The Republic of Poets The Republic of Poets
968
BLOG

'Euromir': Poezja skandynawska. Przekłady

The Republic of Poets The Republic of Poets Kultura Obserwuj notkę 1

 

TOMAS TRANSTRÖMER

Ślad

Noc, godzina druga. Pociąg stanął
pośrodku równiny. Daleko widać światła miasta,
zimno migocące na horyzoncie.

Tak jak człowiek zapadły w sen tak głęboko,
że nigdy nie będzie pamiętał, iż tam kiedyś był.

Albo jak ktoś, kto zanurzył się w chorobę tak głęboko,
że wszystkie jego dni stają się migocącymi punktami,
rojem,
zimnym i błyskającym na horyzoncie.

Pociąg stoi w całkowitym bezruchu.
Godzina druga: mocne światło księżyca, mało gwiazd.


O historii
 

I
Któregoś dnia w marcu idę nad jezioro i słucham.
Lód jest tak niebieski jak niebo. Łamie się pod słońcem.
Słońcem, które szepcze do mikrofonu pod pokrywą lodu.
Bulgocze i fermentuje. Tak jakby ktoś trząsł prześcieradłem
daleko.
Wszystko przypomina historię: nasze TERAZ. Jesteśmy zanurzeni,
słuchamy.

II
Konferencje jak latające wyspy bliskie katastrofy...
Później: długi trzęsący się most kompromisów.
Tam skoncentruje się ruch, pod gwiazdami,
pod bladymi twarzami nienarodzonych,
wyrzuconych w pustkę, anonimowych jak ziarna ryżu.

III
Goethe w 1926 podróżował po Afryce przebrany za Gide i widział wszystko.
Niektóre twarze są wyrazistsze w wyniku tego co zobaczyły po śmierci.
Kiedy przeczytano wiadomości z Algerii
pojawił się wielki dom z przysłoniętymi oknami,
wszystkimi prócz jednego. Ktoś widział tam twarz Dreyfusa.

IV
Radykał i Reakcjonista żyją razem jak
w nieszczęśliwym małżeństwie,
uformowani przez siebie, uzależnieni od siebie.
Lecz my ich dzieci musimy się uwolnić.
Każdy problem krzyczy w swoim języku.
Idź jak pies gończy tropem prawdy.

V
Gdzieś tam na dworze niedaleko od zabudowy
Leży do paru miesięcy zapomniana gazeta, pełna
zdarzeń.
Starzeje się leżąc dnie i noce poddana działaniu deszczu i słońca,
aby zamienić się w sadzonkę, głowę kapusty, po to aby
połączyć się z ziemią.
Podobnie jak pamięć, która powoli przeistacza się w ciebie.


Kwiecień i cisza

Wiosna wzięła na wstrzymanie.

Aksamitnociemny rów
wije się obok mnie
bez odbić.

Świecą się tylko
żółte kwiaty.

Wnoszą mnie w mój cień
jak skrzypce
w czarnym pokrowcu.

A to co chcę powiedzieć
błyszczy poza zasięgiem
jak srebro
w lombardzie


Peryferia

Ludzie w drelichach koloru ziemi wychodzą z rowu.
To miejsce przejściowe, martwego spokoju, ni wieś, ni miasto.

Dźwigi na horyzoncie chciałyby skoczyć, tylko zegary są przeciw.
Porozrzucane rury betonowe spijają światło suchymi językami.
Warsztaty samochodowe pomieszczone w byłych stajniach.
Kamienie rzucają cienie ostre jak przedmioty na powierzchni księżyca.

Tych miejsc jest coraz więcej.
Jak kupione za judaszowe srebrniki:
„pole garncarskie na cmentarz dla obcych”.


Twarzą w twarz

W lutym bytowanie stanęło w miejscu.
Ptaki latały niechętnie zaś dusze tarły o pejzaż jak łódź
trze o pomost gdzie ją uwiązano.
Drzewa stały obrócone plecami.
Głębokość zasp mierzyły nieżywe trawy.
Ślad stóp starzał się na śniegu.
Pod brezentem usychał język.
Któregoś dnia coś przyszło pod okno.
Praca stanęła, wyjrzałem.
Kolory płonęły, wszystko się zakręciło.
Zbliżyłem się z ziemią


Z marca -79

Zmęczony wszystkimi, którzy przychodzą ze słowami,
słowami ale nie językiem
wybrałem się na pokrytą śniegiem wyspę.
Dzikość nie ma słów.
Niezapisane karty rozprzestrzeniają się na wszystkie strony!
W śniegu napotykam ślady sarnich kopytek.
Język bez słów


Preludia II

Dwie prawdy zbliżają się do siebie. Jedna idzie z wewnątrz, druga z zewnątrz.
Tam gdzie się spotkają będzie szansa zobaczyć siebie.
Ten kto zauważa co ma się dokonać krzyczy rozpaczliwie: „Stój!
niech się dzieje co chce, abym tylko nie musiał się rozpoznać.”
I jest łódź usiłująca zacumować próbuje właśnie tu
będzie próbować jeszcze tysiące razy.
Z ciemności lasu wyłania się długi bosak, wsuwa się przez otwarte okno,
pomiędzy rozpalonych tańcem gości.


Minusowe stopnie

Jesteśmy na zabawie, która nas nie kocha. Pod koniec zabawa opuszcza maskę i pokazuje nam swą prawdziwą twarz: plac manewrowy.
Zimne kolosy stoją we mgle, na szynach. Kreda namazała coś na drzwiach wagonów.
Nie wolno o tym wspominać, ale jest tu dużo stłumionej przemocy. Dlatego detale są tak ciężkie. I tak trudno zobaczyć inne rzeczy: plamę słońca przemieszczającą się po ścianie i zjeżdżającą poprzez nieświadomy las drżących twarzy, słowo biblijne, którego nigdy nie zapisano: ”Chodź do mnie, ponieważ jestem równie sprzeczny jak ty.”
Jutro pracuję w innym mieście. Lecę tam porankiem będącym wielkim czarno-niebieskim cylindrem. Orion wisi nad mrozem. Dzieci w cichej grupie czekają na szkolny autobus, dzieci za które nikt się nie modli. Światło rośnie wolno jak nasze włosy.


Bałtyki
Fragment

30 czerwiec.Zatoka jest dziś ekscentryczna – pierwszy raz od wielu lat
przepełniona meduzami, pompującymi do przodu spokojnie i delikatnie,
wszystkie należą do tego samego armatora: AURELI, płyną po wodzie
jak kwiaty po morskim pogrzebie,
kiedy je wyjąć z wody tracą formę,
tak jakby niesłychaną prawdę wyjąć z ciszy i przeformować na nieżywy żel,
podobnie one, nieprzetłumaczalne muszą pozostać w swoim środowisku



PÄR LAGERQVIST

Myśl nie ma celu

Myśl nie ma celu,
modlitwa nie ma ojca.
Ból nie ma domu,
tęsknota nie ma matki.

Urodzeni bez pępowiny.
Umierający nieznani.
Przybyli z nikąd.
Powracają w nicość.



LARS FORSSELL

Ballada 1952

1
Twoja cipka jest ciemnoczerwona
I wilgotna jak miąższ owocu

A czarny las rosnący nad nią
Pochyla się kiedy weń dmucham

Głęboko w środku znajduję zimowe jabłko
Jest śliskie jak po deszczu

Po twojej twarzy przesuwa się
Cień skrzydeł siedmiu ptaków

Jedna noga na moich plecach
Jedna ręka na moich jądrach

Twoje usta otwierają się jak muszla
jestem bezpieczny

2
Zasypiasz z półotwartymi oczyma
Świetlna reklama
Maluje diabły na ścianie

To jest w Paryżu albo w Rzymie
Albo w Salzburgu albo

Świata za dużo z nami
Jesteśmy razem
I jutro będziemy

Twoja stopa przy moich ustach
Twój oddech przy mojej stopie

3
Rano obudzi nas
Gwizd z ulicy
Zrzędząca sprzątaczka

Myjesz się za przepierzeniem
A kiedy wyjdziemy stąd razem
Nasze będzie zwycięstwo



KARL ASPLUND

Wieczór w Menton

Późne zimowe niebo gra elegię śpiewającym akordem
bzu i malwy, róży i bougainvillei,
szybkie preludium nocnego marsza żałoby
wypływającego z ciemności. Morze Śródziemne,
spokojne, epickie, ciężkie zwidami przeszłych wieków,
głuchymi tonami łamie, łamie się
o nabrzeże. Majestatyczna fala wyzwala się powoli z niebieskiego pola,
by homerycznie wpłynąć do portu. Z żałosnym jękiem
rozbija się o kamienie wysłużonego mola.

Nagle gasną wszystkie kolory w szarości,
ciepłej i wielobarwnej, coraz bardziej głębokiej szarości.
Z jej głębi dobiega rozkołysana pieśń,
jakby z nieskończoności, wieczności,
o walce z czasem i śmiercią uwalniającą
basowe tony wodnych gór
i kamieni na plaży monotonię uderzeń

    

 

Wybór tłumaczeń nadesłany przez Autora na I Festiwal Poezji i Form Sieciujących 2013. Blogosfera Polska.

blog techniczny, komunikaty, informacja 2015, 2014, 2013 Festiwalu Poezji i Form Sieciujących *Th'Republic of Poets* Blogosfera Polska Polska Zona Językowa Polish Zone.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura