"Ludzie wcale nie są tacy głupi jak sie wydaje... Są głupsi"
Tomasz Lis
Czy gen. Błasik był w kokpicie? Nie mam pojęcia. Może był może nie?
Jest jedna prawidłowość odnośnie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Jeżeli jakaś informacja ukazuje sie jako pierwsza nigdy nie jest informacją prawdziwą. Tak było z liczbą ofiar, terminem, osobami które przeżyły, podejściami do lądowania, zawartością czarnych skrzynek, wspólnym śledztwem polsko - rosyjskim, tożsamością osoby, która wchodziła do kabiny pilotów, zebraniem wszystkich szczątkow wraku i bardzo wielu innymi informacjami.
Dlaczego z informacją o gen. Błasiku miałoby być inaczej?
Po raz pierwszy mamy wyraźne, nazwane żródło informacji: Edmunda Klicha. Tego samego Edmunda Klicha, który już wcześniej był manipulowany różnymi informcjami, bądź ich brakiem.
Okolicznością, która podważa wiarygodność bytności gen. Błasika w kokpicie jest też fakt, że obwieszczona została ona w stacji stacji wyraźnie zaangażowanej w kampanię wyborczą i mającej wyjątkowo bezkrytyczny stosunek do informacji korzystnych dla jej kandydata.
Trwa obecnie spektakl, skoordynowany z występami przedstawicieli rządu, mający udowodnić, że kapitan Protasiuk był szaleńcem lekceważącym wszelkie procedury, sztukę pilotażu, ostrzeżenia kolegów, po to tylko by "przykozaczyć" przed rzekomym gen. Błasikiem ryzykując życie 100 osób i osierocenie dwójki swoich dzieci. Ten sam Protasiuk, który był jednym z najlepszych, spośród elity polskiego lotnictwa. Jednym z najtwardszych.
W to, że elitarny pilot mógł podejmować decyzje śmiałe, nawet ryzykowne, jestem w stanie uwierzyć. W to, że nie było to ryzyko kontrolowane, i że miał on psychikę szczeniaka nie jestem. Na pewno nie na podstawie spekulacji na bazie spekulacji, co obecnie ma miejsce.
"Zły to ptak, co własne gniazdo sra", mawiali przodkowie. Mam wrażenie, że część "czadowych" chłopaków i "oczadziałych" staruszków odpowiada na to: "osrać się a nie dać się".
Pozostałości z tej gry przylgną do nas wszytskich.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)