Odczekałem chwilę i wczorajsze wydarzenia komentuję dzisiaj. Nie mogę wyjść z podziwu nad rutynową niezmiennością sekwencji wydarzeń:
1. Ktoś związany z PiS traci funkcję.
2. Natychmiast dowiadujemy się o jego licznych przymiotach: premier marionetka staje się wyważonym i racjonalnym politykiem, "trzeci bliźniak" - "ostatnim bastionem inteligencji w rządzie" (mimo tego, iż to właśnie jemu zarzuca się... wydanie wojny tej grupie społecznej... a przecież sam mówił, że chodzi mu o wyłaształciuchów, a nie inteligencję...), "bolszewicki" prezes TVP magicznie przemienia się w "niezależnego dziennikarza o silnej osobowości".
3. Konkurencja wieszczy koniec PiS (senator Gowin zaryzykował wręcz tezę, że grupie najbardziej betonowych post-ZCHN-owców może z Londynu "patronować" K. Marcinkiewicz...)
4. "Newsweek" po raz kolejny "leci weekendowym newsem" - "secesjoniści założą klub parlamentarny".
"Gołębi puch" mogący w swojej kategorii być umieszczony w Sevres, jako idealny wzrór zjawiska. Nieprzychylni PiS komentatorzy nie mogą wyjść z podziwu nad ideowością grupy, która popierała takie szczytne inicjatywy, jak intronizacja Jezusa Chrystusa, czy podatek dla bezdzietnych małżeństw... czyli to wszystko, co dawało pretekst do panicznych "ostrzeżeń" przed państwem wyznaniowym, a - z perspektywy licznych wyborców PiS - było totalną aberracją. Zupełnie zniknęły z komentarzy takie wątki, jak próba zablokowania prac nad zmianami podjęta przez J.Kaczyńskiego - przedłożenie przez Zdrojewskiego wniosku napisanego przez Kuchcińskiego. Przypominam:
PO i PiS razem przeciw LPR
Szefowie klubów PO i PiS chcą wspólnie wstrzymać nowelizację konstytucji w sprawie zakazu aborcji, nad którą pracuje LPR - pisze DZIENNIK.
Szef klubu PO zgłosił wniosek o poszerzenie składu komisji nadzwyczajnej zajmującej się zmianą konstytucji w kwestii aborcji. Sprawa wywołała zaskoczenie, bo autorem zgłoszonego przez Platformę wniosku jest... szef klubu PiS. Liderom obu ugrupowań chodzi o opóźnienie prac, na których zależy Lidze Polskich Rodzin i najbardziej konserwatywnej części PiS.
Wniosek złożony przez Bogdana Zdrojewskiego zakłada poszerzenie składu dziesięcioosobowej komisji o kolejne osiem osób. "To konieczne, bo okazuje się, że materia jest bardzo skomplikowana" - mówi DZIENNIKOWI reprezentantka wnioskodawców Elżbieta Radziszewska z PO. Marszałek Sejmu Marek Jurek twierdzi, że chodzi o coś zupełnie innego. Jeśli skład komisji nadzwyczajnej zostanie powiększony, jej prace będą musiały rozpocząć się od początku.
Stąd ten nieoczekiwany sojusz PO i PiS. Kierownictwa obu partii nie chcą bowiem, by w Sejmie doszło do głosowania nad zmianą w konstytucji i wpisania do niej zapisu o ochronie życia od poczęcia. Premier Jarosław Kaczyński i Donald Tusk obawiają się, że to naruszy kompromis zawarty w ustawie z 1996 roku. Nieoficjalnie politycy LPR nie ukrywają, że po zapisaniu w konstytucji słów "Rzeczpospolita Polska chroni życie od chwili poczęcia do naturalnej śmierci" kolejnym krokiem będzie zaskarżenie tzw. ustawy aborcyjnej do Trybunału Konstytucyjnego. To na pewno roznieci zapomniany już od kilku lat spór.
Na razie marszałek Jurek odrzucił wniosek w sprawie poszerzenia komisji. "Zawierał błędy formalne" - twierdzi. "To nieprawda" - oburza się Radziszewska. Spokojniejszy jest szef klubu PO Bogdan Zdrojewski. "Przygotujemy się lepiej" - mówi. Przyznaje, że składał wniosek autorstwa Marka Kuchcińskiego.
O tej zaskakującej dziś sytuacji opowiada DZIENNIKOWI jeden z uczestników wtorkowego posiedzenia Konwentu Seniorów. "Pod sam koniec obaj popatrzyli na siebie, kiwnęli głowami i podali to pismo zdumionemu marszałkowi" - mówi.
Czy te działania oznaczają zacieśnienie współpracy między PO i PiS? Pytany o to Bogdan Zdrojewski odpowiada rozłożeniem rąk: "Czekam na sugestie" - mówi.
"Współpracą w złym" nazywają ten sojusz rozmówcy DZIENNIKA z LPR. "Zrobią wszystko, by komisja już się nie zebrała w starym składzie" - skarży się wiceszef klubu LPR Andrzej Mańka. Wśród ośmiu posłów, którzy dołączą do komisji, ma nie być żadnego z Ligi. Starania, by w ogóle w tej kadencji nie dopuścić do głosowania zmiany w konstytucji, koordynuje według naszych informacji minister w kancelarii premiera Przemysław Gosiewski.
Taktyczny sojusz z PO nie podoba się także grupie najbardziej konserwatywnych posłów PiS. "Gdyby doszło do zatrzymania prac komisji, bylibyśmy w trudnej sytuacji wobec naszych dobrych układów w Radiu Maryja" - narzeka polityk z konserwatywnej części PiS. "Roman Giertych na pewno tego nie popuści. Jeśli nie teraz, to w najbliższej kampanii" - dodaje. Zdaniem Radziszewskiej zaproponowaną przez LPR zmianę popiera tylko 8 proc. społeczeństwa. "To właśnie tyle, ile potrzeba Giertychowi do istnienia w polityce" - podsumowuje.
"Dziennik", 16.02.2007
Jednym słowem: grupa dewocyjnych posłów, związana z Radiem Maryja wspiera cyniczny projekt LPR, którego celem jest gra na podziały w PiS oraz zbicie kapitału w oczach szefa toruńskiej rozgłośni oraz jej słuchaczy. W pierwszej reakcji lider Prawa i Sprawiedliwości przeprowadza próbę proceduralnej blokady w porozumieniu z Platformą. Później "zwolennik debaty w PiS", Marek Jurek podejmuje dalsze działania. Kolejne przypomnienie:
Aborcja nadal dzieli PiS
PiS nadal jest podzielone w sprawie wpisania do konstytucji ochrony życia poczętego. Marszałek Sejmu Marek Jurek zarzuca swoim kolegom, że torpedują ten pomysł. Chodzi mu o ministra Przemysława Gosiewskiego, szefa klubu Marka Kuchcińskiego i posła Karola Karskiego - ujawnia DZIENNIK.
Spór miało załagodzić wtorkowe posiedzenie klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Kompromis między zwolennikami a przeciwnikami zaostrzenia przepisów ma dotyczyć art. 30 konstytucji - do zapisu mówiącego o niezbywalnej godności człowieka dopisano by, iż posiada on ją "od chwili poczęcia".
Zamiast zapowiadanej burzliwej dyskusji posłowie wysłuchali tylko monologu samego Marka Jurka. Przyznał on, że dostał pełnomocnictwa premiera, by znaleźć większość w Sejmie. I ostro zaatakował trzech kolegów klubowych, którzy jego zdaniem torpedują te zmiany. "Były podejmowane próby przez niektórych posłów, które miały na celu skompromitowanie tej idei, mam nadzieję, że to już więcej nie nastąpi " - relacjonuje wystąpienia Jurka jeden z posłów PiS.
Jurkowi chodziło o Przemysława Gosiewskiego, Marka Kuchcińskiego oraz Karola Karskiego. To oni popierali wniosek Platformy o poszerzenie składu komisji nadzwyczajnej do zmian w konstytucji o osiem osób. Zdaniem Jurka byłoby to równoznaczne ze spowolnieniem i zablokowaniem prac nad zmianami w konstytucji.
Dyskusji nie dało się uniknąć podczas wczorajszego posiedzenia komisji nadzwyczajnej. Jej większość chciała natychmiastowego zakończenia prac. Nieoficjalnie wiadomo, że już jutro marszałek chciał poddać sprawozdanie komisji pod głosowanie.
"Dziennik", 28.02.2007
Sekwencja tych wydarzeń jasno pokazuje intencje oraz gotowość do kompromisu wszystkich zainteresowanych stron. Czynienie zarzutu wobec J. Kaczyńskiego z braku poparcia przez niego koncepcji, z którą się nie zgadzał, a dodatkowo samą inicjatywę polityczną uważał za szkodliwą dla sprawy ochrony życia poczętego, naruszającą szanowany przez niego kompromis z 1996 i jednocześnie nierealną... jest po prostu kuriozalne. Podobnie zresztą, jak dobiegające z PO ciepłe głosy pod adresem Marka Jurka. Skoro postępował tak świetnie i ideowo, trzeba było w komisji go popierać, a nie - przyjmując propozycje demonicznego bliźniaka - szukać kruczków prawnych, by zablokować głosowania nad zmianami Konstytucji. Zwłaszcza, że gdyby Jurek forsował zmiany w Ustawie Zasadniczej w sposób pratykowany dotąd w parlamencie, sam rozmawiałby z Donaldem Tuskiem (i w przypadku deklaracji braku poparcia - doprowadził do nie głosowania nad wnioskami, które nie mają szansy na przejście przez Sejm, ale dla odmiany pobudzają skrajne środowiska po obu stronach sporu o stopień restrykcyjności prawa antyaborcyjnego), wszak był "trzecią osobą w państwie" i otrzymał pełnomocnictwa do zebrania konstytucyjnej większości - a Platforma była jej niezbędną częścią. Tymczasem mamy medialną "burzę w szklance wody". Dlaczego?
W ocenie postępowania marszałka generalnie zgadzam się z Galbą, jednak chciałbym coś dodać. Uważnie słuchalem wczorajszej konferencji prasowej Marka Jurka i zarejestrowałem trzy kolejne motywy:
- jego pierwotna decyzja nie była ostateczna, ale ponieważ J. Kaczyński nie dopuścił do rejtanienia na otwartej dla mediów Radzie Politycznej (informując o terminie Rady zamkniętej, poświęconej wyłącznie kwestii głosowań nad zmianami w Konstytucji) - marszałek Sejmu poczuł się "zakneblowany" i skonstatował "dławienie dyskusji". Od siebie dodam, że jasno to pokazuje, że M. Jurkowi nie chodziło o debatę w PiS, tylko o zwrócenie się do telewidzów w momencie, gdy sprawa jest jeszcze gorąca, a emocje rozbuchane, czyli... o rzecz dokładnie przeciwną, niż premierowi, mówiącemu wprost, że powstałe kontrowersje trzeba poważnie przedyskutować, gdy emocje nieco opadną (i w związku z tym nie poddaje rezygnacji M. Jurka pod głosowanie).
- nadal chce popierać rząd, gdyż jego działania uważa za pożyteczne... i od razu podaje swoją cenę: miejsce w komisji spraw zagranicznych.
- i na koniec... stwierdza jednak, że mimo wczorajszej obrazy majestatu, jest gotów do konstruktywnych rozmów z kierownictwem PiS, gdy... emocje nieco opadną.
Obawiam się więc, że wiele kometarzy o "rozłamie" w PiS może być odrobinę przedwczesnych. Marek Jurek zagrał va banque na polityczne wzmocnienie skrzydła post-ZCHN-owskiego i przegrał. Na pewno jego popularność w mediach o. Rydzyka siegnie zenitu, jednak w oczach reszty wyborców PiS wiarygodność tego polityka została mocno nadwątlona. Widzę praktycznie jedno wyjście, dzięki któremu może zachować twarz. W pewnym sensie byłoby to cofnięcie aktu zjednoczenia PiS i Przymierza Prawicy (oczywiście w nieco innym składzie) do stanu współpracy przed ww. zjednoczeniem. Pozwoliłoby to podtrzymać aktualny układ polityczny, podkreślając odrębność środowiska, które gotowe będzie składać wniosek uchwały, że np. Matka Boska urodziła się na Jasnej Górze - o ile tylko poseł Piłka taki koncept zgłosi, a Radio Maryja go poprze. Miałoby to jeszcze jeden efekt. Przy Romanie Giertychu zostałoby tylko kilka tysięcy zwolenników zbiorowego "zamawiania pięciu piw"...
Pozostaje kwestia wyboru nowego marszałka Sejmu. Jeżeli M. Jurek rzeczywiście nie chce zagrozić projektowi politycznemu, który podobno popiera - bezwzględnie powinien cofnąć wniosek o dymisję lub zgodzić się na praktyczną zamianę go na głosowanie nad votum zaufania dla niego - czyli rutynową maszynkę do głosowania, w której koalicjanci wniosek o dymisję odrzucą.
PS Zdaniem "Wprost", w przypadku przyjęcia wniosku Marka Jurka, kandydatem na zwolniony fotel jest Ludwik Dorn. Szkoda, że parytet frakcyjny w PiS nie pozwolił na przeprowadzenie takiego wariantu od początku...
Inne tematy w dziale Polityka