autor nieznany Hellada p.H.
...wszystko co rozpamiętniam
To Dionizos z łona cudnej Semele
Jak pojawia się tam
Gdzie się kończy morze
Jeśli dalej niż światło
Coś znaczy
Męskość władcza w ciele
Chłopięcia
błogowłosy
W nimbie loków na wietrze
Szmat fioletowy
Przez ramię
Na drogę i tyle
ni stąd ni z owąd
My piraci wiatrem pijani
Ciężarnym statkiem
A wciąż szybciej
Gna nas żądza łupów jutra
Widząc go
Jedną myślą zdjęci
Tyrranejczycy oczywiście załogą
Skaczą
Ilu ich się ciśnie przy burcie
Na chłopaka
I pojmanego wloką pod maszt
Wzięliśmy go za syna
Któregoś z królów upodobanych Zeusowi
Spętać
I z wiatrem po okup albo na targ
Spętać bratka mocno
Węzły jednak puszczały
Powróz z witek wierzbowych czy śliski
Że opadł chłopcu do stóp
Choć ten
Ani nie mrugnął powieką
Tylko mu się czarny płomień
W źrenicy zaiskrzył
Na ten widok wiarus z dziobu
Zakrzyknął
Idioci Głupcy Szaleńcy
Pętać boga
Nie pytając kto to
Nie naszej dziurawej łupinie
Udźwignąć takiego brańca
Alboć on samym jest Zeusem
Albo to Apollo oko sprawiedliwych strzał
Chyba że Posejdon
No boć nikt już inny
Człowiek z niego
Na niby
On z tych
Którym Olimp ściele laur pod stopy
Narwana ty hołoto
Wysiadka z pasażerem i to już
Pierwsze lepsze bezludzie
A nie ważcie się krępować mu rąk
Duma się wścieknie i ściągnie
Sztorm co żagle na strzępki zatraci
I po nas druhy po nas już
I tyle
Wiarus z dziobu zamilkł
Pewien swojej racji
Nie przekonał jednak kapitana
Cóż sztorm gdy kapitan gromi
Ty się wiatru trzymaj wiarusie
Liny w garść
I żagle niech tężeją wzdłuż szwów
A my
Chłopaka ty zostaw nam
Bez paniki
Gówniarz wyrobi
Co najmniej do Egiptu
Cypr
A i do Hiperboreneów kto wie
Po drodze wywiemy się a jakże
Jakich i gdzie ma przyjaciół
Rodzinka czy przy kufrach
On sam
Czy aby czegoś nie ukrywa
A jakże
Bogowie w łaskach mają nędzną łajbę
Tyle kapitan
Załoga i wiarus pod falę pod wiatr
Stęknęła w spojniach łajba wierna
I zafurkotał żagiel
Nitek kilka grzywaczom fruuu fruu
Nagle nagle nagle
Nie było chwili otworzyć ust
Taka się dziać zaczęła cudowność
Takie dziwy
najpierw przewaliła się
Przez pokład nawałnica wina
Bulgot boskich trunków
Piany woniejące
Szelest ruczajów upojny
Załoga
Moczymordy po portach grabieży
Nagle noszą w portkach
Drewno okręciku drgnęło rozdarło się
W sękach w mgnieniu oka
Winnym obrastając pnączem
Aż po bocianie gniazdo
Nad żagle
Cztery pory roku naraz
Gronność pęczniejąca u zeschłych
Zasolonych ust maszt w liściach
Wiosło paczkami się mnoży
Łożyska w girlandach białych
I sinych lilii
Owoce śnione bez nazw Wracać
Wracać Wracamy Na Ląd wiarus od dziobu
Słyszy wrzask panikarzy
za późno
Oto bóg mieni się nagle
Być lwem
Lew nad statkiem wyżej niż słońce
Wzdął się cały złocisty
Ryknąć że palce puchną w uszach
Jednemu z drugim majtkom
Skacze
Ląduje jednak nie na czworaka
Jak to zazwyczaj lwy
Ale niedźwiedziem
I to na stojąco
Srożyć kły pazury i sierści
Ślepiem krwawe miotać błyski
Jakby im samego lwa nie było dość
Tłumem od steru fikołki w zwojach lin
Zwieszać się u kotwicy
Hurmem i chórem
Z powrotem do wiarusa
Ten ma łeb na karku
A teraz co
to wtedy lew łapę swą drapieżną
Zwalił na piersi kapitana
I ryknął przepotwornie
Raz jeszcze
załoga pięty pięty
Nie dość im pięt ni łokci
W szczura by się jeden
Z drugim wciskał
Gdyby szczury pierwsze nie zwiały
Skaczą
Wrzaski i plusk plum plum blach blammm
Łaskawe morze zmienia ich
W delfiny
jednemu się upiekło wiarusowi
Bogom żal tych
Co ostrzegają na próżno
Wiarus
Żył odtąd bogaty i hojny
Na pożegnanie usłyszał
Te słowa
Odwagi śmiertelniku
Lubię cię
Jestem Dionizos
Głosem nie dla ludzkich uszu
Z matki Semele
Zeusowego ojcostwa
żegnaj
Synu Semele
Któż mógłby zapomnieć tę twarz
Bez ciebie
Oduczymy się szybko pisać
Piękne wiersze
Nie pytacie o kapitana – to ja...
(z angielskiego tłumaczył
Jacek Gulla)
Copyright ©by Jacek Gulla 2014.
Przekład opublikowany 13 marca ( http://prognozy2030.salon24.pl/557506,nagrody-p-p-2013-cz-3-poezja-jacek-gulla-i-inni#comment_8835197)
Autor wyraził zgodę na zaprezentowanie tłumaczenia na festiwalu *Th’Republic of Poets*
Kategoria festiwalowa: Tłumaczenia



Komentarze
Pokaż komentarze