Strofy na śmierć Mertona (fragmenty)
Nasze żywoty to rzeki
których ujściem jest śmierć
która jest życiem
Twoja śmierć – raczej zabawna, Merton,
(lub absurdalna jak koan?)
twoja śmierć marki General Electric
i zwłoki przewiezione do Stanów w samolocie wojskowym
z twoim poczuciem humoru uśmiałbyś się z tego
już poza ciałem, Merton umarłbyś ze śmiechu
podobnie jak ja
Wyznawcy Dionizosa oplatali bluszczem ciało...
(nie znałem tego zwyczaju)
Dziś wystukuję radośnie słowo śmierć
Umrzeć to nie to samo co mieć wypadek samochodowy lub zginąć
od porażenia prądem
umieramy stopniowo przez całe życie
Ona mieści się w naszym życiu
jak robak w jabłku?
jak robak lecz
dojrzewanie!
Lub jak mangowce w lecie Solentíname
coraz bardziej żółte, czekające na
wilgi...
przystawki
nigdy nie są w restauracji tak dobre
jak w gazetowych reklamach
ani wiersz taki jakbyśmy chcieli
ani pocałunek.
Pragnęliśmy zawsze więcej niż pragnienie
Jesteśmy Somozami którym wciąż mało i mało pałaców
More More More
i nie tylko „więcej” lecz także „coś innego”
Gody weselne pożądliwości
doskonałym spełnieniem pożądania
jest akt śmierci.
Chodzimy pośród rzeczy z minami
jakbyśmy zgubili właśnie notes
niesłychanie ważny.
Jeździmy windą do góry i na dół.
Wchodzimy do supermarketów, do sklepów
jak wszyscy, w poszukiwaniu produktu
transcedentalnego.
Żyjemy jakbyśmy czekali na randkę
nieskończoną. Albo
że zadzwoni do nas Niewysłowione.
I jesteśmy sami –
kłosy zbóż nieśmiertelne, jesteśmy sami.
Drzemiemy leniwie na pokładzie
wpatrując się w morze barwy rumu
W nadziei że ktoś się pojawi uśmiechnie się i
Powie Hello
To nie sen lecz jasność umysłu.
Poruszamy się jak lunatycy w tłoku ulicznym
przechodzimy na światłach
uśpieni z otwartymi oczyma
jak we śnie degustujemy manhattany.
To nie sen
lecz jasność umysłu jest obrazem śmierci,
iluminacji, oślepiającym
blaskiem śmierci.
Ona nie jest królestwem Zapomnienia. Pamięć
jest sekretarką zapomnienia.
Zarządza archiwami przeszłości.
Lecz gdy nie ma już wyobrażeń przyszłości tylko teraźniejszość,
wszystko co się przeżyło, odżywa, już nie we wspomnieniach,
i objawia się cała rzeczywistość
w jednym błysku.
Poezja była wyruszeniem w podróż
tak jak śmierć. Miała w sobie
smutek pociągów i odlatujących samolotów
Stacyjka Brenes
W Cordobita la Llana
nocą przejeżdżają pociągi
cante jondo dochodzi z głębi Granady.
W całym tym pięknie jakiś smutek
i tęsknota jak na obczyźnie
MAKE IT NEW
(nowe niebo i nową ziemię)
lecz po chwili jasności umysłu
znów wracają banały,
slogany.
Tylko wtedy gdy przestajemy być praktyczni
i koncentrujemy się na Bezużytecznym, w odlocie
otwiera się przed nami świat.
Śmierć jest roztargnieniem totalnym,
a także: Kontemplacją.
Miłość, nade wszystko miłość, jest przedsmakiem
śmierci
W pocałunkach jest posmak śmierci
być
to istnieć
w innej istocie
jesteśmy jedynie wtedy gdy kochamy
Lecz w tym życiu kochamy tylko przez chwilę
i to słabo
Kochamy tylko i jesteśmy, gdy przestajemy być
umierając
obnażone całe istnienie w chwili gdy się kochamy
make love not war
ofiarują to miłości
która jest życiem
miastem co spadło z nieba nie jest Atlantic City
a Tamten Świat to nie American Way of Life
Uciechy na Florydzie
jak weekend który nie ma końca.
Śmierć to brama otwarta
na wszechświat
Nie ma napisu NO EXIT
do nas samych
(podróżować
do nas samych,
nie do Tokio, Bangkoku,
to jest appeal
stewardess w kimonie, kuchnia
kontynentalna,
to jest appeal z reklam Japan Air Lines)
Noc Poślubna, mówił Novalis
to nie horror Borisa Karloffa
Jest czymś naturalnym, jak upadek jabłka
na mocy prawa przyciągania gwiazd i kochanków
– Nie ma przypadków
jeszcze jeden upadek z wielkiego Drzewa
jesteś jeszcze jednym jabłkiem
Tomie
Opuszczamy ciało tak jak się opuszcza
pokój w motelu
Ale ty nie jesteś Człowiekiem Niewidzialnym Wellsa
ani widmem z opustoszałego szaletu
Nie potrzebujemy Mediów.
Dzieci dobrze wiedzą że istnieje NIE
że jesteśmy nieśmiertelni
Czy napalm jest w stanie zabić życie?
Komora gazowa przywieść do nicości?
Czy Ewangelie są science-fiction?
Jezus wszedł do komnaty i odprawił płaczki
Dlatego łabędzie śpiewają, powiedział Sokrates
na chwilę przed śmiercią (...)
Ewolucja to coraz więcej życia;
jest nieodwracalna
i niezgodna z hipotezą
nicości
Yvy Mara ey
Wyruszyli gromadnie poszukując jej w głębi Brazylii
(„ziemi gdzie się nie umierało”)
Jak mangowce tego lata w Solentíname
dojrzewamy
podczas gdy gdzieś tam zakapturzony śniegiem stoi nowicjusz
Lecą wilgi
na Wyspę Łani gdzie zasypiają
mówiłaś
It is easy for us to approach Him
Jesteśmy cudzoziemcami w kosmosie jak turyści
nie mamy tutaj domu jedynie hotele
Jak amerykańscy turyści
everywhere
pstrykający zdjęcia ledwie kojarzący cokolwiek
I tak jak się opuszcza pokój w motelu
YANKI GO HOME
Dogasa jeszcze jedno popołudnie w Solentíname
Tom
jeszcze przez chwilę w blasku są te święte wody
i stopniowo ciemnieją (...)
Cały byłeś pustką
gdyż dałeś z siebie wszystką miłość i już nie miałeś
nic do zaofiarowania
I gotów byłeś ruszyć do Bangkoku
By rozpocząć nowe
pozwolić by stare umarło
Nasze żywoty
mają widoki na życie
odrywając się od kalifornijskiej ziemi
płakało z radości
okienko wielkiego jumbo jetu!
Przybyłeś wreszcie do Solentíname
Po Dalajlamie z karawaną jego autobusów
pomalowanych jak smoki
w „dziwne wyspy”; jesteś tutaj
z twymi milczącymi Tzus i Fus
Kung Tsy, Lao Tsy, Meng Tsy, Tu Fu i z Nicanorem Parrą
i wszędzie równie łatwo skontaktować się z tobą
jak z Bogiem (lub równie trudno)
jak cały kosmos mieszczący się w kropelce rosy
jest ten ranek w drodze do latryny
Eliasz unoszony przez wóz energii kosmicznych
wśród plemienia Papuasów gdy zobaczyli telegraf
zrobili miniaturowy model
by rozmawiać ze zmarłymi
Celtowie dawali im na drogę srebro powiada Valeriusz Maximus
by w zaświatach mogli się opłacić.
Pocałunki wszystkie oddane lub nie oddane.
Dlatego śpiewają łabędzie powiedział Sokrates
W twojej piersi wachlarz jeszcze
ciągle się obraca
Kochamy jedynie lub jesteśmy naprawdę w chwili śmierci.
W wielkim akcie finalnym oddania się bez reszty. I tutaj też
o.k.
Ernesto Cardenal - słynny poeta i pedagog nikaraguański, jezuita; Kandydat do Literackiej Nagrody Nobla.
Za zgodą Autorki. Tłumaczenie pochodzi z antologii poezji latynoamerykańskiej „Umocz wargi w kamieniu” wydanej w 2011 roku przez Biuro Literackie we Wrocławiu.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)