Foxx Foxx
76
BLOG

Raport mniejszości

Foxx Foxx Polityka Obserwuj notkę 29

Powoli opada fala weekendowych komentarzy po szczycie UE w S24. Poznajemy coraz więcej szczegółow "z kuchni" negocjacji. Coraz więcej informacji o istotnej roli Sarkozy'ego i Blaira. Niezależnie od dość prostej konstatacji, że "Nicea" jest dla nas bardziej korzystna, niż "pierwiastek" oraz faktu, iż w takich przypadkach sama Unia traktuje własne ustalenia umownie: vide warunki znane (i ciężko wynegocjowane) przed referendum akcesyjnym: "Nicea", próba ostetatecznego zadekretowania systemu głosowania: "podwójna większość" - jedna publikowana dzisiaj wypowiedź utwierdziła mnie w opinii o dużym sukcesie UE. Jest to  wywiad z Danielem Cohn-Benditem, który możemy znaleźć w "Dzienniku". Kluczowy jego fragment wygląda tak:

ARTUR CIECHANOWICZ: Kto wygrał w Brukseli? Polska czy Niemcy?
DANIEL COHN-BENDIT:
Nikt. Cała impreza, cały ten szczyt to porażka dla Europy. Niektóre kraje - nie tylko Polska - zaliczam do nich też Wielką Brytanię, Holandię, Czechy bezwzględnie forsowały partykularny interes narodowy. Zamiast bronić wspólnego interesu europejskiego.

Nie da się tak dłużej budować Unii. Nie da się w Europie połączyć tych, którzy chcą Europy bardziej i tych, którzy chcą jej mniej. Ci ostatni na domiar wszystkiego non stop straszą wetem. To zwykła tyrania mniejszości.

Jaka tyrania? Polska nie zrobiła przecież nic, co byłoby niezgodne z zasadami przyjętymi w Unii. Poza tym każdy broni swojego interesu. Niemcy robią to dokładnie tak samo jak Polska.
Każdy broni swojego interesu, ale powinien również bronić wspólnego. Przecież to, co się dzieje, widać jak na dłoni. Warszawa czy Londyn nie chcą powstania Europy jako tworu politycznego - wystarczy im Unia jako organizm gospodarczy.

Doskonale rozumiem ten rodzaj logiki. Każdy chce dostawać od Unii pieniądze i robić z nią interesy, każdy chce zarabiać na Unii, ale nie każdy jest gotowy przyjąć i dostosować się do dynamiki wspólnego rozwoju. Dla mnie tymczasem Unia to nie tylko gospodarka, ale przede wszystkim wartości.

Mówi pan o wartościach, więc jakimi wartościami kierowała się kanclerz Merkel, próbując zignorować polskie zdanie i doprowadzić do izolacji Polski?
Bądźmy poważni! Polacy ciągle dają do zrozumienia, że jak się znajdą w izolacji, to będzie im wszystko jedno. A jak wreszcie ktoś im zagrozi, to podnoszą larum. Powiedzmy sobie wprost: jeśli ktoś próbuje przebić głową mur, musi się liczyć z tym, że w końcu ktoś na to ostro zareaguje.

Czyli Merkel miała rację - skoro Polacy nie chcą zaakceptować naszego zdania, rozmawiajmy bez nich.
Mogę mieć tylko za złe pani kanclerz, że nie zdołała przekonać do swego pomysłu wszystkich. Na resztę jestem wściekły. I to nie tylko na braci Kaczyńskich, ale tak samo na Tony'ego Blaira, państwa bałtyckie, czeskiego premiera Mirka Topolánka.

 

Mamy tu w wersji skondensowanej całą esencję "ducha" eurofederalizmu. Wszytko powiedziane wprost. Jest też "kwiatek", który powinien przejść do annałów "złotych cytatów" ludzi lewicy. Słowa "tyrania mniejszości" powinny wracać bumerangiem przy każdej próbie otwarcia dyskusji nad działaniami w sferze publicznej organizacji np. afirmujących homoseksualizm pod hasłem, że "demokracja przede wszystkim zabezpiecza prawa mniejszości".

Z jednej ze sztandarowych postaci pokolenia '68 wyszedł prawdziwy demokrata. Socjalistyczny. Jest to kolejny dowód prawdziwych intencji eurofederastów - zdominować małe i średnie państwa narodowe, siłą rzeczy wzmacniając... głównie Niemcy - żywcem jak u Marksa i Engelsa. Jakas nowość? Oczywiscie, że nie. Czym innym jednak jest próba przewidzenia czyjegoś celu, a czym innym otwarta deklaracja poparta... wściekłością, że na dzisiaj nic z tego nie będzie.

Europejscy "demokraci", którzy próbowali "obejść" głos obywateli wyrażony w referendach dot. ratyfikacji traktatu (Francja, Holandia) będącego efektem nietransparentnych prac Konwentu... przegrali. Choć nadal "mniejszością" nazywają ludzi, których nie porywa wizja Eurosojuza z XIX w. Wszak nie do pojęcia jest, by większość myślała inaczej, niż siły bedące od lat w awangardzie "postępu". Porównanie do archaicznych wizji socjalizmu nie jest tu przypadkowe. Bawi nazywanie konserwatywnego poglądu na priorytety polityki europejskiej właśnie XIX-wiecznym, gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z pokojową walką dwóch wizji Europy, pochodzących z podobnych okresów. Oczywiście nastąpiły istotne zmiany w obu nurtach politycznych. Z jednej strony są one efektem globalizacji, a z drugiej osłabienia radykalnych skrzydeł po obu stronach i - wreszcie - przejścia przez europejskie społeczeństwa "progów": industrializacji, elektryfikacji, powszechnej edukacji i informatyzacji. Nie zmienia to faktu, że czynienie z wizji nawiązujących do marksistowskich pomysłów sprzed ponad wieku czegoś wybitnie nowoczesnego jest małą przesadą.

To wszystko sprawia, że szczyt ten, moim zdaniem, był dużym sukcesem UE, a więc również Polski. Zupełnie niezależnie od realnego zwycięstwa, jakim jest zachowanie nicejskiego systemu głosowania, wspartego kompromisem z Joanniny. Zważywszy na dotychczasową praktykę UE, trudno stwierdzić jak długo ustalenia te będą obowiązywać. Faktem jest, że "wojna" o kształt Unii będzie trwała nadal. Jednak "bitwa" jest wygrana. Nie ma co się oszukiwać, że "większość" przywiązuje przesadną wagę do demokratycznych procedur. Róbmy swoje.
Foxx
O mnie Foxx

foxx@autograf.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka