Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską. Odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot.: Lot nad Hudson
118 obserwujących
90 notek
923k odsłony
  1841   0

7. Wierzyć czy nie wierzyć w zamach, albo rozprawa o metodzie

pentagon 9/11 - taksowka
pentagon 9/11 - taksowka

Aby nie zanudzic wszystkich do konca inzynieria materialowa i aerodynamika, a samemu sie nie zmeczyc zanadto, zrobie przerwe i zaczne robic dygresje na tematy ogolno-lotnicze i zamachowe. juz najwyzszy czas, bo inaczej zapomnimy o tym, ze nie dyskutujemy zazarcie o fizyce smolenska (ani o nowej alternatywnej fizyce smolenskiej) dlatego, ze tak sie nagle zainteresowalismy fizyka!

dyskutujemy, czasem klocimy sie, gdyz chcemy zrozumiec dlaczego. wszyscy chcemy wyrobic sobie zdanie na temat ewentualnosci nieczystej gry.

niektorzy mowia, ze nie mozna zrozumiec dlaczego, zanim nie zbada sie dokladnie jak. troche prawdy w tym jest, jesli nie postawimy nierealnie ostrych wymagan co do dokladnosci. inni, ze odwrotnie. ze trzeba ustawic jasno sprawy w szeregu wedlug chronologii i jednoczesnie waznosci: najpierw byly zasadnicze fatalne decyzje i bledy, a dopiero potem mniej istotne: dolek, brzoza, beczka, zamach (niepotrzebne skreslic). w tym jest pewnie jeszcze wiecej prawdy, pod warunkem, ze nie jestesmy totalnie robieni w konia. np. patrzac na zdjecie koncowki skrzydla, ze widzimy koncowke skrzydla #101, a nie jakiegos #RA289091 z magazynu.

ja sadze, ze zamach a priori (w oderwaniu od znanych mi juz konkretow smolenska) mogl byc. sadze tak, bo to nieodlaczna czesc metody naukowej, ktorej holduje. sadze tez, ze zamachu nie bylo (a posteriori, po przyjrzeniu sie dowodom). chcialbym zobaczyc dowody, ktore uznam za wystarczajaco powazne dowody, aby zmienic zdanie. w nauce tez bardziej ekscytuje mnie, gdy teoria nagle sie pieknie wali, niz kiedy jest w kolko weryfikowana pozytywnie, czysto psychologicznie. adrenalina?

to, ze dowodow na zamach nie widze, daje mi nie tylko powod, ale i nawet prawo moralne do czestych przycinkow pod adresem spiskolubow. jak to pogodzic z tym, ze przeciez nie moge miec 100.00 % pewnosci, ze mam racje? moze w takim razie postepuje raz ze glupio, a dwa ze nieetycznie.

to typowy problem, ktory napotykamy w nauce! dla wielu z nas nie nowosc. operujac pewnym zbiorem danych empirycznych, ustawiamy sobie pewnien poziom ufnosc (C.L.) powyzej ktorego przyjmujemy hipoteze. nie oznacza to, ze wierzymy w cos na 100% i traktujemy jak rzecz na zawsze udowodniona, po prostu czekamy az ktos zbierze dane i obali nasza wersje. lub nie obali, tylko (moze niechcacy) nasza wersje fizyki czy przebiegu wydarzen potwierdzi. 

powinnismy sie smiac z ludzi, ktorzy maja 100% pewnosc zarowno co do zamachu jak i jego braku, i zamykaja sobie mozliwosc zmiany zdania.

albo z tych, ktorzy mysla, ze ykw udowodnil, ze brzoza przeciela z cala pewnoscia skrzydlo (jesli takie nicki istnieja, schlebiam sobie, moze nie istnieja).

ykw jedynie podal wystarczajaco silny powod, by przyjac wersje podobna do proponowanej przez komisje rzadowe, minus ich niescislosci i nieporadnie klecone opisy, a odrzucic wersje macierewiczowsko-biniendowska jako alternatywna hipoteze nie poparta na razie zadnymi powaznymi argumentami, a majaca wiele problemow z fizyka i inzynieria, z dowodami rzeczowymi ze smolenska. przyjac do czasu, kiedy ktos poda mocne  kontrargumenty (nie gwalcace fizyki :-)

truizmy, prawda? ale jaki jest ten wystarczajacy standard dowodu, ktory mowilby, ze faktycznie zmach mogl byc i na raze "nic nie wiadomo". nie moge podac zadnej analitycznej definicji, ale moge podac przyklady, oczywiscie subiektywne.

poniewaz byla niedawno rocznica 10 lat od 9/11, to chcialbym przytoczyc przyklad #1 o tym co i ktoredy walnelo w pentagon, a drugi to lot 93 ktory spadl w pensylwanii. ilustruja one swietne dylemat "wierzyc czy nie", i pokazuja przy okazji czym katastrofa smolenska NIE byla. nie byla nietypowa i jedyna pod wzgledem liczby watpliwosci ktorym dala poczatek - raczej wrecz przeciwnie. katastofa smolenska jest znacznie, znacznie lepiej przebadana niz wiekszosc innych, mimo czestych opinii w salonie ze nic pewnego nie wiemy.

przedrukuje tu jeden moj post z gw z 14.12.10, m.in. po to, zeby zacytowac film, ktory jest wg mnie niedoscignionym na razie wzorem metodologicznym dla badaczy 'zamachu' smolenskiego. to polemika ze zwolennikami zamachu.

* * *

ja, ykw, stwierdzam co nastepuje:

1. katastrofa w smolensku jest zgodna z fizyka, nie ma najmniejszych wiarygodnych dowodow na zamach.

2. atak 911 na pentagon - aaaa, to zupelnie inna historia. juz niedlugo po 911 twierdzilem, ze nie wszystko sie zgadza, i ze to mogla byc inscenizacja: niezbyt fizyczna trajektoria lotu, powalone latarnie (stad tor i przeciazenia, ktore mozna bylo oszacowac), konfiskata wszystkich video kamer strzegacych obiekty wkolo juz pol godziny po fakcie, no i inne historie. milo mi bylo wrocic do sprawy ogladajac 

www.youtube.com/watch?v=j5FhQc-LJ-o&NR=1&feature=fvwp

i widzac, tym razem bez potrzeby wysilania intelektu, ze pentagon to jednak byla nie tylko  inscenizacja, ale inscenizacja raczej bardzo kiepska (fatalnie zainscenizowane "powalone" latarnie, bo samolot nie przewraca latarn tylko je rozbija scinajac! cala sciezka powalonych latarn nie zagadzala sie z torem lotu samolotu, ktory tam owszem lecial, tylko, ze najprawdopodobniej przelecial tuz na budynkiem i odlecial, tymczasem budynek tajemniczo wybuchl (jak donosil na zywo reporter CNN spod plonacego gmachu, nie pozostawiajac szczatkow samolotu wiekszych, niz mozna wziac w reke). i tak dalej. 

Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka