I nikogo nie dziwią. Ten cały cyrk, który oglądaliśmy a za który ponoć odpowiada tylko i wyłącznie wadliwe oprogramowanie to był chyba plan filmu, do nowej wersji tej co najmniej tak bardzo nie udanej jak drogiej reklamówki ze smokiem wawelskim i zdziwionym dzieckiem. Zapomnieli po prostu społeczeństwa uprzedzić, że mają do czynienia z fabułą filmową a nie rzeczywistością. Scenariusz nawet intrygujący. Idą ludzie i wrzucają do urn niebieskie kuleczki. Potem schodzą się dystyngowani goście w perukach, piłeczki wysypują i liczą. Liczą. Liczą. Liczą. Liczą.
Potem z niewiadomej przyczyny wszyscy zaczynają biegać jak kury z obciętymi głowami, w lewo, w prawo, dokoła, peruki się przekrzywiają i z głów nie spadają tylko dlatego, że mądre głowy obficie się pocą. Kiedy liczenie jest zakończone kuleczki są czerwone.
Każde dziecko po obejrzeniu takiego filmiku zaciągnie tatusia za elegancki biały mankiet wystający z pod marynarki na wakacje do tajemniczej krainy Polską zwanej. – Tatusiu, chcę zobaczyć tych panów w perukach biegających dokoła i te zmieniające kolor kuleczki. Czy je można jeść? Czy może tylko ssać?
Drodzy obywatele, już wiecie, niepotrzebnie się niepokoicie
to tylko cyrk i filmowcy do miast i wiosek zjechali


Komentarze
Pokaż komentarze (15)