Pan prof. Sadurski swoim wpisem o krytykach postawy Wisławy Szymborskiej w czasach stalinowskich postawił "kropkę nad i", pointując pewne powszechne obecnie zjawisko. Otóż osoby, które w najmroczniejszych czasach należały do PZPR lub aktywnie wspierały ówczesne władze, w III RP zostały wyniesione na piedestał tzw. "społeczeństwa obywatelskiego" i najwyraźniej jeszcze się nie zorientowały, że czas tej schizofrenii przeminął. Prof. Sadurski odmawia Katarynie i wielu innym osobom prawa do krytyki takich postaw. Dlaczego? Bo publikuje pod pseudonimem. Przepraszam bardzo, ale nie sądzę, żeby K. była wśród czytelników mniej popularna, niż znana noblistka, a w kwestiach politycznych na pewno ma więcej do powiedzenia. Zresztą jakiegoż wyrafinowania wymagają konstrukcje intelektualne, zgodnie z którymi:
- słowo "bolszewik" jest obelgą, ale sojusznikiem pozostają beneficjenci działań bolszewii na terenie Polski. W tym kontekście nazwanie Z. Ziobry "pierwszym bolszewikiem IV RP" przez lidera katowickiego SLD urasta do rangi symbolu.
- można porównać działania agencji demokratycznego państwa z SB i, co warto odnotować, jest to dokonywane przez autorów i zwolenników takiej wizji "społeczeństwa obywatelskiego", w którym były szef SB był pożądanym gościem na salonach, a samo postawienie szefa hunty (junty) wojskowej przed niezawisłym sądem jest przedstawiane jako zamach na jego swobody obywatelskie (!).
- do "Wiesława" Gomułki porównuje się byłych działaczy demokratycznej opozycji, a nie tych, którzy nie dość, że retorycznie bardziej go przypominają ("polskie społeczeństwo nie dojrzało do demokracji" - kto i kiedy to powiedział?), to pod względem światopoglądowym wtedy byli znacznie bliżej tow. "Wiesława", niż ich obecni przeciwnicy polityczni.
- słowo byłego aparatczyka komunistycznego miałoby mieć w kwestiach obrony demokracji ciężar gatunkowy równy opiniom Z. Romaszewskiego, czy B. Borusewicza.
Szanowni Miłosierni,
Każdy odpowiada za swoje wybory. Argument o młodym wieku wielu krytyków III RP jest chybiony z wielu powodów. Poprzestanę na jednym - znamy biografie Zbigniewa Herberta, Leopolda Tyrmanda, czy Stefana Kisielewskiego. Nie wymaga wielkiego wysiłku porównanie ich z dorobkiem Wisławy Szymborskiej, Daniela Passenta, czy Jerzego Urbana. Są to dwie alternatywne drogi w rzeczywistości PRL. Tak, jak dobrym prawem każdego jest ocena działań rządu londyńskiego, czy osób i organizacji, które w tej, czy innej formie współpracowały z niemieckim okupantem i jego polskimi urzędnikami (np. granatową policją) - równie dobrym prawem jest krytyka postaw różnych współczesnych nam osób. Zwłaszcza, jeżeli same się namaszczają na autorytety "broniące demokracji".
Proszę się więc nie dziwić, że wybór, czy stanęło się obok Państwa Gwiazdów, czy Anny Walentynowicz, czy np. kupowało mieszkania w warszawskiej spółdzielni Dembud ma pewne znaczenie w ocenie wielkich słów.
Porównywania demokratycznego państwa ze ustrojem stalinowskim, czynione ostatnio przez osoby stalinizm kiedyś wspierające miłosiernie odpuszczę.
PS Moje personalia zna p. Igor Janke. W sieci występuję wyłącznie pod tym nickiem.
Inne tematy w dziale Polityka