Spotyka się Niemiec i Polak:
- Mój praprzodek walczył pod Tannenbergiem.
- O, a mój pod Grunwaldem.
- Ale mój czynił zbożne dzieło, pokornie służąc w Zakonie Najwiętszej Maryi Panny.
- A śpiewał "Bogurodzicę"?
Przykład secesji Marka Jurka z PiS świetnie ukazuje, w jak niewielkim stopniu podejście do kwestii religijnych się zmieniło w środowiskach zbliżonych do rycerzy na białych (lub czarnych) koniach. Charakterystyczne jest również i to, że w swoim pozbawionym wątpliwości zapamiętaniu, rycerze ci z poczuciem męczeństwa, z chęcią wyżynali się wzajemnie "ku chwale Jezusa Chrystusa i NMP". OK, skoro ktoś realizuje się w taki sposób, trudno go za to krytykować. Jednak, jeżeli chce już popełniać samobójstwo - po co wciąga w to innych? Nie jest to zbyt eleganckie.
Dlaczego teraz o tym piszę? Czekałem na komentarze do "Białej księgi" Marka Jurka. Niestety, najwyraźniej w kontekście funkcjonalnego znaczenia jego secesji dla bieżącej polityki, ten, z dużą dozą prawdopodobieństwa, przygotowywany z wyprzedzeniem (nadzwyczaj częste wykorzystywanie pisemnej drogi komunikacji między często kontaktującymi się ze sobą osobiście ludźmi) wieniec z dębowych liści stracił sporo na znaczeniu. A szkoda. Wprost.pl przytacza następujące fragmenty:
(...) W liście z 14 lutego grupa ówczesnych posłów PiS, m.in. Jurek, Artur Zawisza, Marian Piłka i Dariusz Kłeczek, zwraca się do premiera, jako do szefa PiS, z prośbą o "udzielenie wyraźnego wsparcia pracom na rzecz zmiany konstytucyjnej ochrony życia od poczęcia".
Posłowie napisali w tym liście m.in., że zmiana konstytucji w sprawie ochrony życia od poczęcia byłaby "ważnym elementem budowy IV Rzeczypospolitej, jako państwa dobra wspólnego, odrzucającego obojętność społeczną, zdecydowanego w obronie potrzebujących pomocy, a szczególnie najsłabszych".
W dokumencie zamieszczono odpowiedź premiera z dnia 20.02. 2007 roku na ten list; szef rządu podkreślał, że obecny stan ochrony życia uważa za zadowalający i należy poprzeć zmianę zmierzającą do umocnienia zawartego przed kilkunastu laty kompromisu. J.Kaczyński zaznaczył, że wprowadzenie takiej zmiany wymaga "ostrożnych uzgodnień z opozycją". (...)
Fragment ten jednoznacznie rozstrzyga, kto zwolennikiem debaty w tej kwestii był, a kto nie. Sprawa ma miejsce w Roku Pańskim 2007, a nie 1410. I tylko nad pogruchotanymi zbrojami samozwańczego personelu naziemnego Szefa Wszystkich Szefów, niezmiennie powiewają podarte i ubłocone sztandary. Sekwencja ta będzie się powtarzała niezmiennie, wszak - zgodnie z koncepcją kreacjonistyczną - gwardia walcząca o zbawienie reszty ludzkości wbrew jej woli, a więc za pomocą ognia, miecza i dekretu została stworzona "raz a dobrze". Zmieniają się tylko pokolenia... No, i ewolucja w tym przypadku raczej nie wchodzi w grę...
Osądzono, iż wobec upartego zaprzeczania przez oskarżonego
skazuje się na męki tak długie, jakie będzie mógł znieść, celem
wyznania przezeń prawdy (...) zastrzegając, iż jeśli podczas
nich zemrze, dozna upływu krwi albo uszczerbku na zdrowiu
, nie nastąpi to z winy sędziów, lecz jego własnej zatwardziałości.
Orzeczenie odczytywane podsądnym (nie)św. inkwizycji odmawiającym składania zeznań
(Baigent i Leigh, Warszawa 2002, s. 53)
Inne tematy w dziale Polityka