Z górą tydzień temu rząd ogłosił cięcia budżetowe na sumę 17 mld zł. Co będzie cięte? Kto straci? Wydawałoby się, że będzie to najważniejszy temat dla mass mediów. Wrzuciłem w wyszukiwarkę hasło cięcia budżetowe, owszem można znaleźć fragmentaryczne dane. Policja nie ma na paliwo i na wynagrodzenia dla agentów, to samo służby specjalne (dziennik), nie będzie inwestycji w sektor IT, sześciolatki nie pójdą do szkół. 10 mld to oszczędności realne, 7 wirtualne. Tyle znalazłem. Jeszcze wypowiedź pana Nowaka, że cięcia nie dotkną ludzi. Nie wiem czy to tajemnica, na co państwo nie wyda a wydać miało? Może temat mało ważny?
Słucham debat publicystów, salon prasowy , audycje tvn o 21 temat cięć oczywiście jest poruszany, omawia się w nim kwestię, czy politycy powinni zrzec się subwencji budżetowej, sprawę którą skwitować można jednym słowem: hahaha. Brawa dla ekspertów medialnych rządu, pokazują, że nie biorą pieniędzy za friko.
Niemniej kwestia subwencji dla partii stała się okazją do długich debat. Najbardziej zdziwił mnie głos Piotra Najsztuba. Najsztub, być może błędnie, kojarzył mi się zawsze z opcją liberalną , ale mocno lewicującą. Tymczasem w niedzielę oznajmił on, że jest zwolennikiem tego, by partie polityczne utrzymywały sie ze składek członków. Spróbujmy wyobrazić sobie co tego typu zmiana przyniosłaby w praktyce. Nie znam statystyk ale wydaje mi się, że bardzo wielu Polaków ma pensje poniże 2000 zł netto. Ilu z nich zdecydowałoby się łożyć na partie polityczne? Nietrudno wyobrazić sobie skutki długookresowe. Przetrwałyby jedynie partie wspierane przez duży biznes, może jeszcze coś ojca Rydzyka. Jeśliby nawet istniały inne organizacje, to jakie miałyby one szanse w boju ze wspieranymi przez biznes profesjonalistami?
Obecny system daje politykom finansową niezależność, tym samy mogą sobie sami wybierać czyje interesy chcą reprezentować. Jedna partia stawia raczej na tych bogatszych, druga na uboższych. Jest to zapewne podział trwały i szczery, a na pewno ma szanse takim być. W systemie proponowanym przez Najsztuba oczywiście nie zniknęłyby hasła socjalne, ale decydenci byliby lojalni wobec sponsorów, o ile oczywiście chcieliby przetrwać. Zmienić mógłby to jedynie gwałtowny przyrost zamożności Polaków, a na to się nie zanosi.
Bardziej prawdopodobna jest więc strategia krótkookresowa. Znieśmy subwenje, zrobi się luz, być może partia lewicy laickiej przebije się do sejmu. Co wówczas? Mam wrażenie, że dla przedstawicieli tego kierunku problemy pierwszoplanowe to prawa homoseksualitów, zwierząt, roślin, równouprawnienie kobiet, a sprowadzając to do jednego ogólnie zwalczanie chrześcijańskiego modelu życia, katolickiego w szczególności. Wzrost poziomu zamożności choć akcentowany będzie tu na dalszym miejscu, przynajmniej w sercu. Jakie byłyby losy takiej partii? Z całym szacunkiem, walka o prawa tych i owych to problem rozgrzewający umysły społeczeństw pełnych brzuchów, a w Polsce wielu ludzi żyje na granicy ubóstwa, a bardzo wielu to ludzie niezamożni. Sądzę, że społeczeństwo wyczułoby fałsz i partia taka mogłaby przetrwać wyłącznie skutkiem petryfikacji systemu przy pomocy subwencji budżetowych. Myślę że red. Najsztub byłby wówczas w pierwszym szeregu tych, którzy chcieliby ich przywrócenia. To byłaby hipokryzja.
43
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)