Dlaczego tylko budżetowa? Bo prywatna mieści się w postawach modernizacyjnych w konsekwencji wyboru miejsca zatrudnienia pod względem struktury własnościowej pracodawcy. Powtarzam - to rodzaj intelektualnej zabawy, nic wiecej. Nie odnosiłem do czasowej sekwencji kolejnych sondaży, ani do zmian przekrojów elektoratów w poszczególnych regionach Polski.
Taka jest moja propozycja na spojrzenie problem przytoczony w tytule wpisu. W sam raz do popołudniowej herbatki :)
Foxowi zaproponowałem pewną zabawę. Jako, że ostatnio jednocześnie choć całkowicie przypadkowo popełniliśmy posty na te same tematy, rzuciłem pomysł abyśmy tym razem świadomie napisali coś na jeden z góry powzięty temat.
W moim mniemaniu ma to być kolejny (który to już ?) dowód na pluralizm w salonie dodatkowo podlany lekką nuta rywalizacji. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Temat wydumał Fox, a brzmi on:
Postawy zachowawcze, a modernizacyjne w kontekście aktualnego rozkładu sympatii politycznych w Polsce"
Punktem wyjścia moich rozważań, które jak rozumiem mają dotyczyć określonych postaw polskich wyborców, jest podział owych wyborców na trzy dające się wyodrębnić grupy. Od czasów ostatnich wyborów parlamentarno-prezydenckich społeczeństwo polskie (to głosujące rzecz jasna) da się podzielić na zwolenników IV RP Kaczyńskich, zwolenników IV RP, ale już bez tego dyskretnego uroku naszych bliźniaków oraz na zwolenników III RP.
To są te trzy zręby obecnej polskiej tożsamości politycznej i wokół tego podziału od przeszło dwóch lat odbywa się chocholi taniec medilano- polityczny. Te grupy mają być więc zgodnie z dychotomią Foxa albo zachowawcze albo modernizacyjne.
Oczywiście każdy z przedstawicieli tych grup, gdyby zapytać go o to czy jest za modernizacją odpowiedziałby, że oczywiście. Pozytywna konotacja zwrotu „modernizować” jest na tyle silna, że tylko ktoś wyjątkowo czujny politycznie zadaje dodatkowe pytania na czym owa modernizacja ma wyglądać.Ale czy rzeczywiście owe unowocześnianie, reformowanie ma tylu zwolenników. Warto się na temu przyjrzeć bliżej.
W powszechnym mniemaniu zwolennicy IV RP braci Kaczyńskich uwiedzieni zostali mirażem kraju powszechnej szczęśliwości, gdzie niczym jak u Tuwima prawo zawsze prawo znaczy a sprawiedliwość sprawiedliwość. Mandat udzielony braciom K. miał być wotum nieufności wobec dotychczasowych rządów i chęcią wyjścia z Rywinlandu. Jak to słusznie zauważył Sierakowski to właśnie Kaczyńscy umiejętnie zdefiniowali Polskę i potrafili sprzedać wizerunek nie tylko surowego szeryfa, ale także dobrego gospodarza, który umie doglądać naszego wspólnego polskiego interesu. Wszyscy pamiętamy puste lodówki PO, kalkulatory polityczne PiS i pakietu ustaw którymi sejm miał być z dnia na dzień zalany.
Ten przekaz profesjonalnie podrasowany przez trójkąt Bielna-Kamiński- Kurski miał zadziałać na wyborców jak magnes. Wyborcy mieli mieć dość rządów oligarchii, dość bezrobocia, braku perspektyw itd.
Tymczasem okazuje się, że żadnych gospodarczych reform nie będzie. Gazeta Prawna sporządziła zgrabne zestawienie tego co obiecano i co do tej pory wykonano:
Obiecano, że każda rodzina będzie miała własne bądź wynajmowane mieszkanie, a w ciągu ośmiu lat powstanie od trzech do czterech milionów mieszkań
Zapowiadano przyspieszenie procedur urzędniczych, a także ograniczenie kontroli w przedsiębiorstwach. Przedsiębiorca, tworząc jedno nowe miejsce pracy, miał otrzymywać przez dwa lata w formie potrącenia od podatku CIT comiesięcznie kwotę 1 tys. zł. Pracodawcy mieli być przez dwa lata zwolnieni z uiszczania składki na ubezpieczenia społeczne.
Rządowy plan budowy dróg i autostrad zakłada, że do 2013 roku z samych tylko funduszy unijnych powstanie ponad 600 km nowych autostrad i ok. 2,2 tys. km dróg ekspresowych. Część tych inwestycji nie będzie mogła czekać z realizacją tak długo, bo musi być gotowa już w 2011 roku, tuż przed finałami EURO 2012.
Zgodnie z programem Tanie i sprawne państwo miały zostać dokonane zmiany w administracji, co miało przynieść prawie 5 mld zł oszczędności rocznie oraz około 3 mld zł jednorazowych wpływów. Zapowiadano likwidację delegatur ministra skarbu państwa, Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, Rządowego Centrum Legislacji; oddziałów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Wojskowej Agencji Mieszkaniowej czy NFZ, likwidację Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czy PFRON.
Zapowiadano wprowadzenie koszyka gwarantowanych świadczeń zdrowotnych, tworzenie sieci szpitali i dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne.
Rząd zapowiadał ustalenie, kto będzie wypłacał emerytury z II filara i rozwiązanie problemu emerytur pomostowych.
Każdy z nas może sobie odpowiedzieć co z tych planów zostało wykonane a co jest tylko na papierze. Doskonale rozumie to wykształcona część elektoratu Kaczyńskich i dlatego jako źródła rzekomych zasług PiS w gospodarce nie wskazuje żadnych ustaw gospodarczych (bo ich nie ma) tylko chwyta się populistycznej mgławicy jaką ma być powszechny strach przed dawaniem łapówek. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę prorządowy dziennikarz Wildstein, który niedawno pisał iż
zaniechanie reformy gospodarki i instytucji państwowych w sytuacji wyjątkowo korzystnej koniunktury pozostaje nieomal niezauważone. Politycznie jest to dla rządzących korzystne. Inaczej dla kraju
Mimo to Pisowi nie spada ? Dlaczego- tryumfalnie pytają zwolennicy Kaczyńskich.
Odpowiedź jest prosta.
Bo reformy gospodarcze to był tylko nieznaczny dodatek do ziobrowskiego pakietu reformy wymiaru sprawiedliwości.
Bo nawet ludzie, którzy od rana biegli głosować na Kaczyńskich nie robili tego widząc w nich drugiego antyBalcerowicza.
Bo sprawy gospodarki to nadal coś co dla przeciętnego wyborcy PiS kojarzy się zabieraniem dawaniem, a nie modernizowaniem
Bo wystarczy zmierzyć społeczną temperaturę emocji w sprawie lustracji i pakietu Kluski aby zrozumieć, że IV RP lustracją a nie pakietami stoi.
Doskonale zdają sobie sprawę z tego dziennikarze sympatyzujący z PiS, dlatego najczęściej gdy piszą coś niepochlebnego o władzy to właśnie o gospodarce. Takimi testami szkody się pisowi nie zrobi i nadal można uchodzić za rozsądnego krytyka, który oczywiście jest jak najdalej od małpiego rozumu.
Ewentualne modernizacyjne ciągoty przejawiają się więc w tęsknocie za polskim Johnem Waynem, brudnym Harrym, szeryfem co się kulom nie kłania. Taki wizerunek próbuje budowa cherubin Ziobro i przyznać trzeba iż wychodzi mu to wyśmienicie. Te ciągoty to IV RP nie jako druga Japonia tylko raczej jako drugi Singapur gdzie władza trzyma za pysk społeczeństwo i nie daje się panoszyć nieprawomyślnym gejom, lewakom i innym dziwakom.IV RP miał być krajem, który opiera się nie tyle na pragmatyzmie czy gospodarce ale na aksjologii.
To miał być kraj gdzie normy wyznacza moralność, gdzie moralność istniej ponad prawem, gdzie etyka jest prawodawcą a jaka ma być ta etyka decyduje dwóch braci.
Co z tego wyszło?
Widzę, jak pod sztandarami moralnej odnowy spacerują bardzo z siebie zadowoleni przywódcy LPR i Samoobrony. Widzę tym samym, jak idee IV RP zamieniają się we własną karykaturę. Widzę także ze smutkiem, jak z każdym potknięciem tej stanowczo zbyt trudnej koalicji coraz radośniej triumfują przeciwnicy projektu odnowy Polski. I nie mam, niestety, rzeczowych argumentów, które można by przeciwstawić ich triumfalizmowi. Ręce opadają, gdy słyszy się szydercze: "Miało być tak pięknie, a wyszło - jak zawsze".
To bynajmniej nie jakiś wykształciuch z wyborczej, sprzedajny niezlustrowany profesorzyna lecz sam kompozytor Wojciech Killar, członek komitetu honorowego Lecha Kaczyńskiego autor stwierdzenia, że „PiS to nie jest grupa kolesi, grupa kolesi to jest SLD, Pis to jest grupa przyjaciół”
Profesor kontynuuje w Dzienniku iż:
Pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego zbierają się zwolennicy dawnego układu, którzy w nadchodzących wyborach mogą okazać się poważnym zagrożeniem dla pogrążonej w wojnie domowej polskiej prawicy. (…) gdy spojrzymy na na bratobójczą wojnę między PO i PiS, widzimy sytuację, która budzi pewne skojarzenia z Rosją sprzed rewolucji lutowej, gdzie monarchiści i zwolennicy Kiereńskiego wyznający w istocie dość podobne systemy wartości toczyli ze sobą ostry spór. Nie zauważyli jednak, że za ich plecami wyrasta o stokroć groźniejszy wróg. I że za chwilę będą wspólnie, bezskutecznie usiłowali go powstrzymać. (…)
Przez to, że idea IV RP znajduje się w coraz bardziej wyraźnym odwrocie, otwiera się możliwość powrotu starego. Byłoby niezwykłą, a zarazem tragiczną ironią losu, gdyby pośrednią konsekwencją wyborczego zwycięstwa PO i PiS okazała się restauracja III Rzeczypospolitej
.By jednak zachować moralne prawo do posługiwania się pojęciem IV RP, kierownictwo PiS ma jeszcze inne wyjście - zerwać koalicję z LPR i Samoobroną. I albo spróbować rozwiązania z rządem mniejszościowym, albo też po prostu pożegnać się na jakiś czas z władzą. Czasem warto przedłożyć sumienie i honor nad pragmatyzm i bieżący interes polityczny. Zwłaszcza, jeśli chodzi o dobro Polski. Obawiałbym się tylko jednego - że być może zerwanie tej koalicji utorowałoby drogę do władzy przeciwnikom projektu IV RP. Jeżeli konsekwencją takiego kroku miałby być triumf Kwaśniewskiego, niewątpliwie z dwojga złego wolałbym pozostawanie u władzy Leppera i Giertycha. Przyznam jednak, że trudno mi na to patrzeć z życzliwością.
Śmiem twierdzić, iż to jest kwintesencja modernizacyjnej myśli zwolenników braci Kaczyńskich. Otóż cała modernizacja sprowadza się do odsunięcia Kwaśniewskiego. Nie chodzi o żadne reformy, o naprawę kraju. Chodzi o najzwyklejszą w polityce wymianę jednych na drugich. Kwaśniewski to komuch on zawłaszczył państwo, teraz nasi muszą je odzyskać.
Pamiętam jak rozmawiałem z kilkoma sympatykami PiS. Oni wprost dopuszczają to, że władza to synekura, że trzeba rozdać naszym posady. Taka jest polityka. IV RP ich zdaniem nie jest jakimś przełomem na jaki kreują go nowoodzyskane media. W IV RP nadal daje się łapówki, ustawia się mecze i przetargi, nadal mamy paraliż biurokratyczny, prawo nie jest skuteczne, a wszystko to taka lekka prowizorka. Ale IV RP jest ich, nie gorsza, nie lepsza, ale ich. Cała modernizacja sprowadza się do zawłaszczeni państwa.
Jedynym wymogiem jest to żeby polityce nie kradli. To zatrważająco nisko zawieszona poprzeczka. To porzeczka jaką zwykle zawieszają wyborcy w afrykańskich „bantustanach”.