Foxx Foxx
70
BLOG

Bunt wykształconych

Foxx Foxx Polityka Obserwuj notkę 54

Organizacje studenckie się buntują. Właśnie zawiązany Studencki Społeczny Komitet STOP POLITYCE NA UCZELNIACH zbiera podpisy pod apelem zawierającym następujący passus:

Autorytet władz uczelni nie może być wykorzystywany do prezentowania osobistych poglądów politycznych poszczególnych osób aktualnie w tych władzach zasiadających. Niedopuszczalne jest zwłaszcza realizowanie tą drogą partykularnych interesów politycznych.

Jakie to mogą być interesy? Prof. Zdzisław Krasnodębski w opublikowanym dzisiaj wywiadzie dla "Dziennika" mówi m.in. Wiele grup inteligenckich doskonale czuło się w III RP. Nie tylko miało poczucie przynależności do opniotwórczej elity, lecz także po krótkim okresie pauperyzacji szybko zaczęło się bogacić.

Mam na myśli choćby tych nauczycieli akademickich, którzy stworzyli prywatne szkoły lub na nich wykładali, pozostając przy tym wpływowymi interpretatorami rzeczywistości. Istnieje też w części polskiej inteligencji takie pojmowanie nowoczesności i europejskości, które sprawia, że wstydzi się ona polskości. Wydaje im się, że myślenie i mówienie o sprawach Polski w kategoriach suwerenności jest przejawem prowincjonalności i zacofania.

 Gdy pojawia się rozbieżność ocen między rządem polskim a władzami Unii Europejskiej, większość intelektualistów jest z góry po stronie Unii. Do tego dochodzi poczucie zagrożenia i lęku w związku ze sprawą uwikłania w komunizm. Te środowiska przeszły nad sprawą rozliczeń z PRL do porządku dziennego. Spuściły zasłonę milczenia nad przeszłością i wygodnie funkcjonowały w takiej rzeczywistości, jaką współtworzyły po 1989 roku. (...)

Ostatnio wypowiedzi Józefa Oleksego przypomniały nam, kim są postkomuniści, kim naprawdę jest Aleksander Kwaśniewski. Kwaśniewski był bardzo popularny wśród polskiej inteligencji akademickiej. Dlaczego? Bo uosabiał jej marzenia i wyobrażenia o wielkim świecie, a zarazem był gwarantem puszczenia dawnych grzechów w niepamięć i możliwości dorabiania na boku. Widzę bardzo podobny mechanizm w polityce i w życiu akademickim III RP. Tendencję do tworzenia dobrze wyglądającej fasady pseudonowoczesności bez gębokich zmian i rozliczenia się z przeszłością. Sprawa oświadczeń lustracyjnych to pierwsze wyzwanie po 1989 roku dla środowisk akademickich, aby zmierzyć się z prawdą o sobie. (...)

Zastanawiam się, jak czuje się ktoś, kto kiedyś zgodził się na współpracę i donosił. Ile takich ludzi aspiruje - tak jak ksiądz Michał Czajkowski - do roli wychowawców młodzieży, narodu, ilu występuje w roli komentatorów polskiej demokracji i oburza się na „kaczyzm”. Do niedawna sądziłem, że tego rodzaju moralne „potknięcia” były w tym środowisku wyjątkiem. Dzisiaj zastanawiam się, czy nie była to reguła.

Ciekawe, że autorzy manichejskiego podziału na "wykształciuchów" i "chamów"/"barbarzyńców"/"mohery" w ogóle nie odnoszą się do tych aspektów III RP, uważając najwyrażniej, że - typowe dla lat '90-tych - "zamilczanie na smierć" zadziała. Nic bardziej mylnego, podobnie zresztą jak powyższy podział (o czym zresztą już pisałem). Drugi błąd to "bunt sytych". W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w poście "Zapiski spod domu generała" pozwoliłem sobie na opinię: "do momentu, gdy przestaniemy mieć do czynienia z sytuacją, gdy na ul. Ikara przychodzi kulkaset osób, z których większość jest zwolennikami opcji rządzącej, które jednak protestują przeciwko stanowi obecnemu... A opozycja wystawia kilkudziesięciu zwolenników jego zachowania - o zmianach numeracji przed skrótem "RP" nawet nie ma co wspominać". Identycznie rzecz wygląda z "buntem wykształciuchów". Poruszona lustracją profesura sprawia wrażenie rozleniwionej arystokracji, zniecierpliwionej samym faktem jakiejkolwiek próby powiedzenia "sprawdzam" odnośnie podstaw swojego świetnego samopoczucia.  Wbrew wielkiej determinacji "Gazety Wyborczej", arystokraci ubrani w gronostaje siedzą rozparci w puchowych fotelach z pozłacanymi aplikacjami i ziewając mówią: "proooteeeestuuujeeemyyy"... Tymczasem wiele osób wykształconych postrzega rzeczywistość zupełnie inaczej, niż - samozwańcze już (przyjmujące własny sens tego słowa - oderwany od wypowiedzi L. Dorna) - "wykształciuchy". Chodzi również o kwestie praktyczne, np. takie, o jakich w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" wspomina Marek J. Chodakiewicz:

Sympatia do Polski jako sojusznika na pewno istnieje. I na pewno jest większa w Stanach Zjednoczonych niż w Unii Europejskiej. Jednak w praktyce uczucie to nie zawsze przekłada się na pełne zaufanie do Polski jako partnera. Dotyczy to zwłaszcza wojska i służb specjalnych. A to są sprawy kluczowe dla bezpieczeństwa Polski.

Choć wielu może się wydawać, że skoro Polska wstąpiła do NATO i została przyjęta do Unii Europejskiej, to nasz kraj już jest traktowany jak równoprawny i równorzędny partner na wszystkich odcinkach. Tak twierdzi się oficjalnie i takie jest w kraju powszechne przekonanie o pozycji Polski. Nic bardziej błędnego. Status równouprawnienia trzeba sobie wywalczyć. (...)

Jeden z weteranów Agencji Bezpieczeństwa Narodowego powiedział mi, że "jeżeli przyjeżdżają od was ludzie, którzy mieli związki z komunistami, to jest dostateczny powód, aby ograniczać czy nawet odmawiać dzielenia się informacjami".

(jest to również pewien suplement do raportu o WSI). 
Foxx
O mnie Foxx

foxx@autograf.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Polityka