Szatan w gnozie katarów
Jak podaje Di Nola (Kraków 1997) – w bazylejskiej bibliotece uniwersyteckiej znajduje się anonimowy traktat z ok. 1450 r., według którego szatan objawiał się na zebraniach katarów w postaci człowieka lub kota. Adepci składali mu hołd całując go w narządy płciowe.
Później lista zarzutów postawionych katarom znacznie urosła. Pojawiły się na niej takie pozycje jak sporządzanie trującej maści m.in. z tłuszczu dzieci i mazi z trupa mężczyzny o rudych włosach, najlepiej katolika zabitego ukąszeniami jadowitych węży, a potem powieszonego na palu głową w dół, czy zabijanie dzieci dla uzyskania tłuszczu do nacierania kija od miotły (Di Nola 1997). Nie wiadomo jednak, czy miotła taka miała służyć do latania.
Informacji o faktycznym podejściu katarów do szatana może nam dostarczyć np. artykuł Rene Nelli, „Katarskie odczytanie Ewangelii według świętego Jana” („Gnosis”, nr. 9, maj 1996). Przytaczam przedstawioną tam katarską wykładnię biblijnego wersetu: „Wszystko, co powstało w nim – było życiem” (str. 21). „Katarowie uważali, że inne rzeczy, które nie były ani życiem, ani światłem, zostały stworzone poza Bogiem, czyli przez Diabła. W taki właśnie sposób rozumie ten werset autor katarskiego traktatu cytowanego przez Duranda z Huesci. Pisze on na ten temat: ‘Jan powiedział w Ewangelii: Wszystkie rzeczy powstały przez niego, a bez niego powstało nihil (quasi-niebyt)’. O tym, że mówiąc to miał na myśli tylko rzeczy duchowe i dobre, świadczy dodane zaraz później zdanie: ‘(Tylko) to, co powstało w nim – było życiem’. Jest oczywiste, że dla katarów istniały dwa przeciwstawne rodzaje omnia (wszystkiego): omnia bona (ogół dobra) i omna mala (ogół zła), a także, dwa światy: świat Światłości i świat Ciemności.” Oto jeszcze dwa zdania z ww artykułu: „ Cechą ‘doskonałego’ katara była świadomość, że nie należy on do szatańskiego świata, oraz zdecydowana wola usunięcia się z niego. W Ewangelii Jana, Chrystus pokazywał mu drogę, którą należy podążać: odsłaniał przd nim jego niewolę i dostarczał środków do uwolnienia się z niej.” (s. 21).
Katarowie – nazywający samych siebie „dobrymi chrześcijanami” - prowadzili bardzo ascetyczny tryb życia. Nie mogli składać przysiąg, kłamać, w jakikolwiek sposób uczestniczyć w sprawowaniu władzy, pod żadnym pozorem zabijać (również zwierząt), jeść mięsa i produktów zwierzęcych. Obowiązywał ich ścisły post i surowe reguły modlitwy. Praktykowali całkowitą wstrzemięźliwość seksualną. Kościół jednak ścigał ich bezwzględnie. Papież Innocenty III w latach 1209 – 1229, a więc na długo przed ukazaniem się bazylejskiego traktatu, prowadził przeciw katarom krucjatę. Jak pisze Gerald Messadie (Warszawa 1998) – właśnie z tej wyprawy pochodzi słynna kwestia Arnolda Amaury, przeora Citeaux we Francji, który na czele krzyżowców zdobył miasto Beziers. Na pytanie, jak odróżnić katolików od heretyków odpowiedział: „Zabijajcie wszystkich, Bóg swoich rozpozna!” (G. Messadie, „Diabeł”, Warszawa 1998, s. 407). Papież Grzegorz IX ustanowił przeciwko katarom inkwizycję. Samo podejrzenie o kataryzm, lub sprzyjanie mu wystarczyło, by zostać skazanym. Kary w rodzaju ekskomuniki, czy banicji szybko przestały wystarczać (Di Nola 1997, Muller 1997).
Wkrótce pozostały tylko stosy i tortury. Kuriozalna była sprawa Jeana z Tuluzy. Daniela Muller („Katarowie” w: „Heretycy”, red. Adolf Holl, Gdynia 1997, s.175) przytacza jego linię obrony następującej treści: „Nie jestem katarem, ponieważ mam żonę, z którą sypiam, i mam dzieci. Jadam mięso, kłamię i składam przysięgi: jestem zatem wiernym chrześcijaninem.”
Sami katarowie uważali się za wiernych, prawdziwych naśladowców Jezusa z Nazaretu, łącząc gnostycką interpretację Ewangelii z trybem życia pierwszych chrześcijan. Podobnie jak oni, wyrzekali się dóbr doczesnych, oczekując rychłego końca świata zapowiedzianego przez Chrystusa. Oskarżenie ich o sprzyjanie Szatanowi było więc reakcją Kościoła rzymskiego na szybko rozwijającą się konkurencję, która zyskiwała znaczne poparcie ludności wszystkich stanów w południowo-zachodniej Europie.
Inkwizycja, a szatan
„ Osądzono, iż wobec upartego zaprzeczania przez oskarżonego
skazuje się na męki tak długie, jakie będzie mógł znieść, celem
wyznania przezeń prawdy (...) zastrzegając, iż jeśli podczas
nich zemrze, dozna upływu krwi albo uszczerbku na zdrowiu
, nie nastąpi to z winy sędziów, lecz jego własnej zatwardziałości.”
Orzeczenie odczytywane podsądnym inkwizycji odmawiającym składania zeznań (Baigent i Leigh, Warszawa 2002, s. 53)
Przy okazji prezentacji zjawiska nazwanego satanizmem klasycznym oraz powyższej historii katarów zetknęliśmy się z tą nową instytucją. Interesujące byłoby przyjrzenie się: kto ją stworzył, jak i dlaczego powstała oraz – w kontekście walki dobra ze złem – jaki sposób myślenia charakteryzował jej twórców i członków. Zajmujemy się konfliktem, w którym jedna strona zdaje się reprezentować dobro, a druga zło. Czy tak było rzeczywiście?
W roku 1206 przez objęte kataryzmem południe Francji przejeżdżał Dominik Guzman, przełożony zgromadzenia kanoników regularnych przy katedrze w Osmie (północno-wschodnia Hiszpania) towarzysząc biskupowi tego miasta w drodze powrotnej z Rzymu. Wpływy katarów były duże, gdyż jak już wspomniałem ich postawa była znacznie bliższa postawie Jezusa, niż postępowanie hierarchii kościelnej. Guzman oburzony takim stanem rzeczy utworzył grupę wędrownych mnichów, którzy mieli boso przemierzać trakty, wiodąc skromne życie na wzór pierwszych chrześcijan. Byli również oczytani – tak by mogli stawić czoła elokwencji katarów w sporach teologicznych.
Jak piszą Baigent i Leigh (Warszawa 2002), nie wiadomo co robił Guzman gdy rozpoczęła się krucjata przeciw katarom. Wiemy tylko, że brał udział w sądzeniu wielu podejrzanych o tę herezję i wielu z nich otrzymało wyrok spalenia na stosie. Guzman nie krył, że wydawał takie wyroki. Jego bezkompromisowa postawa zaskarbiła mu przyjaźń przywódcy krucjaty, Szymona de Monfort oraz popularność wśród krzyżowców. W roku 1215 przeniósł siedzibę swojego formującego się zakonu z Carcassonne do Tuluzy. Nieoficjalny jeszcze nowy zakon otrzymał nazwę: dominikanie. W grudniu 1216 papież Honoriusz III zatwierdził jego ustanowienie. Dominikanie skupili się na doskonaleniu dwóch narzędzi poszerzania wpływów Kościoła. Były nimi studia teologiczne i zbieranie informacji o poszczególnych osobach. Drugie z nich doprowadziło do wybuchów wrogości wśród mieszkańców Carcassonne i Tuluzy.
Kolejną przełomową datę w historii zakonu stanowi 12 kwietnia 1233 roku. Nowy papież, Grzegorz IX, który wcześniej był przyjacielem Guzmana, specjalną bullą ustanawia trybunał złożony z dominikanów i nadaje mu prawo sądzenia podejrzanych o herezję bez możliwości apelacji. Bezpośrednią konsekwencją tego edyktu było umożliwienie wydawania wyroków śmierci w trybie przyśpieszonym. W ten sposób najwyższy autorytet chrześcijaństwa usankcjonował metody eksterminacji heretyków wypracowane przez Szymona de Monfort. Grzegorz IX rozpoczął również proces kanonizacyjny Dominika Guzmana.
Jak piszą Baigent i Leigh (Warszawa 2002), sposób postrzegania rzeczywistości przez wczesnych inkwizytorów może nam przybliżyć dokument sporządzony przez dominikanina Wilhelma Pelhissona – a zachowany dzięki kopii wykonanej przez Bernarda Gui. Manuskrypt ten powstał prawdopodobnie w celu uświadomienia wiernym jak wielkie cierpienia inkwizytorzy musieli znosić za wiarę. Pierwszym przykładem, który chcę przywołać jest opis wydarzeń, które miały miejsce w 1234 roku w Albi: „... Stronnicy herezji nie chcięli jednak czynić zeznań i zgodnie wszystkiemu zaprzeczali. On (legat papieski Arnold Catalan – Foxx) mimo to skazał dwóch żyjących heretyków (...) i obydwu spalono (...). Skazał także parę innych osób, już wtedy nieżywych, i nakazał, by wykopano ich z grobów, a potem spalono. Zgniewani tym ludzie z Albi zamyślali wrzucić go do rzeki Tarn, lecz dzięki uporczywym namowom niektórych spośród nich puścili go wolno, zbili go jednak, poszarpali mu na strzępy odzienie i poranili do krwi twarz (...). Wiele nieszczęść spadło na ów lud za czasów brata Ferriera, inkwizytora, co pojmał i uwięził niemało z nich, niektórych zaś nakazał spalić ku większej chwale bożej” (Baigent i Leigh, Warszawa 2002, s. 26).
W grudniu 1235 konsulowie miejscy z Tuluzy wydalili siłą wszystkich dominikanów, a więc również trybunał inkwizycyjny. Natychmiast zostali ekskomunikowani. W krótkim czasie na żądanie papieża inkwizycja wróciła do miasta. Atmosferę tego powrotu oddaje kolejny opis Wilhelma Pelhissona: „... W owym czasie heretyckie praktyki wielkich panów i innych ludzi, już wtedy nieżyjących, stały się jawne, ich samych zaś bracia skazywali, wykopywali z grobów i ku pohańbieniu wyrzucali precz z cmentarzy tegoż miasta, a działo się to w obecności wikariusza i jego ludzi. Kości heretyków albo też ich cuchnące truchła włóczono po mieście, a miana ich obwieszczał na głos herold, wołając: ‘Kto tak będzie czynić, niechaj tak oto przepadnie!’. Wreszcie palono szczątki owe na Pre-au-Comte ku chwale Boga, Błogosławionej Dziewicy, Jego matki i świętego Dominika, ich sługi, który szczęśliwie dokonał tego dzieła” (Baigent i Leigh, Warszawa 2002, s. 27).
Z czasem inkwizycja znacznie się rozwinęła, a miarę jej wpływów mogą stanowić poparte oskarżeniami o herezje ataki na instytucje bezpośrednio związane z Kościołem, jak franciszkanie, czy templariusze.