezależni obserwatorzy, więc możemy liczyć na to, że opinia publiczna na Zachodzie dowie się o gwałceniu praw człowieka w tym regionie. Inna sprawa jest taka, że Czeczenia mimo wszystko jest teraz spokojniejsza, niż choćby sąsiadujące z nią republiki jak Inguszetia czy Dagestan, gdzie nota bene przenieśli się także opozycjoniści z Republiki Czeczeńskiej.

Tak, ale czy to nie dlatego, że Kadyrow z błogosławieństwem Kremla bardzo brutalnie zwalczał zawsze jakiekolwiek przejawy opozycji? Ostatecznie ostatni reportaż Estemirowej dotyczył mordowania i palenia domów tych podejrzanych o współpracę z czeczeńskimi terrorystami.

- Oczywiście. W Czeczenii płaci się ogromną cenę za ten relatywny spokój. Tępienie opozycji jest tam bezwzględnie. Działacze humanitarni mogą jeszcze opuścić Rosję i się ratować za granicą. Gdy w grę wchodzi jednak zemsta, każąca ręka oponentów dosięgnie wszędzie. Umar Israjlow czy Salim Jamadajew, dawni sprzymierzeńcy Kadyrowa, zostali zamordowani za granicą - kolejno w Wiedniu i w Dubaju. Pamiętajmy jednak, że prezydent Czeczenii nie ma takich wpływów, by wysyłać płatnych zabójców czy przedstawicieli tajnych służb za granicę. To Kreml o tym decyduje i to Kreml jest odpowiedzialny za wszystkie morderstwa polityczne popełniane za granicą.

Co międzynarodowe organizacje humanitarne i rządy państw zachodnich mogą zrobić?

- Pozarządowe organizacje humanitarne muszą bardziej naciskać na rządy, aby ograniczały stosunki z Rosją. Nie można tolerować zachowania jej polityków, nie można pozwolić się szantażować. To, co prezydent Obama wywalczył w Moskwie, nie jest warte przemilczenia kwestii nałogowego gwałcenia praw człowieka w tym kraju. Rosja nie może pozwolić sobie na odcięcie się od Europy i USA. Wcześniej czy później pod wpływem konsekwentnych nacisków z ich strony się złamie i zacznie respektować racje organizacji humanitarnych.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale