1019. Piesiewicz story.
Jeszcze na salonie24 wałkuje się sprawa senatora Piesiewicza /Wojciech Sadurski, „Żal”, w polecanych/.
Pewnie, jak przy okazji można dokopać innym? Na przykład Wildsteinowi? Sam Piesiewicz bowiem został już tak skopany, że dla innych mało co zostało. Ale dobry chociaż jeden kopniak.
Cóż, kwestia ambicji.
Ja chciałem jednak pójść w innym kierunku.
PP, zostały obnażone pewne dewiacje. Wciąganie narkotyków, ubieranie sukieneczki, malowanie ust, przez orgiującego mężczyznę. Z establishmentu, ze sfer.
Powstaje proste pytanie. Czy to pojedynczy przypadek?
Na pewno nie. I z tego trzeba sobie zdać sprawę. Senator Piesiewicz wpadł, ale nie jest on jedyny. TAKI.
Zjawisko ma o wiele szerszy zasięg. Szczególnie W SFERACH.
Powstaje zatem drugie pytanie. A nawet dwa. Jak wielkie jest to zjawisko i w jakim procencie dotyczy osób publicznych, z kręgów establishmentu, polityki, władzy?
I tu już o odpowiedź będzie trudniej. Z prostego powodu. Jak się zna taki fakt, lepiej skasować pół miliona, lub czerpać inne, jakiekolwiek korzyści. Ustawiać głosowania.
Przebieranki czy fetyszyzm, to jedno.
Rozpatrzmy drugi aspekt. Narkotyczne upodobanie. Jak to wygląda od strony „kuchni” i do czego prowadzi?
Wtręt.
Policja w każdym mieście dobrze wie, kto dileruje i rozprowadza narkotyki. Zresztą oni sami są zauważalni. Jeżdżą dobrymi autami, dobrze żyją. I są.
Dlaczego tak się dzieje? Ano, są poukładani z policją. Różne to układy. Rzucają na żer, wydają pomniejszych lub konkurencję, czym „zaprzyjaźnieni” policjanci odnoszą sukcesy i awansują.
Nieraz samo to wystarcza, nieraz trzeba dołożyć kasy. Z tym nie ma problemu, jest z czego. Często, kasa jest na pierwszym miejscu.
Takie interesy, wspólne, to splot różnych innych okoliczności. Typu Piesiewicza chociażby. Policja dziś się wycwaniła. Diler donosi kto z polityków i innych, bierze. Policja wie. I co niszczyć go? Nie, lepiej mieć w garści. Przyda się. A jak jeszcze dochodzą dodatkowe atrakcje typu sukieneczka czy latanie nago w transie narkomańskim ze świeczką w dupie, tym lepiej. Będzie potrzebny, zagłosuje jako senator czy poseł, jak trzeba. Jak się go o to poprosi. Jak mu się każe zagłosować.
Przerażające.
Czy należałoby zatem ogłosić krucjatę, lub co najmniej, polowanie na czarownice?
Nie, bo to nic nie da.
Jeśli tak rzadko taki fakt przedostaje się do opinii publicznej, znaczy to, że jest dobrze skrywany. A to oznacza że jako społeczeństwo jesteśmy bezradni.
Nie oznacza to jednak że nie ma na to żadnego leku czy sposobu. Pierwsza rzecz to nagłośnić i odstraszyć. Chociaż, jak ktoś raz spróbował wody z Nilu…
Pozostają zatem inne, ostrzejsze metody.
Trzeba tylko chcieć.
14.12.09
ps. Casus Piesiewicz.
PP, przy całej tragedii sentora, fakt ów zaczyna być, za sprawą takich komentatorów, jak Piotr Śmiłowicz, Newsweek Polska, komiczny. Redaktor piszę m.in.:
"Na przykład właściwie dlaczego osoba publiczna musi się ograniczać w swoim życiu intymnym"
- W zasadzie nie musi. Lecz powinno się owo życie intymne, zamykać w rodzinie. Tam gdzie dewiacyjne upodobania i praktyki nie mają racji bytu.
Do połowy red pisze nawet sensownie.
„jeżeli ich upodobania są naprawdę wyjątkowe, tak jak w przypadku senatora Platformy Obywatelskiej, lepiej ich nie łączyć z działalnością publiczną”.
Ot co.
Ale, dalej redaktor Śmiłowicz pisze, zastanawia się, czy redakcja „Super Ekspresu” nie przekroczyła granic etyki dziennikarskiej, nie popełniła nadużycia.
W zasadzie zgadzam się. Tyle że, etyka obowiązuje między normalnymi ludźmi a w przypadku dewiacji może to ujawnić tylko ich kolektyw. Nie postronni, INNI.
Bo co media, red. Śmiłowicz, czy ja mamy tu, w takim przypadku, do powiedzenia?
Nie nasza sprawa.
I ostatni cytat z red. Śmiłowicza.
"Nie znaczy to jednak, że każdy przypadek ujawniania przez media prywatnych wyskoków
osób publicznych należy potępić"
Media pominę, w kwestii potępienia:
- Nie no, oczywiście. Jeśli senator czy posełek hasałby tylko sukience, nie, nie potępiamy. Lub jeśli tylko umalowane usta, też nie.
Mam tylko wątpliwości co w przypadku gdyby na ten przykład tańczył w gogo club na rurze. Wiadomo, sprawność należy pochwalić. Tylko nie wiem jak z resztą.
Ja myślę, panie redaktorze, że to wszystko dywagacje.
Trzeba pokazać takiego kandydującego w wyborach, lub nawet już wybranego, jak on tam na codzień, czy, - jak "tańczy", uszminkowanego i w sukieneczce i zapytać wyborców, czy chcą. Na przykład do sejmowej komisji etyki.
Nie no, oczywiście, trzeba zaznaczyć że tak ubrany w sejmie nie będzie występował. Chyba że za zgodą pozostałych z komisji.
Całej komisji nie zdyscyplinujemy.
Komentarze
Pokaż komentarze