Temat tej sesji plenarnej był trudny i jak się okazało z wypowiedzi zaproszonych gości – trochę niechciany. Omijano odpowiedź na tak postawione pytanie. A skoro politycy zamykają usta – to znaczy, że taki rząd na dzień dzisiejszy to wysoki stopień abstrakcji.
Unia Europejska w ostatnich latach to była i jest nadal historią sukcesu. Ale z drugiej strony każdy niemal każdy zdaje sobie sprawę, że jesteśmy teraz w sytuacji krytycznej i musimy zdać sobie sprawę, ze taka zła sytuacja jeszcze długi czas się utrzyma – przestrzegał Wilhelm Molterer, Wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Kłopotem dla wzrostu, dla rozwoju UE jest dług publiczny. Drugą bolączką Unii jest brak prawidłowego zarządzania gospodarką. Rynki w krajach członkowskich potrzebują silnych i stabilnych ram, a tych ciągle nie ma. – Weszliśmy w XXI wiek, a stosujemy narzędzia z XIX-wieczne – mówił. Nie możemy też skupiać się na Starym Kontynencie, trzeba uważnie obserwować to co dzieje się w Chinach, Indiach i na podstawie tych danych konstruować zmiany w temacie zarządzania.
Kolejne problemy w UE dotyczą braku wspólnej polityki finansowej, wspólnej polityki fiskalnej i odpowiedniego nimi zarządzania. I to jest najważniejsze dla Europy wyzwanie. Potrzeba mocniejszej Komisji Europejskiej i reorganizacji Rady – sugerował Molterer. Zwrócił uwagę na potrzebę nowych instrumentów europejskich, nie nazwał ich jednak wspólnym rządem.
Także Wiktor Juszczenko, były premier i prezydent Ukrainy ominął temat. Szczycił się tym, co Ukraina zrobiła w ciągu ostatnich 20 lat. Nazwał ten okres najważniejszym w całej historii kraju. – Miałem marzenie dogonić Polaków w inwestycjach. Staliśmy się krajem bardziej europejskim – inaczej się ubieramy, inaczej mówimy, inne mamy marzenia. Jestem optymistą i wierzę w ukraińskie możliwości. Ukraina zmierza drogą niepodległego państwa. Żaden reżim już tego nie zatrzyma i będziemy zbliżać się coraz bardziej – człowiek wolny to człowiek bardziej produktywny – twierdzi Juszczenko. Jego dylematem jest jaką część suwerenności można przelać do instytucji federalnej. Po latach zależności od ZSRR i później w podobnym wymiarze od Rosji – trudno nie podzielać tych lęków.
Ene Ergma – pani Marszałek z Estonii najodważniej zakwestionowała potrzebę wspólnego rządu. – To co nam potrzeba to silne rządy krajowe, które powinny realizować, to do czego zostały powołane. To była opinia z pozycji małego kraju ale o sporej sile zarządzania. Estończycy poradzili sobie sami, są w ścisłej czołówce, mogą – przynajmniej przez chwilę – mówić damy radę, niech nam Bruksela nie przeszkadza. – W Europie nie dbamy o przyszłość, na bieżąco przejadamy środki, które mogą się przydać w kryzysie. To krótkowzroczne – przestrzegała. I poruszyła jeszcze jeden temat, niezwykle ważny, który w dyskusji pojawił się jeszcze kilka razy później – Ludzie muszą mieć zaufanie do instytucji europejskich, do sensu całej Unii - zauważyła. Tak, to rzeczywiście podstawa działań u podstaw, bez których cała reszta może okazać się banką mydlaną. Ten kierunek myślenia – budowanie świadomości wspólnej Europy – wcale nie jest domknięty. Jest daleki od ideału. Budując rząd federalny warto dołożyć starań aby funkcjonował on w płaszczyźnie europejskiej sensu stricte, w świadomości „narodowości” europejskiej.
A jak patrzy na Unię Ameryka? Peter Chase, Dyrektor Izby Handlowej na Europę zaczął skromnie, ze jego kraj nie jest obecnie wzorem do naśladowania przez UE. USA też ma kłopoty, też musi myśleć nad reorganizacją zarządzania. – Instytucji europejskich nie powinno być więcej tylko te które już są powinny być lepsze – mówił bez ogródek. Dla pokrzepienia przyznał, ze decyzje Unii w czasie ostatnich 2,5 roku były dobre, dostosowane do potrzeb kryzysu. Co ciekawe kryzys, z którym się Europa boryka nazwał …oznaką sukcesu wspólnej gospodarki, wspólnego rynku. Nie było w tym cienia ironii.
Eduardo Cabrita skupił się na narzekaniu. Jego Portugalia znalazła się na krawędzi i trudno nie rozumieć takich emocji. – Europa zawsze działa za późno, co najmniej o kilka miesięcy. Irlandia, Portugalia, teraz Włochy. Przede wszystkim Europa powinna zmienić sposób podejmowania decyzji, powinna wprowadzić konsolidację fiskalną. Bez tego ani rusz – komentował rozżalony.
Także Cimoszewicz kwestionował potrzebę wspólnego rządu na poziomie Unii. – Nawet gdybyśmy mieli rząd centralny, nie mam pewności, czy wszystkie problemy rozwiązane by były na czas. Na dziś taki rząd nie jest potrzebny. Prognozował, że w następnych dekadach pozycja Europy stanie się mniejsza. – Potrzebna nam jest większa współpraca z USA – mówił. Ale musimy być silnym partnerem. Kiedy Barack Obama odwołał swój udział w szczycie europejskim w Hiszpanii, stało się jasne, że bardziej interesuje go Londyn i Paryż niż miałka Unia, byt nie do końca ukształtowany.
Marek Tomalik


Komentarze
Pokaż komentarze (5)