Z pewną niechęcią piszę kolejny post dot. Salonu i salonowiczów, ale - jak widzę - nie słabną emocje po inicjatywie Nicponia. Chciałbym więc uporządkować kilka spraw. Do momentu rozdmuchania kwestii przez jednego z lewicowych blogerów, było to zwykłe przedsięwzięcie wirtualnych znajomych, którzy na kilka spraw patrzą podobnie. Z jakichś przyczyn uczestnicy założyli, że gdyby Artur chciał z bronią w ręku ścigać lewicowców, nie gawędziłby o tym w sieci, tylko np. ostrzelał jakiś dolnośląski lokal LiD. Skoro rzecz dotyczy wydania drukiem wybranych wpisów z blogów uczestników akcji oraz ich ulubionych autorów, być może dotkniętym do żywego lewicowcom coś się pomerdało?
Najlepsze jest to, że rekomendowane do druku posty zwykle pochodzą sprzed paru miesięcy i każdy mógł je sobie przeczytać (albo nie) i skomentować. W tym miejscu dochodzimy do najważniejszej sprawy: wystarczy Nicponia nie czytać, jeżeli jedyną rzeczą, którą się dostrzega w tych postach jest giwera. Nicpoń w jasny i syntetyczny sposób zaserwował vademecum libertarianina/radykalnego konserwatywnego liberała. Składa się ono z konkretnych punktów. Czy ktoś z lewej strony próbował polemizować? A skąd. Wszyscy widzieli tylko lufę karabinu i słowo "komuszek".
Jakoś nagle wydelikaciło się towarzystwo, które wcześniej pod adresem prawicowych komentatorów rzucało "Urbanami", "Gomułkami", a nawet "Goebelsami", a przeciwników politycznych en-bloque było łaskawe nazywać "bolszewikami", "komunistami", itp. Cóż takiego się stało, że w czasach wolności słowa, komentator z podpisem "wykładnia ideowa SLD" apeluje do Państwa Janke o cenzurę w S24, bo... Nicpoń skojarzył mu się z Polakami strzelającymi do Żydów w Jedwabnem 
Odpowiedziałem mu u Nicponia cytatami:
Stefan Kisielewski, "Dzienniki", 18.10.1968: "Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z 'gojów' (...)". 04.11.1968 : "Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego, że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (...)".
Józef M. Bocheński, paryska "Kultura" (nr 7-8 z 1986 r.): "Jak wiadomo, władza leżała w dużej mierze w ich rękach po zajęciu Polski przez wojska sowieckie - w szczególności pewni Żydzi kierowali policją bezpieczeństwa. Otóż ta władza i ta policja jest odpowiedzialna za mord bardzo wielu spośród najlepszych Polaków. Polacy mają, moim zdaniem, znacznie większe prawo mówić o pogromie Polaków przez Żydów niż Żydzi o pogromach polskich".
Nikt z lewej strony nie odpowiedział. Więc pytam ponownie: co to jest? "Szerzenie rasizmu"? "Nietolerancji"? To może spalić książki tych autorów i zwrócić się do właściwego organu UE, by wprowadził ich na indeks. Nagrody Kisiela należy poodbierać, a laureratom przyklepać po 2 lata w zawieszeniu na 3. A może ich wirtualnie zapiszecie do NOP? Wszak nikt "normalny" NIE MA PRAWA wygłaszać podobnych opinii w głównym nurcie dyskursu publicznego.
Rozumiejąc, że lewica wolność rozumie głównie w kontekście arbitralnego jej ograniczania przez centralne instytucje - vide Karta Praw Podstawowych, spróbujmy jednak dyskutować o tym, co jest prawdą, a co fałszem. Moim zdaniem Nicpoń napisał samą prawdę.
A teraz czekam na Waszą odpowiedż: dlaczego nie?
PS Jedną z zalet całej tej zawieruchy jest ciekawie zapowiadająca się polemika z Chevalierem_des_Arts, na którą czekam z niecierpliwością. Jest to żywy dowód, że ludzie z różnych stron barykady mogą merytorycznie dyskutować, zamiast wzajemnie wyświetlać sobie filmy. A raczej kreskówki.