* * *
Plan był taki: zebrać się wcześnie z całym majdanem, zarezerwować miejsce na polanie (nie mieliśmy wątpliwości, że tłum będzie straszny, ale jak się nie ma co się lubi...) zostawić kogoś (julll?) do pilnowania miejsca i wrócić (follow) na 15tą na stacje metra. Jak to z nami bywa, czas nam uciekał szybciej niż w planie, a i logistyka prosta nie była. Julll miała pojechać na miejsce na rowerze, a follow autem dowieźć na parking w Powsinie zaopatrzenie. Później rower miał służyć do transportu lokalnego — z auta, do ogniska. Na szczęście z odsieczą nadciągnął Baltazar, który (jak twierdzi) nie mógł wysiedzieć w domu i pojawił się na polanie wystarczająco wcześnie. Gdy katując rower julll dotarłem z pierwszym transportem, on już zajął altankę ze stołem i miejsce na ognisko.
* * *
Baltazar i julll dzielnie odczyścili stół z rozbitego na nim niegdyś słoika musztardy, wymyli go i wyszorowali. Gdy rozpalili mikro ognisko uprzejma kobieta poinformowała ich, że miejsce znajduje się zaraz pod zakazem palenia ognisk, że chodzi straż miejska i mandaty wlepia o konkretnej wysokości 500 złotych, czego ona sama świadkiem był tydzień wcześniej. Pilnowacze ogniska rozejżeli się i zauważyli, że rzeczywiście ogniska palą się jedynie z drugiej strony drogi, a z tej strony dymy pochodzą z licznych grilli, stosownie do nieznacznie różniących się znaków. Zaczęli więc się zbierać zostawiając mały ogień, aby się wypalił. Siedzące obok od dłuższego zresztą czasu starsze panie widząc zbierających się, nagle zaczęły krzyczeć, że zapalone kwadrans temu ognisko jest nielegalne, domagały się jego natychmiastowego zgaszenia, grożąc strażą miejską i pożarem lasu. Jako że nie reagowały na żadne tłumaczenia, julll zasypała ognisko, które zaczęło niemiłosiernie dymić, nie dając jednak paskudnej satysfakcji odchodzącym, ponieważ dym jakoś nie chciał skierować się w stronę "miłych starszych dam". Rozpoczęło się kolejne czatowanie na ławkę po stronie "dla palących", wypatrywanie oczu w poszukiwaniu zwalniających się miejsc, dosiąście się do stołu, odmawianie kolejnym poszukiwaczom siedziska. Po odesłaniu kolejnych spragnionych sielskiego odpoczynku i kolejnej rozmowie telefonicznej z followem oczekującym na salonowiczów pod metrem, siedząca obok pani spytała z nieco drwiącym wyrazem twarzy: "To co, zrezygnowali ci wasi znajomi?"
* * *
Jak rzadko, dalej wszystko poszło zgodnie z planem i na czas (co nietypowe u Słupskich...) follow znalazł się przy metrze. Byłby pierwszy, gdyby nie to, że na skutek nieporozumienia Basia Kamińska przybyła tam an 14.30... Następnie dotarła Kochana K., kejow i Marek(?), którzy od razu wolnym krokiem ruszyli w kierunku polany, kumpele K. Ponieważ zdecydowaliśmy się poczekać na Krzysztofa Leskiego, który też miał niedługo dotrzeć, follow świadomy jeszcze jednej możliwej kompromitacji, ruszył na polowanie do Tesco. I znów sukces — udało się kupić ostatnie trzy długie i kilka krótkich "kijków"* do pieczenia kiełbasek [no bo jak niby je zrobć z drewna kominkowego...]. Na szczęście okazało się, że kompromitacji zupełnej by nie było, bo między czasie Baltazar wyczarował kilka tradycyjnych kijków. * - takich metalowych dwuzębnych na końcu. Jak to się nazywa?
* * *
Po niezbyt pospiesznym spacerze przez las dotarliśmy do polany, gdzie już czekali Baltazar i julll z kejowem, Markiem(?) i grupą znajomych Baltazara, którzy już piekli kiełbaski nad eleganckim ogniskiem z zamontowanym na stałe rusztem. Dalej było tradycyjnie (jak na ognisko przystało), więc co tu dużo pisać...
* * *
* * *
* * *
Można już zobaczyć zdjęcia robione przez followa i julll. Mam nadzieje, że niedługo będę mógł podać linki do zdjęć które robili inni.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)