Nie wiem Popisowcze, z jakiego powodu przekonanie, że: Należałoby więc oczekiwać zgodnego chóru pewnej grupy publicystów (obowiązkowo z redaktorem Janeckim na czele) oraz zalewu SG salonu tekstami w podobnym (atakującym) duchu. Ciekawe, czy się doczekamy. Przypuszczam, że wątpię.", oraz "Smutne to bardzo, ale prawdziwe. Oczywiście w warstwie opisującej jakże konsekwentną postawę PiS i jego zwolenników. - ferujesz tak autorytatywnie. Dyskusja na ten temat odbyła się np. u Galopującego Majora. Pozostaje, specjalnie na Twój użytek przypomnieć co-nieco :) (oraz dodać kilka drobiazgów)
Sprawa przypominma casus Andrzeja Krawczyka, byłego pracownika Kancelarii Prezydenta - tyle, że wtedy po identycznych informacjach zbadano akta i okazało się, że nie donosił, a jednak podpisał oświadczenie. Tymczasem motyw, o którym wspominasz:
1. Opiera się na tekście, zawierającym takie informacje:
Choć w jednym z esbeckich dokumentów zaplanowano oficjalny werbunek Mąciora, to jednak nigdzie w IPN "Newsweek" nie znalazł dowodu na przyznanie mu statusu TW. Sam prof. Mącior odmówił rozmowy z tygodnikiem na temat swoich kontaktów z SB. "Newsweek" pisze jednak, że dotarł świadków - m.in. prof. Andrzeja Zolla i byłego działacza krakowskiego podziemia prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego - którzy potwierdzili, że prof. Mącior w późniejszych latach stale kontaktował się z kpt. Knapikiem.
Opublikowanym "przypadkowo" po wyroku polityków z TK, że "lustracja to zemsta". No i nie ma jak sprawdzić.
2. Pisząc o "statusie TW", "Newsweek" odnosił się do obalonej ustawy (żadna inna nie obowiązuje, bo politycy z TK uznali art. nowelizacji o uchyleniu poprzedniej za zgodny z Konstytucją...). Przypominam niesmiało, jak bardzo restrykcyjny był zakres statusu TW w nowelizacji...
3. Intrygująca jest próba "podważenia" uczestnictwa w opozycji* w oparciu o pozbawione szczegółów doniesienie prasowe dot. współpracy z SB , dokonana przez przeciwników lustracji (zwłaszcza, że - jak napisałem - "Newsweek" najwyraźniej czekał na publikację wyroku Trybunału, by dziennikarze z konkurencji nie mogli zweryfikować tej informacji - ot, wdzięk obozu antylustracyjnego w pełnej krasie :)
A oto oświadczenie Z. Ziobro z dzisiaj:
Oświadczenie Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro w związku z zarzutami kierowanymi wobec Profesora Władysława Mąciora, wiceprzewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego:
Zarzuty zawarte w publikacji tygodnika Newsweek wobec Pana Profesora Władysława Mąciora uważam za kłamliwy i oszczerczy atak na jego osobę. Profesor nie występuje w aktach IPN ani jako tajny współpracownik, ani nawet jako kontakt operacyjny. Z dokumentów IPN wynika, że SB nie odważyła się podjąć próby jego werbunku. Mimo presji, jakiej podlegali pracownicy naukowi w tamtych czasach, Profesor nie uległ i nie należał do PZPR. Był natomiast delegatem na zjazd Solidarności w sierpniu 1980 roku.
Władysław Mącior słynął ze swoich niezależnych poglądów i przywiązania do wolności wypowiedzi, z tego powodu szanowali i cenili go studenci. Narażał się tym wielokrotnie kierownikowi Katedry Prawa Karnego UJ Towarzyszowi Kazimierzowi Buchale, który, jak wskazują dokumenty IPN, był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Magister. Informacje na ten temat, w oparciu o dokumenty IPN, w 2005 roku upublicznił "Dziennik Polski". Jest wiedzą powszechnie znaną, że z powodu własnych poglądów Profesor Mącior był człowiekiem szykanowanym przez Towarzysza Buchałę. Warto wspomnieć, że mimo uzyskania przez Władysława Mąciora habilitacji już w 1968 roku, mógł on zostać profesorem dopiero w wolnej Polsce. Przyglądali się temu i akceptowali taką sytuację wiele dziś zawdzięczający Panu Buchale jego wierni współpracownicy, Profesorowie Zoll i Ćwiąkalski.
Pan Ćwiąkalski, aktywista PZPR, był asystentem Tajnego Współpracownika - prof. Buchały. Po ataku na Profesora Mąciora sądzić można, że był jego pojętnym uczniem, przyswoił sobie metody, jakimi posługiwał się TW Magister. Najwyraźniej obcowanie z tajnym współpracownikiem służb PRL zostawiło w nim trwałe ślady.
Z kolei Profesor Zoll został namaszczony przez współpracownika SB Towarzysza Buchałę swoim następcą w Katedrze Prawa Karnego UJ oraz współtworzył z nim, fatalny dla Polski, Kodeks karny z 1997 roku. Profesor Zoll zastąpił też prof. Buchałę na stanowisku przewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. Władysław Mącior wielokrotnie obnażał braki wiedzy i niekompetencję obu zaufanych prof. Kazimierza Buchały. Z tego też powodu rosła w nich niechęć, a nawet nienawiść do Profesora Mąciora. Ten bowiem przewyższał ich intelektualnie, także wiedzą z zakresu prawa karnego.
Rezygnacja Profesora z członkostwa w Trybunale Stanu wiązała się z postawioną mu diagnozą choroby nowotworowej. Z tego samego powodu wycofał się on również z działalności naukowej i współpracy eksperckiej z Sejmem.
W świetle przytoczonych powyżej faktów, oczywistym jest, że publikacja "Newsweeka" dotycząca Profesora Mąciora jest zbiorem kłamstw i insynuacji wobec niego .
Może przypomnijmy jeszcze, co o polityce kadrowej Rzecznika Praw Obywatelskich, prof. Zolla dowiedzieliśmy pod koniec 2005:
W urzędzie tym zespół Prawa Karnego opierał się na aktywistach oskarżających w PRL z ramienia Prokuratury Wojskowej. W III RP było to najlepsze miejsce pracy dla osób takich, jak: Karol Koch, Krzysztof Marczuk, Jan Malinowski, Sławomir Kaźmierczak, czy Józef Medyk (oskarżający akurat w stanie wojennym). Jak pisał Piotr Nisztor w "Gazecie Polskiej", zespół złożony z prokuratorów służących poprzedniemu reżimowi odpowiedzialny jest za "zagadnienia prawa karnego i postępowania karnego, sprawy dotyczące orzecznictwa sądowego w sprawach karnych, w tym wnioski o wniesienie kasacji, sprawy przedterminowego warunkowego zwolnienia i zarządzenia wykonania kary warunkowo zawieszonej, skargi na przewlekłość postępowania przygotowawczego i sądowego, a zwłaszcza na długotrwałość tymczasowego aresztowania, sprawy dotyczące działalności prokuratury, organów Policji i innych służb bezpieczeństwa publicznego oraz ochrony praw ofiar przestępstw".
Tacy ludzie zdaniem (o)błędnego rycerza tzw. "społeczeństwa obywatelskiego" i "standardów demokratycznych", prof. Zolla nadawali się do pracy w urzędzie Rzecznika Praw Obywatelskich najbardziej. Faktycznie - ich kwalifikacje z pewnością są coraz rzadziej spotykane na rynku pracy... (pisałem o tym tu)
Reasumując:
Chodzi o jedno - jawność. A. Krawczyk w ramach jawności został zlustrowany. Okazało się, że nie donosił. Zaproponowano mu powrót na stanowisko - nie skorzystał.
W przypadku prof. Mąciora - stanowisko jest takie: najpierw sprawdzić. Jednocześnie sam "Newsweek" pisze, że nie udało mu się trafić na najmniejszy dowód, a jednak...
Czyli:
- moment publikacji
- brak dowodów
- twierdzenia dwóch bardzo skonfliktowanych z zainteresowanym panów
- lepszy opozycyjny życiorys pomawianego, niż pomawiających.
I to mamy na dzisiaj. Wkrótce będzie mała nowelizacja, cofająca łamiący konstytucję, zaordynowany przez TK, zakaz dostępu do archiwów dla naukowców i dziennikarzy.
Do tego momentu, chodzi wyłącznie o antylustracyjną zawieruszkę. Otwarcie archiwów zbliża się tak, czy inaczej i po jakichś dwóch latach sprawa lustracji powinna być załatwiona. I o to chodzi.
Zestawianie tych spraw z sytuacjami, gdy były raporty z pozyskania współpracownika (Niezabitowska), czy podpisane oswiadczenia o współpracy (Damięcki) jest nieporozumieniem. Spokojnie czekam na wyjaśnienie sprawy. Jeżeli pan profesor okaże się współpracownikiem SB, nie będzie trzeba długo czekać na mój komentarz. Coś mi jednak mówi, że oskarżenia ferowane przez byłego członka PZPR oraz następcę TW Magistra na UJ, który później w biurze RPO zatrudniał fachowców wymienionych wyżej... Gdy panowie ci są przeciwni lustracji jako takiej... Oskarżenia te są tyle warte, co "niezawisłość" TK, a po rzuceniu rękawicy, uskutecznionym przy tej okazji wszystkim tutejszym bardziej radykalnym zwolennikom lustracji, będę mógł - parafrazując Sapkowskiego - odpowiedzieć: coś Ci upadło Popisowcze... ;)
Pozdrowienia.
* Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości mam zaszczyt przedstawić państwu kandydaturę pana prof. Władysława Mąciora na stanowisko sędziego Trybunału Stanu.
Profesor Władysław Mącior urodził się 25 czerwca 1930 r. w Szynwałdzie w woj. małopolskim. W latach 1951-1953 studiował na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na własną prośbę przeniesiony został na Wydział Prawa, który ukończył w 1957 r. Od 1 września 1957 r. pracował w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego u najwybitniejszego powojennego teoretyka prawa karnego prof. Władysława Woltera. Awansował w miarę zdobywania stopni i tytułów naukowych. I tak stopień doktora uzyskał w 1963 r., stopień doktora habilitowanego zaś kilka lat później, tj. w roku 1968. Po roku 1968 ze względu na jego postawę i negatywne stanowisko wobec reżimu komunistycznego nastąpił dla niego trudny okres, w którym m.in. nie mógł awansować. W latach 1980-1988 należał do NSZZ ˝Solidarność˝, a w roku 1981 był delegatem na I Krajowy Zjazd ˝Solidarności˝. Dopiero w roku 1989 mogło rozpocząć się postępowanie zmierzające do nadania mu tytułu prof. nauk prawnych, co nastąpiło w 1992 r.
Działalność dydaktyczną prowadził nie tylko w zakresie prawa karnego, ale także logiki dla prawników. Jest cenionym specjalistą prawa karnego o bardzo dużym dorobku naukowym i społecznym. Jest wreszcie uznanym autorytetem w zakresie prawa karnego w środowisku prawników tak teoretyków, jak i praktyków.
Pan prof. Władysław Mącior ze względu na dorobek naukowy i życiowy w pełni zasługuje na rekomendację klubu Prawo i Sprawiedliwość. Dziękuję bardzo.
Tak w 23.10 2001 r. Ziobro rekomendował prof. Mąciora na sędziego Trybunału Stanu. Nikt nie wniósł najmniejszych zastrzeżeń.
Inne tematy w dziale Polityka