Aleksander Kwaśniewski mówi, że jest podsłuchiwany, bo wie coś, czego nie chce powiedzieć. Dostał przeciek od służb, które go podsłuchują – mówi w rozmowie z "Wprost" Leszek Miller.
Na samą sprawę zwróciła niedawno uwagę Kataryna w "wątku paranoicznym". Chciałbym dodać pewien szczegół - sformułowanie o przecieku od służb, które go podsłuchują. Moim zdaniemtaka sytuacja jest możliwa tylko w dwóch wariantach:
1. W strategicznych segmentach służb wciąż są funkcjonariusze dostarczający informacji "ludziom lewicy", którzy nie mają uprawnień do takich kontaktów. Byłoby to oczywistym przestępstwem (obu stron) oraz koronnym dowodem na istnienie "mitycznego" - zdaniem wielu - "układu" i konieczność "przewietrzenia" służb specjalnych.
2. Zostały nagrane tak istotne rzeczy, że środowisko A. Kwaśniewskiego jest gotowe iść vabank, by za wszelką cenę zneutralizować wydźwięk faktów zapisanych na taśmach szumem informacyjnym i oskarżeniami o "inwigilację opozycji demokratycznej". Co to by mogło być? Dowody na popełnianie przestępstw oraz nieformalne kontakty najwyższych władz państwowych, biznesu i służb? Toż to... "szara sieć".
Ładnie.
PS Jest jeszcze trzecia możliwość. "Obyczajówka". Nie wydaje mi się jednak przesadnie prawdopodobna.