Foxx Foxx
50
BLOG

Dlatego

Foxx Foxx Polityka Obserwuj notkę 16

W dzisiejszej prasie możemy znaleźć dwie interesujące wypowiedzi. "Życie Warszawy" publikuje wywiad z wieloletnim obrońcą demokracji z zaplecza Aleksandra Kwaśniewskiego. Mówi on o nim:

To błyskotliwy, zdolny przywódca, potrafiący uwodzić publiczność. Poza tym negocjujący i zbliżający ludzi skłóconych. To wystarczy do tego, by został premierem czy przywódcą bloku centrolewicowego. Daje głosy lewicy. I daj Boże zdrowie. Ale programu on nie wymyśli.

Jest to wypowiedź wyważona, chociaż w połączeniu z oceną rządów poprzedniej kadencji, nabiera większej głębi:

Nie afery wykończyły lewicę, tylko społeczne przeświadczenie, że są afery. Wydawało się, że kiedy Kaczyńscy dojdą do władzy, to wykryją korupcję polityków lewicy. Wykryli gówno. Minęły dwa lata i poza zakończonymi sprawami, zaczętymi dużo wcześniej, nie ma żadnych procesów. Afery Jakubowskiej, Starachowic (ta ostatnia to jest duperela, bo to sprawa o niedyskrecję) to nie żadne afery.

Wprawdzie tylko dzisiejszy dzień przynosi taką informację:

EKSTRADYCJA Główny podejrzany jest już w rękach polskiej prokuratury

Może być przełom w śledztwie LFO

Zygmunt N. jest już w Polsce. Przyleciał do Warszawy w piątek późnym wieczorem. W sobotę przesłuchają go prokuratorzy z Tarnobrzega.

Angielscy prawnicy biznesmena podejrzanego o wyłudzenie 21 mln dolarów kredytów na budowę Laboratorium Frakcjonowania Osocza w piątek wczesnym popołudniem przekazali polskim obrońcom podejrzanego: N. jest już na lotnisku w Londynie. Komenda Główna Policji zarezerwowała mu wcześniej bilety, tak by jeszcze w piątek biznesmen dotarł do Warszawy. Funkcjonariusze polecieli po niego do Londynu

Zygmunt N. może rzucić nowe światło na aferę LFO. Był wspólnikiem aresztowanego już Włodzimierza Wapińskiego, znajomego byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Oprócz wyłudzenia 21 mln dolarów kredytów prokuratura zarzuca N. przywłaszczenie 8 mln dolarów i ponad miliona euro na szkodę tej spółki oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentach. - Ten człowiek ma dużą wiedzę na temat afery LFO. Jego ekstradycja daje prokuraturze nowe możliwości - uważa Janusz Kaczmarek, szef MSWiA.

Tarnobrzeska prokuratura bada też drugi wątek w kwestii domniemanych nacisków Kwaśniewskiego i ówczesnych ministrów z SLD w sprawie budowy laboratorium, które w 1997 r. jako jedyne w Polsce miało produkować leki z osocza krwi. Produkcja nie ruszyła, a za niespłacone kredyty zapłacił Skarb Państwa. Zdaniem prokuratury odpowiedzialny za to był Wiesław Kaczmarek, który jako minister gospodarki w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza wydał nierzetelną opinię, która zadecydowała o przyznaniu spółce LFO poręczenia Skarbu Państwa. Jego proces toczy się przed warszawskim sądem od października.

("Rzeczpospolita")

Jednak to oczywiście wyłącznie społeczne przeświadczenie, że coś jest "nie tak". Jakby "w odpowiedzi" na słowa Jerzego Urbana, "Dziennik" publikuje tekst jednego ze zwolenników kaczystowskiego reżimu. Samo porównanie tych dwóch osób zdradza nam,  dlaczego obskurantcy poplecznicy aktualnej władzy nie mają co się mierzyć z błyskotliwą, i często ostrą jak brzytwa, elitą otaczającą przez lata Aleksandra Kwaśniewskiego. Wojciech Kilar pisze:

Chcę (...) Polski wolnej od komunistycznego dziedzictwa, bezpiecznej, dysponującej sprawnym aparatem państwowym, opartej na chrześcijańskiej tradycji, zarazem zaś otwartej na wyzwania nowoczesności. Wraz ze mną to marzenie podzielała przed wyborami większość społeczeństwa - zmęczonego seriami następujących po sobie afer i duszną atmosferą schyłku rządów SLD. Przedwyborcze sondaże i deklaracje wiodących partii wskazywały jasno, że nadchodzi czas ostatecznego rozliczenia patologii naszej transformacji i budowy nowej rzeczywistości.(...)

Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego właściwie nie doszło do zawiązania koalicji POPiS. To straceńcze pęknięcie, jakie miało miejsce tuż po wyborach, jest dla mnie kompletnie niepojęte. Nie wiem, jak od przyszłości naszego kraju mogły się okazać ważniejsze jakieś małostkowe, personalne animozje. Żadne inne wytłumaczenie, dlaczego koalicja ostatecznie nie powstała, nie przychodzi mi jednak do głowy. Widzę, że górę nad marzeniem o lepszej Polsce wzięły osobiste ambicje liderów obu partii. To zaś sprawiło, że projekt IV RP, w który wierzyłem i któremu gorąco sprzyjałem, pozostał jak na razie tylko projektem bądź niedościgłym ideałem.

Rzeczywistość jest bowiem bardzo daleka od obietnic, które zawarte były w projekcie IV RP. Powstała karkołomna koalicja, która nikogo nie cieszy - najmniej zaś chyba samego jej inicjatora - czyli kierownictwo PiS. Myślę, że liderzy tej partii przeżywają prawdziwą tragedię, gdy widzą, jak ich zamierzenia przybierają twarze Leppera i Giertycha.

Trwaniem przez nich w tym układzie jestem jednak głęboko rozczarowany. Widzę, jak pod sztandarami moralnej odnowy spacerują bardzo z siebie zadowoleni przywódcy LPR i Samoobrony. Widzę tym samym, jak idee IV RP zamieniają się we własną karykaturę. Widzę także ze smutkiem, jak z każdym potknięciem tej stanowczo zbyt trudnej koalicji coraz radośniej triumfują przeciwnicy projektu odnowy Polski. I nie mam, niestety, rzeczowych argumentów, które można by przeciwstawić ich triumfalizmowi. Ręce opadają, gdy słyszy się szydercze: "Miało być tak pięknie, a wyszło - jak zawsze". (...)

Jest też inne rozwiązanie - które być może z czysto politycznego punktu widzenia nosi w sobie element samobójczy. By jednak zachować moralne prawo do posługiwania się pojęciem IV RP, kierownictwo PiS ma jeszcze inne wyjście - zerwać koalicję z LPR i Samoobroną. I albo spróbować rozwiązania z rządem mniejszościowym, albo też po prostu pożegnać się na jakiś czas z władzą. Czasem warto przedłożyć sumienie i honor nad pragmatyzm i bieżący interes polityczny. Zwłaszcza, jeśli chodzi o dobro Polski. Obawiałbym się tylko jednego - że być może zerwanie tej koalicji utorowałoby drogę do władzy przeciwnikom projektu IV RP. Jeżeli konsekwencją takiego kroku miałby być triumf Kwaśniewskiego, niewątpliwie z dwojga złego wolałbym pozostawanie u władzy Leppera i Giertycha. Przyznam jednak, że trudno mi na to patrzeć z życzliwością

Jest to diagnoza bardzo bliska wielu wyborcom PiS i prawdopodobnie jedna z "tajemnic" stałych wyników sondaży tej partii, mimo spazmówi, jakie targają od dwóch lat media, środowiska i instytucje bliskie obrońcom demokracji. Prawda jest taka, że wyjątkowo selektywnego (nomen-omen: "wybiórczego") wzroku wymaga zjawisko niedostrzegania, że chlewik A. Leppera i latający cyrk R. Giertycha przy Bizancjum prezia prezentuje się jak zapałka przy piorunie. Zostawiam w tym miejscu ocenę nie zawiązania koalicji PiS - PO, chociaż - niezależnie od rozmaitych niuansów po obu stronach - przytaczana już wS24 czwartkowa scena jest wyjątkowo symboliczna.

Podobnie jak wiele osób, z lekkim uśmiechem czytam tyrady "na rzecz demokracji", zza których wystają twarze Dyducha, czy Czarzastego...  Urban nie jest potrzebny do stwierdzenia, że temu towarzystwu, podżyrowanemu przez "demokratów", których wieloletnia polityka nie zwracania uwagi na "duperele" doprowadziła do miejsca, w którym są obecnie... Owe "duperele" nie przeszkadzają. Dlatego, skoro po raz kolejny mogę wybrać, czy stanąć "tam, gdzie stoi" Urban, czy "tam, gdzie" Kilar - wybieram bez wahania. Jedna elita przeciw drugiej.

PS Gdzie jest pisemne uzasadnienie werdyktu polityków z TK w sprawie nowelizacji ustawy lustracyjnej?
Foxx
O mnie Foxx

foxx@autograf.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka