1052. Prezydencki wyścig.
Tragifarsa.
No i mamy. Tusk zrezygnował z kandydowania o fotel prezydencki. Jak sam rzekł, milsza/bliższa mu realna władza, jak prezydencki pałac, okrojony z niej. Ciekawe ilu na salonie rzuci się na temat i co ciekawego/odkrywczego napiszą. Poczytam. Póki co podywaguję sam. Niewątpliwie wielka ulga dla sympatyków PiS. Inny peowski kandydat nie będzie już tak groźny. Nie oznacza to jednak że w tym momencie Lech Kaczyński stał się niekwestionowanym kandydatem nr.1 z pewną wygraną w kieszeni. Owszem, wygra, jesli nastąpi Układ. Nie ten sam może który PiS niszczył, ale podobny. I że dla swoich celów, - dobry. Bo wiecie. Układy, są złe i dobre. Tusk przemyślał i wie czego chce. Realna władza jest z pewnością lepsza od funkcji z czapeczką z dzwoneczkami. Poza tym, jeżeli nastąpi „ułożenie” z LK /czy bratem/, za pomoc w reelekcji, PO będzie miało zagwarantowaną spolegliwość. Sorry, to tylko moje fantazyjne dywagi.
Ale, niewątpliwie intencją PO jest mieć jeśli nie swojego, to spolegliwego prezydenta i na pewno taki plan /nieco sztański/ wykluł się w główkach liderów PO. Matematyka jest bowiem prosta. Jeśli nie wygra kandydat PO, na pewno wygra kandydat poparty przez elektorat PO. Kto zatem będzie tym czarnym koniem? Pozory wskazują że nie, - niezależny Olechowski. Ale, może to tylko pozory. Na L. Kaczyńskiego bym nie postawił. Brat może nie dotrzymać umowy. Wszystko zależy jeszcze od tego kogo wystawi PO. Jednakowoż, kogo by nie wystawiło, wydaje się że po tej decyzji Tuska, karty w temacie - wybory prezydenckie -, są już rozdane. Tylko społeczeństwo jeszcze o tym nie wie. Ale się dowie. Po. Jak zwykle.
I tym oto opty…
28.01.10





Komentarze
Pokaż komentarze (3)