65 obserwujących
1203 notki
1196k odsłon
  314   1

Szkoła Czarnka - polemika z Kataryną

Największa gwiazda blogerska S24 opublikowała na wp.pl opinię krytykującą "szkołę Czarnka". IMO Kataryna myli się, praktycznie we wszystkim

a. Pierwszy zarzut to nie wykorzystanie wakacji do przygotowania nauczycieli do pracy zdalnej - głównie pod względem metodycznym.

Zarzut chybiony. Nauczanie zdalne trwa już dwa lata. W tym czasie każda szkoła i każdy nauczyciel wypracował sobie już i swoje sposoby i oprzyrządowanie. I gdyby teraz w wakacje ministerstwo wyskoczyło ze swoim pomysłami, to dopiero byłby błąd. Moim zdaniem nikt nie słuchałby ich, a jedynie klął. Bo na takie rzeczy to czas był znacznie wcześniej, nie teraz. 

Moim zdaniem p. Kataryna nie bardzo też rozumie jak bardzo zdecentralizowana jest dziś szkoła w PL. Jeśli chodzi o instytucje zewnętrzne to najwięcej do powiedzenia w szkole mają wójtowie i wydziały oświatowe poszczególnych miast, nie ministerstwo. Przypadkiem miałem okazję kątem oka przyjrzeć się jak podchodzono do tego w Austrii. Na początku ci nauczyciele niezbyt wiele robili, czekali na władze. Potem władze dobrały im programy, wyszkoliły i posługiwali się nimi sprawnie. W PL odwrotnie. Szkoły i bardziej kumaci nauczyciele sami dobrali sobie aplikacje, sami podszkolili potem koleżanka od koleżanki, szkoła od szkoły, jakieś grupy facebookowe. I zafunkcjonowały aplikacje googla i microsoft, zoomy, webexy, discordy, quizizzy, testportale i wiele innych. Jakby teraz ministerstwo chciało to wszystko spinać w coś nowego to śmiech na sali. I to jest plus zdecentralizowanej edukacji: szybka reakcja - szybki plaster. Wada natomiast jest taka, że skoro już się jakoś zaradziło i zaklajstrowało to się zwykle na tym poprzestaje. Inaczej w scentralizowanej Austrii, tam czas reakcji był wolny, ale potem następowało konsekwentne doskonalenie się w wybranych elementach i metodach. Ale aby tak działać to musi być inny model edukacji - silnie scentralizowany czyli taki jaki Czarnek postuluje.

b. Kolejny zarzut jaki stawia Kataryna to niezadbanie o tysiące dzieci, które podczas pandemii "wypadły z systemu". I tutaj ex-blogerka myli się. Ministerstwo zadbało o nich w trakcie roku. Szkoły miały obowiązek pożyczać sprzęt, w krańcowych przypadkach organizować lekcje w szkole a przede wszystkim na bieżąco interweniować jeśli chodzi o frekwencję. Smutna prawda jest taka, że nie będzie frekwencji 100%. Rok w rok część uczniów "wypada z systemu" bo po prostu nie chodzą do szkoły. Albo mają taką sytuację rodzinną, albo im się nie chce, albo wolą coś bardziej interesującego: np. grać w gry komputerowe. 

Są też tacy, którzy nawet jak są w szkole, to i tak "wypadają z systemu", bo go najzwyczajniej mają w nosie, i wolą np. przeszkadzać i dokuczać innym, a system jest tego rodzaju, że za bardzo nie ma bata na takie zachowanie oprócz przekonywania rozmową (i gdyby taki zarzut podniosła Kataryna, to oczywiście poparłbym go jako zasadny do ministra).

c. Następnie Kataryna boleje nad losem p. Judyty - nauczycielki z powołania, jak wynika z jej twitera - której "szkoła Czarnka" zabrała radość uczenia. I pytanie do kogo jest to zarzut? Bo czegoś takiego jak "szkoła Czarnka" nie ma w realu. Czarnek jest ministrem trochę ponad 1 semestr, w tym czasie jego jedyna reforma oświatowa to czasowe obniżenie wymogów egzaminacyjnych. I nic więcej. Teraz ma wejść coś nowego od 1 września. Zobaczymy co to będzie. Cała "szkoła Czarnka" to byt wirtualny: feuerbachowski diabeł utkany z samych złych myśli, którego przystrojono twarzą profesora z Lublina i okraszono pojedynczymi zdaniami wyrwanymi z jego wypowiedzi. Nie Czarnek jednak tego feuerbachowskiego diabła stworzył. Od tego są znacznie wybitniejsi specjaliści.

d.  Brak nauczycieli. Rzeczywiście tak jest, że w dużych miastach jest więcej etatów niż nauczycieli i niewielu specjalnie się garnie by te etaty zapełniać. Zawsze tak jest we wrześniu. Nie słychać jednak o tym, z powodu braku nauczycieli nie odbywały się lekcje. A ogłoszenia o etatach nauczycielskich na prowincji praktycznie nie występują. Tak to już jest, od kilku lat. I kadencja Czarnka nie przyniosła tu dotąd zmian. 

e. "Szkoła jest miejscem coraz mniej przyjaznym nie tylko dla uczniów, ale i dla nauczycieli, których własny minister szanuje dwa razy w roku – na uroczystej inauguracji roku szkolnego i w Dzień Nauczyciela." Jeśli chodzi o pierwszą część tego zarzutu to można się tylko uśmiechnąć. Bo o tym jak szkoła jest przyjazna i dla kogo, to najwięcej ma do powiedzenia dyrektor - jak zresztą w każdym zakładzie pracy. Szkoła nie jest tu wyjątkiem. A kto wybiera dyrektora, czyż nie minister (poprzez kuratorium)? Otóż nie. Wójt. Minister decyduje o systemie nauczania, ale ten nic nie zmienił się od czasów PO.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale