Prasa i blogosfera kipią od komentarzy do wyroku TK. Dziwne to trochę, gdyż orzeczenie nie było żadną niespodzianką - złożony w dużej części z polityków przeciwnych lustracji i prowadzony przez prezesa skonfliktowanego z braćmi Trybunał okazał się w roli "trzeciej izby" przewidywalny jak pory dnia. Czytamy o tym, że wczoraj odbyła się jakaś "walka o demokrację", że PiS "zbliża się" lub nawet "przekroczyło" symboliczny Rubikon, tworząc "zagrożenie dla demokracji". Dlaczego teraz? Wszak zaskarżone przepisy i poglądy polityczne sędziów TK są znane od dłuższego czasu. Dzisiaj tego drugiego elementu nie sposób już podważyć. Świadczy o tym wypowiedż, której sędzia Stępień udzielił Krzysztofowi Leskiemu:
Na konferencji zapytałem Jerzego Stępnia, czy w świetle uzasadnienia jakieś szanse w Trybunale może mieć ewentualna następna ustawa - o powszechnym ujawnieniu akt bezpieki. Odpowiedź, choć dość filozoficzna, była jasna, a pointa - oczywista: Czy wszyscy muszą wiedzieć wszystko o wszystkich?
Zamiast więc uderzać "z wysokiego 'C'", warto wyrokowi i samej pozycji Trybunału w Polsce przyjrzeć się merytorycznie i na chłodno. Robi to np. Banislawa, słusznie wskazując surrealizm niektórych punktów wyroku. Mianowicie TK stwierdził, że niektóre zapisy ustawy lustracyjnej są sprzeczne z Art. 2. Konstytucji. Brzmi on następująco:
Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
Banislawa proponuje ciekawe ćwiczenie intelektualne:
Ostatnio weszły przepisy nakazujące jazdę z włączonymi światłami przez całą dobę (na marginesie jestem za). Jako zabawę, proszę o wykazanie, że jest on niezgodny z art. 2 Konstytucji (potrzebne jest krótkie uzasadnienie). Myślę, że bez problemu da się to jakoś powiązać.
Coś w tym jest. Mamy do czynienia z sytuacją, w której wykazaniu faktycznej niechlujności twórców ustawy towarzyszą zabiegi, by jej szczegółowe zapisy zestawić z ogólnymi artykułami ustawy zasadniczej - w tym wypadku: Art. 36 ust. 1 pkt 2 i 3 oraz ust. 1a ustawy z 18 grudnia 1998 r. powołanej w punkcie 47 jest niezgodny z art. 2 (...) Konstytucji. Przejdźmy do ustawy:
art. 36 otrzymuje brzmienie:Ciekawe jest, że w taki sposób utrącono jeden z istotnych punktów ustawy lustracyjnej. Zwłaszcza, że wszystkie jego dyspozycje mają odniesienia do, zgodnych z Konstytucją, regulacji określających zakres działań wymienionych w artykule instytucji. Tu powstaje pytanie: jak się ma "zagrożenie dla demokracji" przez amatorskie harce posła Mularczyka (chociaż podtrzymuję opinię, że inkryminowani sędziowie orzekaliby we własnej sprawie) do takiej stępienizacji prawa? Trudno mieć wątpliwości w kwestii, przewidywalnych jak już pisałem, intencji Trybunału. Można do tego dodać element, o którym w innym miejscu sieci wspomniał Nazgul. Jak odbierać uznanie za konstytucyjną lustracji władz szkół publicznych przy zakwestionowaniu jej odnośnie szkół niepublicznych, gdy art. 32 Konstytucji mówi:
1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Ciekawe, jak to widzą dyżurni "konstytucjonaliści"? Z zainteresowaniem czekam na ciąg dalszy. Myślę, że przy rozpatrywaniu zastrzeżeń Rzecznika Praw Obywatelskich możemy liczyć na stwierdzenie, że np. jakiś zapis dotyczący sposobu archiwizacji akt IPN jest sprzeczny z art. 3 Konstytucji:
Rzeczpospolita jest państwem jednolitym.
"Proces" Kafki się kłania. Czy z takim duchem orzecznictwa TK jest szansa, by wybrani w wyborach powszechnych parlamentarzyści mogli wprowadzić w życie np. pełne otwarcie archiwów lub lustrację w jakiejkolwiek innej formie? Nie. Ale teraz nie mam wątpliwości, że największym zauważalnym zagrożeniem dla demokracji jest instytucja, która nie weryfikuje ustawowych zapisów z Konstytucją, tylko ze światopoglądem większości swoich członków. O tym jednak w krzykliwych artykułach na pierwszych stronach gazet nie przeczytamy. Do czasu ;)
PS Ciekaw jestem treści zdań odrębnych zgłoszonych przez poszczególnych sędziów.
EDIT: Na konferencji prasowej poseł Mularczyk zwrócił właśnie uwagę na kolejną rzecz rodem z Kafki. Otóż prezes TK, wykluczając sędziów oparł się wyłącznie na roboczej notatce Mularczyka (zawierającej: sygnatury akt, pseudonimy oraz daty), nie badając akt IPN. Czyli nie przychylił się do wniosku posła o przerwę na zapoznanie się z materiałami, z własnej woli tego nie zrobił - byle tylko mógł procedować w piątek - by później zarzucić posłowi zatajenie jakichś informacji przed Trybunałem, co z właściwą sobie bezstronnością "skomentował" prof. Zoll. "Zagrożenie dla demokracji"? Look, who's talking. Świetny apel Mularczyka do Zolla - jeżeli uważa, że zostało popełnione przestępstwo, niech złoży do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Swoją drogą, ciekawe w jakim sądzie byłoby możliwe wyłączenie sędziów na podstawie odręcznej notatki przedstawiciela jednej ze stron...


Komentarze
Pokaż komentarze (58)