Jak możemy dowiedzieć się z dzisiejszej prasy, dwóch gdańskich profesorów głośno sprzeciwiajacych się lustracji środowiska mogło być TW. Chodzi o prof. Andrzeja Ceynowę, rektora Uniwersytetu Gdańskiego oraz prof. Józefa Włodarskiego, dziekana Wydziału Filologiczno-Historycznego tej samej uczelni. Oczywiście pierwsze komentarze zainteresowanych niezmiennie sprowadzają się do zaprzeczeń, wzmocnionych zarzutem, że ujawnienie dotyczących ich dokumentów to "zemsta pracowników IPN".
To naprawdę staje się nużące. Sekwencja etapów postępowania kolejnych osób, ktorych akta są ujawnianie stała się kanoniczna. Wygląda wręcz, jakby ktoś napisał podręcznik "step by step", zawierający szczegółowe instrukcje dotyczące postępowania w takich przypadkach.
Nie chcę komentować tego wszystkiego z pozycji przesądzającej o tym, że panowie profesorowie rzeczywiście współpracowali. Ich sprawa jednak po raz kolejny zwraca uwagę na bardzo racjonalny możliwy powód antylustracyjnego "buntu elit". Po wyborach 2005 różni komentatorzy przewidywali, że jeżeli PiS faktycznie będzie chciało forsować swoje sztandarowe projekty (lustracja, likwidacja WSI) - spotka się z wielkim oporem. Bardzo ciekawa w tym kontekście jest sytuacja, w której raport o WSI spotkał się z letnią reakcją (jak na rangę sprawy), natomiast lustracja najbardziej wpływowych środowisk (naukowcy, dziennikarze) powoduje "bunt wykształciuchów". Trudno o inny wniosek, niż taki, że - jak na razie - interesy osób i towarzystw związanych z WSI nie zostały poważnie naruszone, natomiast "elity" żyjące dotąd w błogostanie otrzymały cios obuchem w głowę (co wyjaśniałoby również "niekonwencjonalność" niektórych opinii).
Fakt, że cała ta burza ma miejsce teraz, gdy - zgodnie z prawem - należy składać oświadczenia, a nie w chwili, gdy ustawa była w parlamencie lub czekała na podpis prezydenta... nie najlepiej świadczy o wszystkich "zbuntowanych".
"Lucyfer" (łc. Lucifer) znaczy "Niosący Światło"...
Inne tematy w dziale Polityka