Tego nigdy nie wiadomo. Ile razy, kiedy, z jakiej okazji. Czy będzie z tego miesiąc, pół roku, kilka lat. Całe życie. Do śmierci Twojej, mojej. Spotykają się, wśród ludzi, tak wiele kobiet, tak wielu mężczyzn, spośród nich kilku drogich, paru najdroższych, czasem jeden...
Czym jest to uczucie, które każe słuchać, uwielbiać... czekać z radością. Skąd bierze się czasem stałe niezmienne, czasem nowe konieczne bez dyskusji. Hormony nie tłumaczą, Darwin z gatunkiem, nikt i nic, wbrew domowi, pracy - nie krzywdząc, bo kogo skrzywdzić, gdy sam krzywdził jakoś alb o ma plany inne albo nie wiem. Dawno nie oglądanych, gdyby tęsknili, byliby tu a nie gdzieś daleko, za granicami od miesięcy wielu, niedaleko obrażeni z narzeczonym za pasem...
Ten lęk, czy on też, bo może nie, a ona, może to altruizm drzewko-kwiatek-ja- bliżej niesprecyzowane acz cierpiące dzieło Natury - Boga - człowieka, ale co złego w altruizmie, skoro skłonił, blogosławiony ją - jego- tamto do udziału w odradzajacym się znów dziele Stworzenia, w wiośnie, znów przedsmaku lata...
Nie pytaj, co będzie, nie wiem przecież jak ty, skąd mogłabym czerpać wiedzę o lecie, o cieple wciąż żyjemy i nie próbuj umierać, nie dziś, nie teraz. Nigdy.


Komentarze
Pokaż komentarze