35 obserwujących
1960 notek
1312k odsłon
  551   0

Kościelno państwowe dylematy religijne

                                                      image                  

Jestem katolikiem wiernym Kościołowi pojmowanemu dosłownie jako wspólnotę ludzi podzielających moralno-etyczne przesłanie religii w naszym wspólnotowym życiu uzależnionym w dużej mierze od moralnych postaw i życiowych praktyk współobywateli.  

Taki właśnie stosunek do religii jest chyba „staroświecki” skoro te moralne dylematy przestały być głównym przesłaniem współczesnych kaznodziei KK głosicieli słowa bożego przenicowanego z funkcji „wychowawczego”  nauczania /kazania/  na interpretacje słowa bożego  /homilie/. 

A tak brzmią objaśnienia dotyczące tych rozróżnień: 

• Kazaniem  [nazywamy]  ułożone przemówienie, w którym duchowny przekazuje słuchaczom prawdy Boże i poleca (każe) wiernym przestrzegać ich w praktyce życia. Kazanie więc jest wykładem zagadnienia kościelnego i przekonaniem słuchacza do właściwego postępowania. Od początku chrześcijaństwa w Polsce nie stosowano innej formy nauczania kościelnego jak kazanie. Mamy więc pomnikowe zbiory przemówień kościelnych, jak Kazania Gnieźnieńskie, Kazania Świętokrzyskie, Kazania Sejmowe ks. Piotra Skargi. Kazania, ze względu na tematykę i okoliczności, mogły być pogrzebowe, społeczne, apologetyczne, odpustowe lub katechizmowe. Kaznodzieja przy tej formie jest wolny w doborze tematu, byleby go przedstawił zgodnie z nauką Kościoła, 

• Aby (…) ostro zarysować różnice między kazaniem i homilią trzeba [sięgać] do Soboru Watykańskiego II i Konstytucji dogmatycznej Dei Verbum, by przemówienia [homilie] podczas liturgii nazwać dzieleniem się Słowem Bożym i porównać je do Eucharystii: jak ze stołu ołtarza rozdziela się dar Chleba, tak ze stołu Słowa (pulpitu) rozdziela się prawdę objawioną. Przepowiadanie jest więc włączone w modlitwę. Nauczanie [homilia] nie tyle angażuje intelekt, ile całą osobowość człowieka stającego przed Bogiem. Naturalnie, że kaznodzieja musi wniknąć w to, co Bóg chciał powiedzieć przez proroka, apostoła czy samego Chrystusa: "Ponieważ zaś Bóg w Piśmie św. przemawiał przez ludzi, na sposób ludzki, komentator Pisma św. chcąc poznać, co On zamierzał nam oznajmić, powinien uważnie badać, co hagiografowie w rzeczywistości chcieli wyrazić i co Bogu spodobało się ich słowami ujawnić" (DV 12). 

https://gloria.tv/post/4YjCb7jqZkYRDg8UCf4BsX2oz 

Jestem daleki od dywagowania na temat reform KK (trudna domena teologów) zalecanych przez II Sobór Watykański, ale z wyżej cytowanego objaśnienia wskażę tylko na ten aspekt rozróżnień nauczania Kościoła pomiędzy kazaniem a homilią. Razi mnie taka „wykładnia”: „Ponieważ zaś Bóg w Piśmie św. przemawiał przez ludzi, na sposób ludzki, komentator Pisma św. chcąc poznać, co On zamierzał nam oznajmić, powinien uważnie badać, co hagiografowie w rzeczywistości chcieli wyrazić i co Bogu spodobało się ich słowami ujawnić”.  

Czyżby „komentatorzy Pisma św.” byli pozbawieni „człowieczego” sposobu myślenia i wiedzieli lepiej od pozostałych wiernych (Kościoła powszechnego), co Bóg mówi do nas słowami Pisma św.?  

Czyżby to oznaczało, że w interpretatorsko kapłańskim rozumieniu Biblii mieści się rozpoznanie bożych intencji wyrażanych słowami tegoż Pisma? Słyszałem już sporo odmiennych interpretacji np. przykazań dekalogu głoszone przez różnych kapłanów. Które z nich są zatem tymi właściwymi? Słyszałem też od ołtarza słowa przeprosin za zbyt intelektualne interpretacje Pisma św. przez niektórych kapłanów głoszących homilię scharakteryzowanych  taką anegdotką: „Ambitny młody kapłan po wygłoszeniu homilii w mocno intelektualnym tonie był ciekaw opinii wiernych na ten temat więc przed kościołem zapytał starszą parafiankę czy „kazanie” się podobało. Babcia bezceremonialnie odpowiedziała, o tak! – fajnie sobie pospałam!” 

Tak więc w odbiorze ludzi prostych zamiast bliższego poznania wiary stało się dla wielu katolików za sprawą ograniczania kazań na rzecz powszechności głoszonych homilii – jeszcze trudniejsze w jej zrozumieniu. 

Mój katolicyzm jest oparty na fundamencie wiary określonej prostymi słowami aktu wyznania:  

„Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion. Zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał. Wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego. Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. 

Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny.   Amen”   

Takie wyznanie wiary nie zawiera sugestii do poszukiwania „uzasadnień” owej wiary przez interpretowanie słów Pisma św. „dowodzących”  istnienie Boga. Wyznanie wiary przesycone jest słowami jej zapewnień jako tajemnicy nie poddającej się naukowej analizie dowodowej. Gdyby były dostępne nam dowody obecności Boga wyznawana religia nie nazywała by się wiarą, bo była by faktem dowiedzionym.  

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo