Tak w skrócie opisać można tezę artykułu P. Gursztyna w Rz. dotyczącej przyszłości mudżahida z (obecnie) PO. Gursztyn prorokuje Zdradkowi sukcesy w partyjnej nomenklaturze do jej wiceprzewodniczącego włącznie. Głównym walorem Zdradka miałaby być "niemożliwość stworzenia własnego obozu". Nielubiany przez partyjny establishment Zdradek byłby czymś w rodzaju nowej szlachty Ludwika XVII. Mógłby pełnić ważne i wysokie funkcje z nadania szefa i być z nich natychmiast usunięty gdyby ten zmienił zdanie. A właściwie przesunięty na inne stanowisko.
Tego typu postacie potrzebne są w każdej wielkiej partii. Czy jednak Zdradek jest ku temu odpowiednim kandydatem? W strategii krótkoterminowej na pewno. Jednak Zdradek jest w PO dopiero 2 lata, a już zyskuje w tej partii najwyższe funkcje. Można oczywiście twierdzić, że jest to, podobnie jak we wcześniejszym przypadku PiS, tribute for United States, jednak, czy jest to rozumowanie do końca prawidłowe? I wylanie z PiS i polityka Zdradka w MSZ zdają się wskazywać, że w tej kwestii Zdradek idzie drogą co najmniej pokornego cielęcia. I drugą matką wcale nie jest tu miałki Donald Tusk. Po klęsce Tuska i zmuszeniu go do uległości w kwestii wyborów prezydenckich, dni Donalda na stolcu szefa PO zdja się być policzone. Figurant nie utrzyma się długo jako dzierżca rzędu dusz. Kto go w tej funkcji zastąpi?
Na razie na kandydata kreuje się poseł Kmiot znad ukraińskiej granicy. Kmiot wyraźnie stawia na prezydenturę czcigodnego Bronisława. Ile jednak wytrzyma w rozkroku z jedną nogą w małym, drugą w dużym pałacu? I czy, konserwatywna w swojej masie, PO wybierze na szefa faceta biegającego to z wibratorem, to ze świńskim ryjem? Co na to, bardziej karna w chodzeniu do urn, prowincja? Duże ryzyko.
Umoczony w, taką śmaką, aferę Schetyna, o niewyparzonym języku, nie ma emploi opatrznościowego męża stanu i małe szanse, by je kiedykolwiek zdobył.
Moim zdaniem zostaje więc Zdradek, przynajmniej jako oferta przejściowa, na czas ścierania się skrzydeł.
Zdradek nikomu krzywdy nie zrobi, choćby z tego powodu, że nie ma takiej siły. A w mediach i polskich, i niepolskich zawsze wypadnie ładnie.
Moim zdaniem przyszłością Zdradka nie jest bycie popychadłem kolejnego szefa PO. Przyszłością Zdradka jest albo szefowanie najbardziej wpływowej polskiej partii, albo najwyższe stanowiska międzynarodowe, z ramienia nowej Europy lub UE, nie wykluczając oczywiście szefa ONZ. (Obie te ścieżki zresztą nie wykluczają się).
Ścieżka trzecia, czyli kariera PO-wskiego barona, np. w bydgoskim też jest możliwa, sądzę jednak, że sam Zdradek nie zdecyduje się na nią. Nie rzuca się bowiem pereł przed wieprze, a rasowego rumaka nie przeznacza się do orki bo kapcanieje.
I Ty masz szansę poprzeć Zdradka!!!


Komentarze
Pokaż komentarze (6)