Jak mogliśmy wczoraj zobaczyć w programach informacyjnych, Jolanta Kwaśniewska odwiedziła protestujące pielegniarki, by wręczyć im... różę. Nawet nie kilka torebek z bezami... Po prostu piękny kwiat.
(foto: Dziennik.pl)
Wcześniej demonstrujące panie nawiedzili inni politycy opozycji, jakby nie pamietając, jakie były następstwa uchwalenia przez Sejm za kadencji AWS słynnej ustawy 203 o pozbawionych zabezpieczenia podwyżkach dla pielęgniarek i późniejszym rozgoryczeniu liderek ich związku, które w kolejnych wyborach parlamentarnych poparły SLD. Nie zabrakło nawet Hanny Gronkiewicz-Waltz, która stwierdziła, że "jest tu gospodarzem i nie pozwoli...", by policja usuwała kilkudziesięcioosobową nielegalną (łamiącą warunki zezwolenia wydanego przez Urząd Miasta) demonstrację na jednej z ważnych arterii Warszawy. Ciekawe.
Interesujące są też próby zrobienia z wczorajszej interwencji drugiego Tienanmen... (dzisiaj o 7:19, aby uczcić okragłą dobę, jaka upłynęła od wczorajszej tragedii narodowej, pielegniarki w milczeniu stukały plastikowymi butelkami i trąbiły). Być może jutro zapłoną pierwsze znicze...
No, i jeszcze OZZL z szefem K. Bukielem, który jako związkowiec zarabia 7500 zł, a do lekarzy zatrudnionych na etatach apeluje o składanie wypowiedzeń z pracy. To jest jedna strona konfliktu. Co mamy po drugiej?
Zupełna nieporadność rządu. Faktycznie, minister Religa walczy o życie, a premier zyje dzisiejszym szczytem UE. Nie usprawiedliwia to jednak w żaden sposób nieprzyjęcia delegacji we własnej kancelarii, by uzgodnić grafik rozmów i zakres mozliwych do przyjęcia przez obie strony rozwiązań. Faktycznie - wśród wznoszonych przez pielegniarki haseł były i takie, które trudno zakwalifikować inaczej, niż jako personalne, dość żenujące, drwiny. Polityka jednak to nie przedszkole - gdyby tak się zachowywali politycy w innych krajach, nikt by nie rozmawiał z żadnymi protestującymi, którzy - z drugiej strony - nie organizuja demonstracji, bo darza rzadzących przesadną miłością.
Mam nadzieję, że dzisiejsze sygnały o zmianie postawy J. Kaczyńskiego się potwierdzą.
________________________________
Portal Rzeczpospolita.pl, za PAP, przytoczył niedawno ciekawe streszczenie artykułu z "Die Welt"
- To Polacy ratują Europę - pisze niemiecki dziennik "Die Welt", nazywając skandalem próby izolowania Polski przez niemieckie media i opinię publiczną.
Polska i bracia Kaczyńscy traktowani są z szyderstwem i drwiną - pisze publicysta Alan Posener, przypominając okładkę najnowszego wydania tygodnika "Der Spiegel" z podpisem "Umrzeć za pierwiastek kwadratowy: jak Polacy grają Europie na nerwach".
- Kto jednak uzmysłowi sobie, o co toczy się gra, zmuszony jest stwierdzić: Polacy mają rację - czytamy w "Die Welt".
Zdaniem gazety, Polacy "nie chcą w milczeniu przyglądać się pozbawianiu ich wpływów w Radzie (ministrów) UE". - Jeżeli szczyt (UE) w tym tygodniu zakończy się fiaskiem, historycy napiszą być może pewnego dnia: "Jak Polacy uratowali Europę" - twierdzi Posener.
Skandalem nazywa komentator próbę uchwalenia unijnej konstytucji pomimo odrzucenia jej przez obywateli dwóch ważnych krajów Wspólnoty - Francji i Holandii.
Sprzeciw Polski przeciwko systemowi ważenia głosów jest jak najbardziej uprawniony - ocenia Posener. Zwraca uwagę na próby ośmieszenia polskiego prezydenta i premiera za pomocą chwytów "na najniższym poziomie", w rodzaju hasła "Umrzeć za pierwiastek kwadratowy", co ma być tak śmieszne, jak "atak polskiej kawalerii na niemieckie czołgi w 1939 roku".
Posener przypuszcza, że mniejsze kraje UE sympatyzują z polskim stanowiskiem, jednak albo ratyfikowały już traktat, albo też obawiają się konfliktu z Niemcami.
Komentator wymienia trzy powody, dla których Niemcy powinny okazać zrozumienie dla Polaków. Po pierwsze, Niemcy zawsze były adwokatami mniejszych krajów w Unii. Po drugie, w stosunkach z Warszawą Berlin musi nadrobić straty wyrządzone przez Gerharda Schroedera. Poprzedni kanclerz zamknął rynek pracy dla polskich pracowników, co było "bezsensownym, politycznym, krótkowzrocznym ustępstwem na rzecz populistycznego protekcjonizmu" - ocenia autor. Jego zdaniem, błędem był też sojusz Schroedera z Rosją i tworzenie przeciwwagi dla Ameryki. Po trzecie, w rozszerzonej w przyszłości o Turcję UE tak silne eksponowanie liczby ludności w procesie podejmowania decyzji nie będzie w interesie Niemiec.
Polska propozycja wskazuje wyjście z tej sytuacji - twierdzi Posener. - Polska zasługuje na podziękowanie, a nie szyderstwa - podkreśla, dodając: Na końcu może okazać się tak, że to nowi Europejczycy są lepszymi Europejczykami.
Prawda, że ciekawe? Zwłaszcza w kontekście naszych rodzimych apriorycznych przeciwników walki o nasze interesy w UE.
Ciekawy weekend się zapowiada...
Inne tematy w dziale Polityka