Gazeta Wyborcza opublikowała bardzo ciekawy artykuł omawiający raport Komisji Europejskiej, porównujący zarobki 14 kategorii zawodowych w 13 europejskich stolicach. Autor artykułu zastanawia się nad losem polskiego nauczyciela, którego pensja systematycznie maleje znajdując się aktualnie na 4 od końca pozycji. Moim zdaniem najcenniejsza w całym artykule jest źródłowa, jak sądzę, tabela, widoczna poniżej.

W tabeli uderzyły mnie dwie rzeczy pierwsza i najważniejsza z nich to rozziew w polskim społeczeństwie. Wyrażnie zaznaczają się tu trzy grupy społeczne. Pierwszą z nich nazwałbym klasą robotniczą. Mieszczą się w niej zawody od robotnicy w fabryce po robotnika wykwalifikowanego (z nauczycielem oczywiście mniej więcej w środku między nimi) siła nabywcza zarobków tej grupy mieści się między 1 a 2 tys. zł miesięcznie. Klasa robotnicza przechodzi płynnie w klasę średnią (2,5 do 3 tys. zł, 3 kategorie) a nad nimi wyłania się elita (4-6,5 tys. zł miesięcznie jeśli chodzi o siłę nabywczą zarobków). Najlepiej uposażona grupa (dyrektorzy, kierownicy) zarabiają 2 razy więcej niż klasa średnia i od 3 do 6 razy więcej niż klasa robotnicza. Jak tego typu proporcje kształtują się u bliskich nam historycznie i geograficznie Czechów? Tam pensja dyrektora jest jedynie 2 razy większa niż najgorzej zarabiającej robotnicy fabrycznej. A jak we wzorcowej dla nas Irlandii? Tam dyrektor zarabia ponad dwa razy niż robotnica w fabryce, a najlepiej zarabiający pracownik marketingu 3 razy więcej niż robotnica. W ogóle i czeskie i irlandzkie społeczeństwo (może poza marketingowcami) wyłaniają się tu jako społeczeństwa właściwie płaskie, bezklasowe. Takie, w których najlepiej sprawdza się demokracja. Społeczeństwo polskie? Cóż pierwsze skojarzenia jakie mi przychodzą na myśl, biorąc pod uwagę różnice między zarobkami, to feudalizm albo wczesny kapitalizm.
Druga rzecz jaka mnie uderzyła to liczby bezwzględne. Siła nabywcza najgorzej uposażonej czeskiej robotnicy to 8,1 tysiąca dolarów, czyli blisko 2 tys. zł miesięcznie, a czeski dyrektor zarabia nieco mniej niż 4 tys. zł. Czyli tam gdzie się kończy polska klasa robotnicza tam się zaczyna społeczeństwo czeskie, a gdzie społeczeństwo czeskie się kończy tam zaczynają się zarobki polskich elit.
Jakie stąd wnioski? Pierwszy rzucający się w oczy to cywilizacyjny. Podczas gdy Czesi są już społeczeństwem zachodnim, z płaską strukturą społeczną, to my, Polacy, ciągle jeszcze jesteśmy w Azji i niewiele jest symptomów wskazujących na zmianę tej sytuacji. Nic dziwnego, że zachodni bankierzy inaczej traktują rynek polski a inaczej czeski. Swoją drogą zazdroszczę Czechom, myślę, że powinniśmy się od nich uczyć jak transformować państwo. Drugi wniosek jest natury politycznej. Pozostawiając na boku kwestie przepisów i formuł, a skupiając się na istocie systemu ustrojowo – politycznego czyli władzy, zasadnym wydaje się postawienie pytania, czy my, Polacy żyjemy jeszcze w demokracji czy już w oligarchii? Jakie bowiem szanse na przebicie się do elity ma przedstawiciel klasy robotniczej dysponując środkami od 3 do 6 razy niższymi? Ponadto gros tych środków pochłania utrzymanie praktycznie uniemożliwiając większe oszczędności? Nic dziwnego, że Ci , którym się mimo wszystko udało skupiają się głównie na budowie sytuacji materialnej swojej i swoich bliskich przecinając więzy łączące ich z przedstawicielami własnej do niedawna grupy społecznej. A dzieci klasy robotniczej? Droga wiodąca do elit to przedsiębiorczość lub edukacja. Przedsiębiorczość to cecha wrodzona, a edukacja.. Jak wielkie szanse na zwycięstwo ma absolwent niedoinwestowanej szkoły kształcony przez kiepskoopłacanych nauczycieli w konkurencji z przedstawicielem elity, który oprócz wachlarza lekcji prywatnych ma do dyspozycji koneksje rodziców i ich know-how? Nie od dziś mówi się, że posady adwokatów przeznaczone są dla dzieci adwokatów o notariuszach nie wspominając. Ciekaw jestem czy w Czechach jest podobnie.

Na zakończenie pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki czas, gdy poziom zarobków polskiego nauczyciela osiągnie poziom zarobków czeskiej robotnicy fabrycznej, a może nawet, kiedyś w przyszłości, czeskiego nauczyciela.
PS
Czy ktoś zna link do raportu opisywanego w Gazecie?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)