Oglądam właśnie powtórkę programu Tomasza Lisa. Przyznaję, że zaczyna mniej ogarniać lekka irytacja. Rozumiem, że i premier Mazowiecki, i prezydent Kwaśniewski to ważne postacie współczesnej Polski. Mają prawo zabrać głos w takiej sytuacji. Jednak słyszę ich już któryś raz w kolejnej rozgłośni. Rozumiem też, że politycy, naukowcy, którzy byli przeciwnikami politycznymi prezydenta mają prawo do wyrażenia o nim swojego zdania.
Ale prawo takie mają również przyjaciele Lecha Kaczyńskiego, ludzie do niego podobni, którzy kroczyli podobną jak on ideową ścieżką. Wierzę też, że prywatnie są ludźmi bardzo atrakcyjnymi. A tacy ludzie przecież są, jeszcze.
Brakuje mi wypowiedzi Andrzeja Gwiazdy, Kornela Morawieckiego, Krzysztofa Wyszkowskiego czy Antoniego Macierewicza. Dobrze, że przynajmniej senator Romaszewski gdzieś miał okazję wypowiedzieć się.
Brakuje mi głosu ludzi Solidarności, którzy tak jak Lech Kaczyński próbowali doprowadzić przemiany do końca. Sądzę, że mogliby oni powiedzieć o Lechu Kaczyńskim coś bardziej konstruktywnego niż, z całym szacunkiem, 5-6 bardzo podobna do siebie wypowiedź prezydetna Kwaśniewskiego czy premiera Mazowieckiego. Może ktoś sarkać, że to oszołomy, itd. Ale ludzie ci sprawdzili się w znacznie trudniejszych warunkach, sądzę, że sprawdzliliby się i teraz.
Życie prywatne jest ważne, jednak dla Lecha Kaczyńskiego, co udowadniał wielokrotnie, ważniejsze było życie społeczne. A to umyka. I to, między innymi każe mi ze sceptycyzmem patrzeć na deklaracje, że teraz wszyscy jesteśmy razem, potrzeba nam jedności itp.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)