Dzisiaj chciałbym się trochę cofnąć w czasie, a dokładnie o równe cztery lata, czyli do dnia 5 września 2005 roku, data jak każda inna, większości osób nic nie mówiąca, ale dla mnie dość specyficzna. Z pewnością większość osób czytających ten tekst, jeżeli nie wszyscy zapytają się dlaczego właśnie ten 5 września jest tak specyficzny dla mnie, odpowiedź będzie dosyć ważna i nie będzie chodzić o żadne moje osobiste sprawy, ale data ta kojarzy mi się z polityką. Osoby które mnie znają to doskonale wiedzą, że z polityką kojarzy mi się jeżeli nie wszystko, to prawie wszystko. Przechodząc jednak to meritum sprawy, mamy 5 września 2005 roku, jadę w tym czasie samochodem, dochodzi godzina 17, słucham pewnego radia, nie ważne jakiego, ważne że leci muzyka i jak zwykle o pełnej godzinie będą wiadomości, które na długo utkną mi w pamięci, w szczególności pierwsza ich informacja. A brzmiała ona tak: "na miesiąc przed I turą wyborów prezydenckich, podajemy najnowszy wynik sondażu prezydenckiego, z którego wynika że poparcie dla Donalda Tuska przekroczyło ponad 50%, a wynosi ono obecnie 54%. Czyżby wybory prezydenckie zakończyły się po pierwszej turze?” Nie pamiętam dokładnie jaka firma zleciła ten sondaż, ale to chyba dobrze dla tej firmy, że nie będzie miała darmowej reklamy Wiadomość ta mocno mnie zaskoczyła, bo wcześniej w sondażach Tusk, nie był liderem, a tutaj nagle ma wygrać w I turze?
Wybory Prezydenckie 2005, były dosyć szczególne, ponieważ sondażowo miały one aż czterech liderów, w ciągu pół roku! Początek ich należał do Lecha Kaczyńskiego, prowadził on w sondażach od startu swojej kampanii prezydenckiej (wystartował w marcu) aż do maja. W czerwcu mieliśmy kolejnego prezydenta, został nim śp Zbigniew Religa. Nie minął miesiąc a na początku lipca, niespodziewanie ku wszystkim, prowadzenie objął Włodzimierz Cimoszewicz. Niespodzianka była o tyle większa, że wywodził się on z partii która przez wcześniejsze cztery lata, rządziła krajem i delikatnie mówiąc nie była ona dobrze oceniana przez większość społeczeństwa. Koniec sierpnia i początek września aż do wyborów, miał już tylko jednego faworyta, Donalda Tuska. Lider PO tak mocno uwierzył tym sondażom, że nawet hasło jego kampanii wyborczej brzmiało:Prezydent Tusk. Przyjmując jednak terminologię bokserską, na początku sondaże pokazywały że będziemy świadkami nokautu, podobnego do wyborów w 2000 roku, jednak im bliżej było wyborów, nokaut ten oddalał się, a coraz bardziej stawało się pewne że faworyt może przegrać na punkty. Jak ten pojedynek ostatecznie się zakończył to chyba każdy wie o tym doskonale. Czy to dobrze czy źle, każdy powinien to ocenić osobiście.
Dzisiaj gdy do wyborów prezydenckich mamy przynajmniej 13 miesięcy, znowu pojawiają się sondaże które wskazują że Donald Tusk może wygrać w I turze wybory prezydenckie. Oficjalna kampania prezydencka jeszcze nie wystartowała, obecnie mamy nieoficjalną kampanię wyborczą, oficjalna z pewnością ruszy gdy obecny Prezydent RP Lech Kaczyński, ogłosi oficjalnie swój start o reelekcję. Kiedy to nastąpi trudno powiedzieć? Wydaje się jednak że najpóźniej będzie to marzec 2010 roku. Do tego czasu będziemy z pewnością jeszcze świadkami wielu sondaży prezydenckich. Czy Donald Tusk znowu zachwyci się sondażami i przegra wybory prezydenckie? Czy premier Tusk wystartuje ostatecznie w wyborach prezydenckich? Odpowiedzi na te pytania wkrótce padną. Osobiście sądzę że Tusk wystartuje w wyborach, zachwycony sondażami jest z pewnością od dwóch lat. Trudno mu się z tego powodu jednak dziwić, skoro w wyborach do parlamentu krajowego oraz europarlamentu odniósł zdecydowane zwycięstwo nad partią obecnego Prezydenta RP. Jednak zbliżające się wybory prezydenckie, mogą okazać się bardziej wyrównane, w szczególności w I turze, gdzie poparcie dla obecnego premiera, może okazać się mniej imponujące niż wskazują na to obecne sondaże wyborcze, które są bardzo optymistyczne dla Tuska. Wiele osób powie, że w 2005 roku było podobnie, raczej nie zgodziłbym się z tą tezą, ponieważ wtedy sondaże zmieniały się jak w kalejdoskopie, mieliśmy aż czterech faworytów! W dodatku żaden nie utrzymywał prowadzenia przez większy okres czasu niż 2 miesiące. Obecnie sytuacja jest trochę inna, bardziej stabilna. PO utrzymuje poparcie w granicach 40-50%, od dwóch lat. Tusk prowadzi w sondażach prezydenckich praktycznie od początku prezydentury Kaczyńskiego, może oprócz sondażu, gdzie przegrywa z Jolantą Kwaśniewską, ale tego sondażu nie można brać poważnie pod uwagę, ponieważ Kwaśniewska zaprzeczyła że wystartuje w najbliższych wyborach prezydenckich. Jak Tusk rozegra swoją kampanię wyborczą, trudno powiedzieć? Obecnie przyjął prostą taktykę, ukazywania obecnego Prezydenta RP, jako życiowego nieudacznika. Nie robi tego osobiście, ale przez swoich „przybocznych” (Palikot, Niesiołowski, Sławomir Nowak, itp.), taktyka ta połączona z błędami ministrów w kancelarii prezydenta oraz niemedialnym wizerunkiem Lecha Kaczyńskiego, okazuje się bardzo skuteczna. Poparcie dla obecnego Prezydenta RP nie jest imponujące, ale jednak z pewnością dające szanse na II turę wyborów prezydenckich. Tutaj sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana, a więc nie będę się wgłębiać w szczegóły.
Obecne sondaże prezydenckie, stawiają bardzo prostą tezę, to nie będą emocjonalne wybory prezydenckie! Czy na pewno? Prawdą jest że poparcie dla Tuska i PO, od dwóch lat jest bardzo stabilne, ale tylko osoba bardzo naiwna lub wyjątkowo głupia stwierdziłaby dzisiaj jednoznacznie że to Donald Tusk, wprowadzi się do Pałacu Prezydenckiego 23 grudnia 2010 roku. Czeka nas z pewnością niezwykła kampania wyborcza, z wyjątkową siłą skupiona na internautów. Grupa ta w większości nie ma wyrobionej opinii, na kogo zagłosuje w najbliższych wyborach prezydenckich. Dzisiaj większość z nich postawiłaby na Tuska, ale jutro może zagłosują na Dodę? Tak właśnie głosuje wyborca, który nie ma „betonowo” określonych poglądów politycznych. Kto skuteczniej skieruje do niego swój przekaz, może ostatecznie okazać się zwycięzcą. Na razie musimy się uzbroić w cierpliwość, jesień i zima upłyną nam w ciągłych „podchodach” politycznych, ale wiosną wszystko się zacznie na dobre, w lecie będzie już naprawdę gorąco, ale stan największego upału politycznego nadejdzie w październiku 2010. Póki co, obecna jesień przyniesie zdecydowanie więcej emocji kibicom sportu niż polityki.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)