O obecnym rządzie, każdy ma swoją wyrobioną opinię. Mam również Ja, uważam że mamy słaby rząd, ale nie najgorszy od 1989 roku. Ministrowie nie wyróżniają się niczym szczególnym, większość z nich po prostu zawłaszczyło sobie podległe im departamenty. Nie różni się to więc niczym co robiły wcześniejsze rządy. Większość ministrów, po prostu traktuje ministerstwa jako własne prywatne folwarki, gdzie można umieścić rodzinę oraz znajomych. Obojętnie czy mają oni kompetencję, czy tych kompetencji nie mają. Taka to już smutna rzeczywistość. Zastanawiam się czemu ministrowie mają kierować się jakimiś większymi standartami moralnymi, skoro ich szefowie nie kierowali się takimi zasadami. Uważam że po 1989 roku, nie mieliśmy premiera, który do samego końca dbałby o interes zwykłych obywateli. Zawsze górę brały partyjne interesy. Dotyczy to wszystkich partii politycznych, jakie były przy władzy od 1989 roku.
Może właśnie dlatego Polska 20 lat po upadku komunizmu, nie wygląda tak dobrze jak Polska 20 lat od odzyskania niepodległości. Wtedy mieliśmy spory, nawet większe niż obecnie, w końcu doszło do zamachu stanu. Ale trudno jest zarzucić dwóm wielkim politykom tamtych czasów zwykłe partyjniactwo. Dmowski i Piłsudski wzajemnie się nie znosili. Jednak oboje los państwa stawiali wyżej niż los własnej partii. O politykach dzisiejszych czasów nie można tego powiedzieć.
Główną cechą polskiej polityki jest cynizm i hipokryzja. Mówi się wiele o państwie, a główną cechą partii politycznych jest zawłaszczenie instytucji tego państwa własnymi działaczami. Robiło to SLD, UW, PIS, a obecnie ten sam manewr wykonuje PO. Nie byłoby to możliwe gdyby nie zgoda liderów partyjnych. Każda partia, spółki skarbu państwa obsadzała swoimi ludźmi. W czasach Aleksandra Kwaśniewskiego, prezesem Orlen był Zbigniew Wróbel, znajomy byłego prezydenta jeszcze z czasów studenckich. W czasie rządów PIS, prezesem został mianowany Piotr Kownacki, bliski współpracownik obecnego Prezydenta. Obecnie prezesem jest Dariusz Krawiec, osoba kojarzona z obecną prezydent Warszawy. Przedstawiłem tylko osoby, które szefowali gigantowi paliwowemu. W innych firmach, należących do skarbu państwa, sytuacja jest identyczna. Przypomina to trochę czasy komuny, gdzie najlepiej powodziło się działaczom partyjnym. Obecnie jest tak samo, koszty pracy są ogromne, ponieważ zwykły obywatel musi pracować na urzędników państwowych, oj Przepraszam na działaczy partyjnych. Ponieważ mamy rozgałęzioną biurokrację, którą stanowią w dużej części działacze partyjni.
Wydaje się że głównym lekarstwem jest prywatyzacja spółek skarbu państwa. Zgadzam się z tym jak najbardziej, ale nie na obecnych chorych zasadach. Główną cechą obecnej prywatyzacji jest przetarg. Forma ta stanowi główną cechę chorych układów i cwaniactwa. Ponieważ nie wygrywa osoba z najlepszą ofertom, ale zwycięzcą okazuję się osoba mająca dobre układy i znajomości. Tak wygląda prywatyzacja od 1989 roku, a więc dochodziło wiele razy do złodziejskiej prywatyzacji. Spółki skarbu państwa były sprzedawane po zaniżonych cenach. Właśnie przez taki system prywatyzacji, wiele ludzi kojarzy ją ze złodziejstwem. Prywatyzacja powinna odbywać się przez licytację. Wygrywałby ten kto zapłaci najwięcej. Majątek państwowy jest wart tyle, ile za niego ktoś najwięcej zapłaci. Tak powinna wyglądać logika prywatyzacji.
Prywatyzacja, obniżyłaby koszty pracy, a ludzie po prostu zarabialiby więcej. Ponieważ pieniądze trafiałyby do nich, a nie do niewydolnych molochów państwowych oraz niepotrzebnych dla zwykłego obywatela urzędów, które bardzo są potrzebne działaczom partyjnym, wyłącznie dla pracy swoim działaczom. Pokazuję to że żadna partia polityczna, nie zrezygnuję z zawłaszczania instytucji państwowych. Tylko dlatego bo gdzie pracę znaleźliby osoby należące do partii? Kto wtedy robiłby politykom kampanię wyborczą? Ale chyba jestem naiwniakiem, że wierzę politykom, którzy zapewniali walkę z biurokracją. Obiecywali to wszyscy, nikomu się nie udało, ponieważ nie mogło się udać. W każdej kampanii wyborczej ten problem wraca jak bumerang. W końcu to świetny slogan, do zdobycia kilku procent poparcia społecznego. Niestety po wyborach politycy dbają już tylko o własnych działaczy, zapominając o wcześniejszych obietnicach. Cóż, skutki uboczne partii politycznych.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)