Co oznaczałaby wygrana Komorowskiego?
Zmian raczej nie będzie. PO utrzymałaby monopol władzy. Pojawiłoby się jedynie nowe wyzwanie: jak w sytuacji dzierżenia pełni władzy wyjaśnić, że nadal PiS nie pozwala na reformy i "modernizację". A może po prostu usłyszymy, że "modernizacja" dokonała się? Pewne wskazówki daje nam w tej mierze apel Bronisława Komorowskiego o 500 dni spokoju. Może więc o modernizacji ma być cicho, aż się ona dokona? I w trakcie wyborów parlamentarnych dowiemy się, ze jest juz tak zaawansowana, ze kazda zmiana zepsuje wszystkie wielkie dzieła właśnie dokonywane?
Z kwestii ważnych, gdyby potwierdził się ten wynik, śledztwo smoleńskie jest już raczej zupełnie pogrzebane.
Zwycięstwo Komorowskiego oznaczałoby też jeszcze jedno. Triumf postpolityki nad polityką. W ten sposób demokracja zyskuje nowy wymiar, zbliżający ją ku Huxleyowskiej utopii.
Ciekawi mnie dlaczego ludzie głosowali na Komorowskiego? Ten człowiek, choć ma ładną biografię, na prezydenta nie nadaje się. Rozumiem, że to raczej głos na całą PO.
Miejmy nadzieję, że lemmingi, a okazuje się, że to one stanowią o tym, kto rzadzi w Polsce, poprowadzą nas ku lepszej przyszłości.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)