31 obserwujących
1795 notek
1209k odsłon
429 odsłon

Wolność to także prawo do „nie lubienia”

Wykop Skomentuj10

                        image  

Jesteśmy świadkami wielu społecznych batalii kulturowych, obyczajowych i politycznych wyraźnie odsłaniających społeczne i indywidualne sympatie i antypatie do ludzi, idei i głoszonych programów.

Moralizatorskie reprymendy wobec takich postaw i zachowań wynikają najczęściej z moralnej obłudy samych moralizatorów, którzy radzi by widzieć wyłącznie sympatyków swoich zapatrywań i światopoglądów uznawanych przez nich za jedynie słuszne.

Ludzie mocno się jednak różnią w swoich życiowych praktykach opartych na różnych wartościach przyjmowanych z odmiennych religii, kultur i obyczajów jako „azyl” ich drogi życiowej.

Nasza „zachodnia” cywilizacja oparta na wolności przekonań, wierzeń i tolerancji oddziela życie osobiste ludzi od państwowych norm prawno ustrojowych obowiązujących wszystkich obywateli wspólnego państwa bez uprzywilejowań kogokolwiek z uwagi na jego osobiste poglądy i wyznawane idee. Takie stosunki społeczno-państwowe narzuca państwu i obywatelom konstytucja, która demokratycznie wprowadzona w życie obowiązuje bezwzględnie wszystkich i jako warunek sine qua non praworządności w państwie nie podlega żadnym od tego odstępstwom.

Kto nie respektuje tych konstytucyjnych reguł konfliktuje te różnorodne grupy społeczne, które w dłuższym czasie dzielą się na „wrogie” sobie obozy zwalczające się wzajemnie aż /w sytuacjach skrajnych/ do siłowej walki bratobójczej.

Warto więc sobie uzmysłowić które postawy i zachowania społeczne są potencjalnie źródłem takiego zagrożenia.

Najbliższy nam przykład to konflikt w Irlandii Północnej – konflikt o podłożu etniczno-politycznym, rozgrywający się na obszarze Irlandii Północnej, okresowo rozszerzający się również na Anglię, Irlandię i kontynentalną Europę, trwający od końca lat 60. XX wieku aż do podpisania porozumienia wielkopiątkowego w Belfaście w 1998.

https://www.google.com/search?q=wojny+religijne+w+irlandii&oq=wojny+religijne+w+irladji&aqs=chrome.1.69i57j0.15314j0j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8

Czy Polska w aktualnej sytuacji polityczno-społecznej jest wolna od podobnego zagrożenia? Na razie tak. Dlaczego na razie? Bo polskie stosunki społeczno-polityczne „nabrzmiewają” emocjonalnie /by nie powiedzieć groźnie/ w stopniu nieukrywanej niechęci /by nie powiedzieć wrogości/ programowo antagonizowanych przez niechętne sobie ośrodki polityczno-religijne wygenerowane piarowo jako narodowo-katolickie i liberalno-lewackie rozmyślnie nastawiane przeciwko sobie w planowanych akcjach wzajemnego obrzydzania jedni drugim.

Powtarzające się incydenty starć promotorów ruchu LGBT z ich antagonistami to dowód polskiej niedojrzałości stosunków społecznych gdzie nie lubiące się strony wzajemnie brutalnie narzucają sobie własne poglądy i przekonania wzajemnie nie akceptowalne

Takie wzajemne reakcje obłudnicy moralni obu stron sporu przerzucają się inwektywami: strona działaczy LGBT nazywa przeciwników nietolerancyjnymi homofonami, a obrońcy małżeńskiego status quo nazywają ich amoralnymi indoktrynerami młodzieży nakłanianej do akceptacji związków homoseksualnych.

Obie strony postępują wbrew cywilizacyjnej kulturze XXI wieku, bo nie powinni wymuszać akceptacji swoich postaw na przeciwnikach wbrew obowiązującemu /póki co/ konstytucyjnemu porządkowi w państwie prawomocnie uregulowanemu w ustawie zasadniczej.

Jedynie drogą konsensusu społecznego zabiegający o zmianę państwowego prawa na swoją korzyść muszą cierpliwie zabiegać o taką konstrukcję polityczną organów ustawodawczych /emanacji woli większości społecznej/ godzącej się na jakieś ustawodawcze zmiany. To jest jedyna demokratyczna droga pozyskiwania prawa dla swoich postulatów ustrojowych. Wszystko inne jest rebelią.

Kto więc próbuje omijać ową procedurę ustrojową państwa polskiego /a chętnych na takie legislacyjne skróty jak widać w Polsce nie brakuje/ ten musi się liczyć na podobnie energiczny sprzeciw tych, co nie na takie skróty nie wyrażają zgody. Więc gdy „jedni” wychodzą na ulicę ze swoimi hasłami niech się nie dziwią, że „drudzy” wyjdą z kontrmanifestacją im przeciwną.

Wiele nieporozumień występuje podczas debat z działaczami LGBT, którzy emocjonują temperaturę dyskusji o problemie ich legislacyjnych starań dotyczących zrównania związków jednopłciowych z dwupłciowymi. Najczęściej nie odróżniają oni pojęć „tolerancja” od „akceptacja”. Brak akceptacji utożsamiają z brakiem tolerancji określając ludzi nie akceptujących ich punktu widzenia „homofobami” i wręcz wrogami swojego ruchu.

Przeciwko katolikom nie akceptującym ich stanowiska często nawiązują do katechizmu KK jako przyzwolenia dla ich odmienności. W tych właśnie argumentach mylą owe kategorie „tolerancji” i „akceptacji”.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo