997. Jak w serialu
PP, genealogia terminu –nepotyzm- jest zadziwiająca. Wywodzi się ze średniowiecznych praktyk wysoko postawionych dygnitarzy/luminarzy kościoła katolickiego. Mianowicie
papieże i
biskupi starali się zapewnić pozycję społeczną i majątek swoim nieślubnym synom, określanym za pomocą
eufemizmu "siostrzeniec". Zdarzało się nawet wynoszenie takowych do godności kardynalskich, a jeden z takich „kardynałów” został nawet papieżem. Współcześnie pałeczkę owych praktyk przejęli politycy, ludzie władzy. Polega ona dziś na faworyzowaniu w obejmowaniu intratnych stanowisk, krewnych i znajomych, przyjaciół. Zastanawiam się, czy szaleństwem jest dziś sam nepotyzm, czy bardziej polowanie na czarownice, czyli nepotyczne układy. PP, załóżmy że dany minister zatrudnił, czy polecił zatrudnić kilka osób „nepotycznych”.
Że rządzący chcą mieć w swoim zespole ludzi zaufanych, to prawda niepodważalna. Z drugiej strony patrząc, ci ludzie muszą gdzieś pracować. Jeżeli więc mają kwalifikacje odpowiednie na dane stanowiska, to czemu nie mają tam pracować? Argument że różni inni są lepsi od nich, co mógłby wykazać np. konkurs, jest chybiony, bo od każdego dobrego może znaleźć się jeszcze lepszego. Problem jest w czym innym.
Jeśli ktoś jest miernota, źle pracuje, a pracuje dlatego że ma poparcie danego ministra. Otóż w takim przypadku można byłoby określić jasne zasady. W wypadku gdy nepotyczny pracownik zrobi szkodę kwalifikującą do zwolnienia, pociąga za sobą patrona, który ma obowiązek podać się wówczas do dymisji. Innymi słowy, odpowiedzialność za nepotycznych. Zatrudniaj sobie kogo chcesz, ale ty za nich odpowiadasz.
Oczywiście o odpowiedzialności polityków we wszystkich możliwych aspektach i konfiguracjach nasłuchaliśmy się już dosyć. Humbug niebotyczny. Znając bowiem ich podejście, można z góry przewidzieć że będą szli w takich przypadkach w zaparte, że nie wiedzieli że syn jego ciotki ze strony szwagra pracuje w podległym mu ministerstwie. I tu by trzeba było tylko znaleźć na nich skuteczny przywoływacz do porządku. Mógłby to być w zasadzie automatyzm. Samo wykazanie że dany pracownik który poważnie zawinił jest nepotyczny, powodowałoby automatyczne zdymisjonowanie ministra przez premiera, bez względu na to, jak by się nie tłumaczył, wiedział czy nie wiedział. Dlatego obowiązkiem ministra, byłoby przejrzeć wykaz podległych pracowników i mieć świadomość. WIEDZIEĆ, kto u niego pracuje. Bo przepraszam, czy nepotyczni to gorsi, albo, czy to nie ludzie? Powtarzam, wszystko zależy od kwalifikacji i od jakości pracy. Jeśli będą wykonywali ją dobrze, z pożytkiem dla ministerstwa i państwa, to czemu mają nie pracować? Czy może zatem dojść do takich przypadków, że dany człowiek powie: nie pracowałem przez całe życie, bo nigdy nie miałem krewniaka na stanowisku który dałby mi nepotyczne wsparcie? Jest to możliwe, ale raczej mało realne.
Dlatego mówię. Od nepotyzmów aż się roi w kraju. Zatem. Jeżeli nie możemy czegoś zwalczyć, zalegalizujmy, usankcjonujmy to. Obwarujmy tylko klauzulami odpowiedzialności. Łącznie z karną. Za doprowadzenie np. jakiejś spółki skarbu państwa do upadku. Patron zasiada na ławie oskarżonych zasiada razem z własnymi nepotantami.
Na tym temat polowania na czarownice zakończyłbym.
I tym oto opty…
Ps. Z ostatniej chwili.
Jak informuje tvp.info w zespole doradców strategicznych premiera Tuska pracują dzieci wysoko postawionych osób zaprzyjaźnionych z Michałem Bonim. Opozycja jednoznacznie mówi o nepotyzmie w kręgach premiera.
Oczywiście, tu powstaje pytanie. Jak premier /w razie czego/ zdymisjonuje ministrów, to kto zdymisjonuje premiera? Poza tym, znając kombinatorskie zdolności Polaków, minister A umieści swoich nepotycznych w ministerstwie kolegi B, a minister B swoich, u kolegi ministra A, skutkiem czego żaden z nich nie będzie miał nepotycznych. Takie antidotum na ew. przyszłe odpowiedzialności. I co wy na to? Żeby wyegzekwować jeden przepis, trzeba go obwarować stoma innymi. Ale tak jest i będzie w państwie, w którym brak i to na szczytach, elementarnej uczciwości. Może więc zatem prościej? Po prostu wrócić do uczciwości?Taki come back?
I tym oto opty…
Komentarze
Pokaż komentarze