Minął "najdłuższy weekend nowoczesnej Europy". Zdecydowałem się przeczekać go, by zobaczyć, czy przy okazji informacji z 30 kwietnia dot. przejęcia 49% udziałów "Tygodnika Powszechnego" przez grupę ITI ktokolwiek wróci do informacji, którą w krótkiej notce w środku gazety zamieścił "Dziennik" 21.12.2006. Zanim skomentuję samo wejście właścicieli TVN w "Tygodnik", przypomnę swój post na ten temat z tamtego dnia:
-----------------------------------
Dzisiejszy "Dziennik" informuje, że w 1983 r. Jerzy Urban wystąpił do Czesława Kiszczaka z propozycją, by Mariusz Walter zajął się "ocieplaniem wizerunku" SB, MO i ZOMO w czasie stanu wojennego.
Niespodzianka? Chyba niezbyt duża. Zanim przejdę do komentarza, przyjrzyjmy się, co konkretnie ujawnił IPN w swoim najnowszym biuletynie. Były rzecznik rządu tak określa rekomendowane zadania dla Waltera: "programowanie i realizacja czarnej propagandy, prowadzenie zręcznej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie". Jakie narzędzia Urban przewiduje dla realizacji tych celów? "Tworzenie własnych programów telewizyjnych, radiowych i reportaży, a także kompletowanie dokumentacji, którą wykorzystywaliby dziennikarze pracujący w odpowiednich środkach masowego przekazu". Z jakich powodów tak odpowiedzialny odcinek miał zostać przydzielony akurat tej, a nie innej osobie? "(...) to najzdolniejszy redaktor telewizyjny w Polsce, który przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych".
Ostatecznie ten wydział propagandy nie powstał, chociaż koncepcja Jerzego Urbana wiele mówi o sposobie myślenia zarówno jego... jak i Mariusza Waltera. Im więcej poznajemy faktów dot. funkcjonowania kluczowych dla III RP. osób przed '89, tym lepiej rozumiemy antylustracyjną histerię, która towarzyszyła nam przez całe lata '90-te. Coraz bardziej wyrazistych barw zaczyna nabierać również tło postawy niektórych mediów w kampanii wyborczej 2005. Cyrk z "autolustracją" obecnego zarządu ITI (w tym syna p. Mariusza - Piotra Waltera), który zaprezentowano publice po skandalu z Milanem Suboticem dla uwiarygodnienia TVN, staje się coraz bardziej "wyrafinowany".
-----------------------------------
Nieustanna cisza na ten temat jest zadziwiajaca. Wszak informacja z grudnia 2006 wiele mówi zarówno o preferowanych sposobach działania zainteresowanych osób, jak i ich celach. Zainteresowane strony inwestycję ITI skomentowały następująco: (za eGospodarka.pl)
- Związek jest luźny, po prostu traktujemy "Tygodnik Powszechny" jako kolejny atrakcyjny podmiot w grupie ITI - przekonuje Anna Czerniejewska, rzeczniczka ITI. Z kolei Wojciech Kostrzewa, prezes grupy ITI, podkreśla, że jego koncern zainteresował się krakowskim tygodnikiem przede wszystkim ze względu na jego grupę docelową. - Czytelnikami "Tygodnika" są ludzie samodzielnie myślący i społecznie zaangażowani. Nie chcemy tego zmieniać, niezmiernie zależy nam na utrzymaniu dotychczasowego charakteru pisma, jego samodzielności i niezależności w wyrażaniu i kształtowaniu opinii - deklaruje.
- Inwestycja zapewni nam wsparcie kapitałowe i dostęp do nowoczesnych technologii. ITI zagwarantował pełną niezależność redakcyjną i wolność w zakresie wyrażanych przez "Tygodnik" poglądów, a zarazem nienaruszalność tego wszystkiego, co określa siłę i tożsamość naszego pisma - zapewnia Krzysztof Kozłowski, prezes Fundacji "Tygodnika Powszechnego".
Chciałbym zwrócić uwagę na dwa wątki.
Pierwszym z nich jest rynkowa ciekawostka. Multikomercyjny koncern "inwestuje" w tygodnik opinii, który w 2006 średnio sprzedał się w liczbie 21076 egz. (o 23,6 % gorzej, niż w 2005) - dane: Związek Kontroli Dystrybucji Prasy. Przypominam, że mówimy o firmie, której ówczesny prezes - Mariusz Walter, komentując zachowawczą politykę inwestycyjną ITI we właśnie zakupioną wtedy drużynę pilkarską Legii Warszawa był łaskaw stwierdzić: "trzeba jeść łyżką, a nie chochlą". Jednym słowem: "kochajmy się jak bracia, ale liczmy się jak... starsi bracia" ;). W tym kontekście wejście do "Tygodnika", czy tworzenie telewizji katolickiej z ks. Sową musi zwracać uwagę. Raczej nie chodzi o cele biznesowe... A jeżeli nie o nie, to o jakie? Czy będą wykorzystywane pomysły proponowane Jerzemu Urbanowi? I czy w całej sprawie ma jakieś znaczenie nazwisko Krzysztofa Kozłowskiego?
Druga rzecz, to wątek autolustracyjny. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że - za młodzi, by współpracować - synowie założycieli ITI nie mieli najmniejszych moralnych dylematów by dobrowolnie poddać się autolustracji. Potraktowali sprawę, jak rutynową procedurę w rodzaju uzyskania świstka z Krajowego Rejestru Karnego, poświadczającego niekaralność (jest niezbędny np. w pracy w ubezpieczeniach). Ich ojcowie jednak tuż przed wejściem nowelizacji ustawy lustracyjnej w życie, ustąpili z - objętych nią - funkcji.
Wszystkie powyższe fakty składają się w spójny ciąg zbiegów okoliczności. Ciekawe tylko, czy "nowe" katolickie media będą od "starych" różnić się tym, czym walterowcy od przedwojennych harcerzy... Czy czymś zupełnie innym.