Bylo piękne sobotnie południe, kiedy premier przemówił. Jak na pogrobowca PRLu mówił średniokrótko z charakterystycznym ciamkaniem i wymową niedbałą. W przemówieniu zawarł pogróżki oraz parę nieudokumentowanych tez:
1. o łotrostwach Kwaśniewskiego sięgających poza datę jego urodzin (tu nie przebił wicekonia, który łotrostwa Jacka Kuronia przedłużył na ekspropriacje bojowników przyszłego marszałka Piłsudskiego z 1905 – to jest dopiero wojna na trumny),
2. o zdradzie stanu pielęgniarek i diabelsko przewrotnej opozycji (teza podana w stylu jednego ze znanych prelegentów Radia “Maryja”, co o spisku masońskim – cytuję niedokładnie – mówił i pisał, że, być może, spisku nie ma ale, jako ze on wie jakie są jego objawy i je obserwuje, spisek jest,
3. zrewidował własną rewizję historii Polski po 1988 roku, twierdząc, że “epoka Solidarności” nie była “Solidarności”, bo “Solidarność” miała premiera i prezydenta tylko w latach 1991-1993, czym zgrabnie wypisał z “Solidarności” Mazowieckiego i Buzka a Waldemara Pawlaka zapisał (kwestii prezydenta nie jarzę, 1991-1993 nie pokrywa się z pracą bliźniakow w kancelarii, a w rehabilitację Wałęsy nie wierzę - cieszy jednoznaczna rehabilitacja Bieleckiego i Suchockiej),
4. wreszcie samej “Solidarności”, sojusznikowi, zdaje się, niepewnemu w walce z wymykającym się spod kontroli białym buntem, zagroził wymianą argumentów,
5. więcej objawień premiera nie pamiętam, bo przysypiałem.
19
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze