W cieniu wczorajszych wydarzeń związanych z protestem pielęgniarek oraz wybrzmiewających ech komentarzy szczytu UE przemknął mały tekst Jana Fusieckiego w stołecznym dodatku do "Gazety Wyborczej", prezentujacego w skrócie założenia budżetu Warszawy w 2008. Jego kluczowe fragmenty brzmią następujaco:
Dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej do kasy miasta trafia coraz więcej pieniędzy z podatków, ale na inwestycje zabraknie w przyszłym roku co najmniej 1,5 mld zł - wynika z założeń przyszłorocznego budżetu Warszawy przesłanych w poniedziałek warszawskim radnym.
Pierwsza wiadomość jest dobra - więcej zarabiamy, dzięki czemu miasto odnotowuje zwiększone wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). W tym roku dochody z tego tytułu sięgną 3 mld zł. W przyszłym mają być o 500 mln zł wyższe.
(...)
Założenia przewidują dwukrotny wzrost deficytu, który w przyszłym roku sięgnie 1,5 mld zł. - Możemy wziąć kredyt lub wyemitować obligacje, ale na dokładną odpowiedź na to pytanie jest za wcześnie, bo prace nad przyszłorocznym budżetem dopiero się zaczynają - mówi Mirosław Czekaj.
Eksperci przypominają, że oszczędności mogłyby przynieść inwestycje prowadzone w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego. Jednak na razie Warszawa nie prowadzi w tej formie żadnej znaczącej budowy. Nie słychać też nic o zapowiadanej w kampanii wyborczej Hanny Gronkiewicz-Waltz prywatyzacji miejskich spółek, która mogłaby znacząco zwiększyć dochody miasta .
Jednym słowem, mimo znacznie większych wpływów do kasy miasta, wynikających z bardzo dobrej koniuktury, deficyt budżetowy będzie dwukrotnie wyższy, niż rok wcześniej. Po tak krótkim okresie rządów, nie chcę się odnosić do obietnic przedwyborczych - zawsze można realizować tyle, na ile pozwalają obiektywne uwarunkowania. Podsumowania tego typu, podobnie jak w przypadku ekipy rządzącej krajem, zrobię w połowie kadencji. Jednak sam fakt rozpatrywania pomysłu, by dwukrotnie rozdęty deficyt w kasie zapełnić pieniędzmi pochodzącymi z... emisji obligacji miasta - bardzo wiele mówi o sposobie myślenia rządzącej Warszawą ekipy o finansach publicznych.
W kampanii samorządowej Bronisław Komorowski powiedział, że Warszawa bedzie przykładem stylu rządów Platformy. Mielismy już kariery kierowcy Donalda Tuska oraz ochroniarza Hanny Gronkiewicz-Waltz. Na Mazowszu nawet dentysty Romana Giertycha (z poparciem koalicji PO - PSL). Wszystko to, niestety, jest typowe dla polskiej polityki (chociaż motyw z dentystą swoją spektakularnością się nieco wyróżnia na tle szarego rodzimego nepotyzmu).
Takie podejście do stanu kasy zdradza jednak, że moja opinia o braku wyliczeń dot. natychmiastowego wprowadzenia podatku liniowego 3 x 15 (chodzi o zabezpieczenie źródeł finansowania wydatków przez okres przejściowy, zanim obniżka PIT da impuls gospodarce i wzrost wpływów do budżetu) oraz wynikające z niej zarzuty o "liberalny" populizm, były w pełni uzasadnione. Tak w skali ogólnopolskiej, jak i lokalnej.
Coraz więcej wskazuje, że rządy z dominującą Platformą grożą budżetową katastrofą. "Liberalną" gospodarczo, oczywiście.
Inne tematy w dziale Polityka