Rozdział 2. Misja
Dziarskim krokiem, z piłką pod ramieniem Donuś przemierzał pokład pasażerski sterowca w kierunku hali sportowej. Nagle wzrok jego spotkał się ze wzrokiem siedzącego Diabełka. Donuś opanował chęć ucieczki i zbliżył się do niego. „A właśnie, że sterowałem. Widziałeś jak przelatywaliśmy między dwoma wróblami? Mistrzowski manewr, to byłem ja!" palcem dotknął piersi.
„Niezle", odparł diabełek. Donuś poczuł się lepiej. „Stery trzymałem przez", zatrzymał się i pomyślał, że nie powinien przedobrzyć bo straci wiarygodność- „jakieś 20 minut", przytaknął głową sam sobie.
W tym czasie na mostku obrady Komoraka, Gasipsa i Szetciaka dobiegały końca. „No to spróbujemy", Komorak nie był szczęśliwy ale wiedział, że w polityce sterowca czasami trzeba ryzykować.
„Jedno jest jasne, Kaczylech na pewno nie odda stolca dobrowolnie", powiedział Szetciak.
„Zmuszę drania", Gasipies był bardzo pewien siebie, „od dziś w przedziałach pasażerskich pokazujemy same filmy katastroficzne, w których samoloty spadają na ziemię z powodu zaniemożenia pilota"
„Jakieś hasła: zdrowie dla wszystkich?, czy twój kierownik nie marnuje twojego czasu - żądaj świadectwa zdrowia..., takie tam", Komorak wprawnym ruchem poprawił okulary.
„Ja porozmawiam z organizacją Zuchów", zapowiedział Szetciak.
„Co zamierzasz?" Komorak wolał wiedzieć.
„Pamiętacie Zucha Marcina co tak dobrze sobie na forach internetowych radził tu i tam dając świadectwo wiary w Platfusy? Należy mu się nagroda. Dam mu plany sterowca i niech chłopak pokombinuje jak zdobyć ten stolec zanim na ziemię spadnie..."
„Pysznie, możesz mu obiecać, że na następnej liście go nie pominiemy", Gasipsowi pomysł wyraźnie przypadł do gustu.
Cdn.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)